Hodowca z Drogomila odpowiada: O krowy dbamy, jak potrafimy najlepiej

– Wiem, że nie brakowało krzywdzących dla mnie głosów, że mogliśmy czegoś nie dopełnić, że to wina hodowcy. Proszę na to spojrzeć zdroworozsądkowo: przecież nikt nie wyrzucałby krowy z kolczykiem do Odry, żeby ściągać na siebie kłopoty. To tak, jakby pan celowo wjechał samochodem do rzeki. Przecież to nielogiczne – mówi Robert Domański, hodowca bydła z Drogomila. To z jego hodowli pochodziła krowa, która utonęła w Odrze

W piątek 8 maja patrol Społecznej Straży Rybackiej w Odrze na wysokości Drogomila znalazł martwą krowę i cielaka. Na miejsce przyjechał powiatowy lekarz weterynarii i policja.

– Według naszych wstępnych ustaleń nie doszło do zaniedbań hodowcy – mówiła już przed dwoma tygodniami na naszych łamach mł. asp. Renata Dąbrowicz-Kozłowska, rzeczniczka policji w Nowej Soli.

Mimo to nie brakowało głosów, że pewne zaniedbania mogły się pojawić po stronie właściciela hodowli. Jest nim Robert Domański, który przebywa za granicą.

W rozmowie z „TK” nie kryje, że te głosy, które do niego docierały, są według niego krzywdzące i niesprawiedliwe.

– Wiem, że nie brakowało opinii, że mogliśmy czegoś nie dopełnić, że to wina hodowcy. Proszę na to spojrzeć zdroworozsądkowo: przecież nikt nie wyrzucałby do Odry zakolczykowanej krowy, żeby ściągać na siebie kłopoty. To tak, jakby pan celowo wjechał samochodem do rzeki. Przecież to nielogiczne – mówi Domański.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media