Nasz Czytelnik wygrał w sądzie z gminą wójt Bojko Powód sporu? Sala wiejska w Nowym Żabnie

– Ten artykuł jest dla mnie oczyszczający, bo byłem oczerniany na zewnątrz. Z tego, co do mnie dotarło, osoby z gminy i otoczenia sołtysa Nowego Żabna opowiadały wkoło, że to ja jestem zły, niedobry, że na starość mi odbiło i że to ja wichrzę. A ja byłem na prawie, co potwierdzają cztery wyroki sądowe – mówi Zbigniew Miniach, który musiał uciekać z Nowego Żabna, bo nie mógł znieść głośnych imprez okolicznościowych, które odbywały się w sali wiejskiej. Problem w tym, że nie powinny się tam odbywać

Cofnijmy się o blisko dekadę. Dokładnie 21 grudnia 2010 r. ówczesny starosta nowosolski wydał decyzję dotyczącą przebudowy budynku warsztatowego w Nowym Żabnie na salę wiejską z rozbudową o część sanitarno-kuchenną. 26 czerwca 2013 roku inwestycja uzyskała pozwolenie na użytkowanie. Z założenia sala, do przebudowy której dołożył się samorząd wojewódzki, miała służyć do organizowania spotkań wiejskich. W praktyce stała się domem weselnym, który można było wynająć. Po sąsiedzku z budynkiem mieszkał Zbigniew Miniach, który ostatecznie, w 2016 roku, został zmuszony do sprzedaży domu.

„Wiem, jak głośno jest na wiejskich weselach…”

– W 2010 roku mogłem zapoznać się z projektem przebudowy obiektu. Już wtedy zaznaczyłem, że mieszkam bardzo blisko, że będzie hałas, a to będzie utrudniało życie. Napisałem odwołanie do Wojewody Lubuskiego zawiadamiając o moim sprzeciwie. W odpowiedzi LUW zapewnił mnie, że z przedłożonego opisu technicznego wynika, że w projektowanej sali będą prowadzone spotkania rady wiejskiej. Wynikało z tego jednoznacznie, że nie było przewidywane prowadzenie działalności, która powodowałaby powstanie znacznych uciążliwości związanych z hałasem. To wtedy mnie uspokoiło – wspomina Z. Miniach.

Rzeczywistość okazała się już nie tak kolorowa. – Huczne imprezy zaczęły się w 2014 roku, a ich kulminacja nastąpiła w 2015 roku. Zaczęły się wesela, nawet po trzy w miesiącu. W sobotnią noc od godziny 18.00 do 6.00 rano dolatywał totalny hałas – śpiew wokalisty i pisk weselników. W niedzielę od 13.00 do 20.00, a czasem nawet do 23.00 odbywały się poprawiny, często łączone z karaoke na zewnątrz budynku. To spowodowało, że życie stało się udręką… – opowiada Z. Miniach.

Z początku sprawę chciał załatwić ugodowo z gminą. Przynajmniej dwukrotnie w tej sprawie spotkał się z panią wójt – raz w urzędzie gminy, raz w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Jaracza, gdzie pani Bojko udzielała porad prawnych. Pokazał wspomniane pismo z LUW.

Jaka była odpowiedź pani wójt? – „Że po to się buduje, żeby używać”. Podczas innego spotkania pani wójt z rozbrajającą szczerością stwierdziła: „Wiem, jak głośno jest na wiejskich weselach, bardzo panu współczuję” – wspomina tamte spotkania Z. Miniach.

Dalszą cześć artykułu przeczytasz w e-wydaniu “TK”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *