Martyna Kierczyńska zamknie się w klatce [REPORTAŻ, ZDJĘCIA]

– Zaczęłam żyć mocniej, też bardziej doceniać życie, każdą chwilę, żeby wyciągać z niej jak najwięcej – mówi o trenowaniu sportów walki utytułowana Martyna Kierczyńska. Teraz chce zacząć walczyć w klatkach. Ma jeden cel: największe gale na świecie. I wielu kibiców, a wśród nich Joannę Jędrzejczyk, najpopularniejszą polską zawodniczkę

Czerna to malutka wieś pod Bytomiem Odrzańskim. Tam mieszka Martyna Kierczyńska. Marzy o tym, by w przyszłości walczyć w UFC, najgłośniejszej lidze świata, jeśli chodzi o sporty walki. Ma dopiero 17 lat, a jej wakacyjny dzień wyglądał tak:

– pobudka skoro świt, bo o 7.00 czekał ją rozruch – bieganie, rozgrzewka, rozciąganie,

– później śniadanie, chwila odpoczynku. O 11.00 pierwszy trening – technika w parach albo tarcze z trenerem,

– obiad. Odpoczynek, książka, pomoc rodzicom. Po południu kolejny trening,

– czas na regenerację, sen.

Całe wakacje Kierczyńska podporządkowała treningom.

Ojciec chrzestny

Na pierwsze zajęcia do Legionu Głogów cztery lata temu zabrał ją wujek i chrzestny – Maksymilian Borowiecki. Sam trenuje, wcześniej przy okazji przyjęć rodzinnych pokazywał jej ciosy i techniki. Martyna od zawsze lubiła sport. Kiedyś biegała, tańczyła. Przed tym pierwszym treningiem była ciekawa, jak to będzie. Traktowała to jak zabawę, ale czuła lekki stres.

Chrzestny Martyny: – Moja siostra Donata, mama Martyny, nie bardzo się ucieszyła, że ona idzie trenować kickboxing, bo wcześniej zaczynała trochę tańczyć. Zaprowadziłem ją i tak już zostało. Donata liczyła, że ona się zniechęci. Widziałem w niej potencjał, tak że jestem dumny, że ją wypatrzyłem. To bardzo dobra zawodniczka, która nie boi się wyrzeczeń. Nic innego dla niej nie istnieje. Inne dzieciaki bawiły się na podwórku, ona trenowała w sali. Myślała tylko o tym. Sądzę, że zajdzie bardzo wysoko. Już namieszała w polskim K-1, a namiesza jeszcze bardziej. Może to się skończyć KSW czy UFC. Trener Maciek Domińczak zaprowadzi ją daleko. Po kilku treningach powiedział, że kwestią roku czy dwóch jest jej mistrzostwo Polski. Tak się stało. Nikt za darmo nie daje jej tytułów, to efekt jej ciężkiej pracy.

Po trzech miesiącach zapadła decyzja: 13-letnia wówczas Martyna jedzie na zawody do Krynicy-Zdroju. To był puchar Polski w formule kick light. – Pierwszą walkę przegrałam – wspomina Kierczyńska. – A tak chciałam zwyciężyć. Nie zadowalał mnie ten wynik, bo czułam, że mogę i chcę czegoś więcej.

Filozofia

Rozmawiam z nią nad Odrą, niedaleko sali treningowej Legionu w tzw. starym Inkubatorze. To uśmiechnięta, inteligentna dziewczyna. Na spotkanie przynosi wielki puchar i medal za ostatnie mistrzostwo Europy WAKO.

Pierwszy znaczący sukces przyszedł po roku trenowania – mistrzostwo Polski w kick light. Wtedy dostała powołanie do kadry narodowej na mistrzostwa świata w Dublinie. I wkręciła się na dobre w kickboxing. Martyna: – Poświęciłam się temu bezgranicznie. Sport nauczył mnie dyscypliny, konsekwencji w działaniu, w dążeniu do celu. Kiedy jest szkoła, potrafię to połączyć i się zorganizować. Sport po prostu mnie zmienił. Cała filozofia sportów walki, otoczenie, kadra – to dało mi bardzo dużo. Poznałam wielu przyjaciół, poukładałam sobie w głowie różne rzeczy. Dojrzałam. Zaczęłam żyć mocniej, też bardziej doceniać życie, każdą chwilę, żeby wyciągać z niej jak najwięcej.

Dopaść tę Amerykankę

Na ostatnim turnieju na Węgrzech zdobyła mistrzostwo Europy K-1 najbardziej prestiżowej federacji WAKO. W finale pokonała dwukrotną mistrzynię świata. Dla niej to przekroczenie kolejnej granicy, bo bywało wcześniej tak, że finały dużych imprez przegrywała. – Mieliśmy opracowany plan taktyczny, ale to była trudna, wymagająca dużego skupienia walka. Wygrana dała mi kopa. Pokazałam sobie, że mogę. Zresztą każda walka do tej pory dawała mi dużo do myślenia, obojętnie czy wygrana, czy przegrana – zaznacza Kierczyńska. – W głowie siedzi mi też porażka sprzed roku w finale mistrzostw świata. Przegrałam tam z Amerykanką po bardzo mocnych trzech rundach. Na kolejnym turnieju prawdopodobnie będę miała okazję się z nią spotkać. Liczę na rewanż.

Jej największymi atutami są siła, dynamika, wszechstronność. W ringu idzie do przodu, jest ofensywna, nie chodzi na wstecznym. Cały czas pracuje nad mankamentami w defensywie.

Jej nauka nie cierpi przez treningi, bo jest zdolną uczennicą. Wie, że musi się uczyć i żałuje, że doba ma tylko 24 godziny. – Niektórzy nauczyciele śledzą moje walki, interesują się i gratulują po jakimś sukcesie. Inni może wolą nie wiedzieć, że trenuję – śmieje się.

– Nauka i sport zajmują ci całe dni. Miałaś kiedyś taki moment, w którym chciałaś to rzucić? – pytam.

– Nie. Mam czasami słabsze chwile, nieraz są w życiu lepsze i gorsze dni, w sporcie jest tak samo. W końcówce przygotowań zdarza się, że organizm jest przemęczony, dochodzi stres, szkoła, tego wszystkiego jest rzeczywiście dużo. Czasem mówię sobie: kurcze, nie chce mi się, ale ja wiem, jaki jest mój cel. Myślę wtedy: Martyna, po coś to robisz. I idę na trening.

W Czernej, Bytomiu Odrzańskim, Głogowie i Nowej Soli ludzie żyją jej sukcesami. Kiedy kilka tygodni byłem w Bytomiu na meczu piłkarskiej Odry, kibice na trybunach rozmawiali o kolejnym sukcesie Kierczyńskiej, a nie o tym, co widzieli na boisku. Coraz częściej piszą o Kierczyńskiej dziennikarze. Ostatnio w Głogowie szła na autobus, przechodziła przez pasy i zobaczyła, że grupka chłopaków się jej przygląda. W końcu słyszy: ej, przecież to mistrzyni w kickboxingu!

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *