Bobry zamieszkały w lubieszowskim stawie

Z informacji przekazanej nam przez mieszkańców wynika, że w lubieszowskim stawie dwa lata temu zadomowiły się bobry. Lubieszowianie boją się o swoje bezpieczeństwo, bo od kiedy w stawie mieszkają gryzonie, drzewa wokół lecą jak zapałki.

Bóbr europejski (łac. castor fiber), to sympatycznie wyglądający gryzoń, który jednak potrafi wyrządzić wiele szkód, jeśli zadomowi się na terenach zamieszkanych przez ludzi. A tak jest w przypadku Lubieszowa, gdzie bobry zadomowiły się tuż przy brzegu glinianki.

Bobry podgryzają drzewa znajdujące się w obrębie stawu.

– W ubiegłym roku poleciało z 15 drzew. Bobry podgryzają głównie osiki, to ich ulubione drzewo. Ostatnio wielka osika spadła na drogę, gdyby była nieco wyższa, uszkodziłaby dom – opowiada Andrzej Fursewicz, mieszkaniec Lubieszowa. Mężczyzna jest myśliwym i zapytaliśmy go, jak wygląda sprawa odstrzału bobrów, które są w Polsce pod częściową ochroną. – Rzeczywiście jest pozwolenie na częściowy odstrzał bobrów, ale akurat tutaj jest to niemożliwe, bo jest za blisko domów. Jedyną alternatywą jest żywy odłów. Odpowiednie służby muszą te bobry wyłapać i wywieźć na tereny, gdzie nikomu nie będą szkodziły – wyjaśnia A. Fursewicz.

 
Nasi rozmówcy o alarmującej sytuacji w gliniance poinformowali nas w ubiegłym tygodniu. Wcześniej, od blisko dwóch lat, szukali pomocy w urzędach i instytucjach, i jak twierdzą – bezskutecznie. – Zgłaszałem to do Polskiego Związku Wędkarskiego w Zielonej Górze, na policję, do gminy, starostwa, drzewostanów. Wykonałem łącznie z siedem telefonów i bez echa, nikt nie przyjechał – opowiada pan Ryszard.

 
Sprawa lubieszowskich bobrów nie daje mieszkańcom spać spokojnie. Boją się o bezpieczeństwo. – Drogą nie da się przejść, bo leżą drzewa. Boimy się, że w każdej chwili dąb może spaść na linie energetyczną. Chodzi nam tylko o to, żeby nie doszło do jakiegoś nieszczęśliwego wypadku. Bobry potrafią ogryźć w nocy 90 procent pnia, a ktoś będzie rano przechodził, nie zauważy i spadnie na niego drzewo – podkreśla pan Ryszard.

 
Sytuacja z Lubieszowa jest, jak się okazuje znana w PZW w Zielonej Górze, jednak wnioski, które do zarządu wpływały, dotyczyły usuwana szkód wyrządzonych przez bobry, a nie ich przesiedlenia.

 
– Na chwilę obecną nikt nie wnioskował o ograniczenie liczby bobrów. Dostaliśmy jedynie wnioski o usunięcie ogryzionych drzew, które zagrażały życiu
i zdrowiu. Wystąpiliśmy do gminy o zgodę na ich chwycinkę  i taką zgodę uzyskaliśmy. Łącznie przeprowadziliśmy już kilka wycinek. W tej chwili zamierzamy uprzątnąć zwalone drzewo, które tam się znajduje oraz wyciąć kilka kolejnych drzew – informuje Beata Kruglińska, rzecznik prasowy PZW w Zielonej Gorze.

 
W tym przypadku rodzi się naturalny wniosek, że za kilka lat drzewa wokół stawu mogą zniknąć całkowicie. – Do tej pory otrzymywaliśmy jedynie prośby, żeby zrobić coś z drzewami. Jeśli wpłyną odpowiednie wnioski, będziemy próbowali przesiedlić bobry, a jeśli się to nie uda, to
w konsekwencji wnioskować o odstrzał – zapowiada B. Kruglińska.

 

Anna Karasiewicz

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *