Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Get Adobe Flash player

Wyślij zdjęcie z wydarzenia

Najbliższe wydarzenie


0 dzień 22 godz. 34 min.
upłynie do najbliższego wydarzenia:
Usta milczą w NDK image
Usta milczą w NDK
data 18-05-2012 • 18:00
• Nowosolski Dom Kultury
nextEvent by JoomlaLoft

Biuletyn Informacji Publicznej

logo_bip

Rzetelna Firma

Rzetelna Firma

Zbigniew M. winny śmierci Wandy PDF Drukuj Email
Wpisany przez ark   
czwartek, 12 stycznia 2012 10:11

Winny prosto z sali sądowej trafił do celi. Zielonogórski sąd okręgowy zdecydował, że Zbigniew M. spędzi w więzieniu dziewięć lat. W uzasadnieniu sędzia powiedział, że Zbigniew swoim zachowaniem godził się na śmierć byłej żony
W poniedziałek 9 grudnia zielonogórski sąd okręgowy wydał wyrok w sprawie zabójstwa Wandy M. Winnym jej śmierci uznał byłego męża Zbigniewa M. Skazał mężczyznę na dziewięć lat więzienia. Uzasadniając wyrok sąd podkreślił, że Zbigniew M. kopiąc kobietę w plecy, tak że spadła ze schodów w piwnicy, potem krwawiącą kobietę kneblując i zostawiając w piwnicy, aż się udusi, godził się na jej śmierć. Dodatkowo zamaskował ślady swojej zbrodni. Ukrył ciało kobiety w dziurze w lesie i powiedział okolicznym mieszkańcom, że wyjechała. Sąd odrzucił wniosek obrońcy, który sugerował, że kobieta udusiła się w wyniku wstrząsu anafalikatycznego. Mężczyzna z sali sądowej trafił prosto za kratki. Wyrok nie jest prawomocny.
W czwartek, przed ogłoszeniem wyroku odbyły się mowy końcowe.

Mowy końcowe

Prokurator z prokuratury okręgowej w Zielonej Górze mowę końcową zaczął od wskazania, że sprawa to tragedia dotycząca nie tylko Wandy M., ale również jej córek, które straciły matkę. To również dramat dla skarżonego, który z przekonaniem spowodowania śmieci byłej żony będzie musiał żyć do końca swoich dni. - Czy życie pełne konfliktów i nienawiści, choroba alkoholowa Wandy M. i w konsekwencji zachowania, których nie można było zaakceptować mogły doprowadzić do tragedii, która rozegrała się 24 października 2008 r. - mówił prokurator. Podkreślił, że oskarżony był przy tym świadomy tego, co robi. Oskarżyciel zaznaczał, że w świetle zebranych dowodów bezsporne jest podjęcie szeregu działań przez oskarżonego w dniu tragedii. Ciało wywiózł do lasu, spalił ubrania byłej żony i opowiadał, że kobieta wyjechała za granicę wiedząc, że leży w lesie w płytkim dole, który sam wykopał. Te działania zdaniem prokuratora nie wymagają głębszej analizy. Analizy za to wymaga to, czy Zbigniew M. dopuścił się zbrodni. Jak podkreśla oskarżyciel, zabił byłą żonę. W mowie końcowej zaznaczył także, że mężczyzna kopnął kobietę w  plecy, tak że spadła do piwnicy. Tam związał ją szmatami, w usta włożył knebel, który dodatkowo zawiązał z tyły głowy tak, żeby nie wypluła go z ust. W efekcie Wanda M. udusiła się. Mogła również jeszcze żyć, w chwili kiedy jej były mąż zakopywał ją w leśnym grobie. Oskarżenie podpierając się opiniami biegłych wyklucza śmierć w wyniku wstrząsu anafilaktycznego, który mogło wywołać zetknięcie z lateksem lub warzywami leżącymi w piwnicy. - Z zeznań oskarżonego nie wynika, żeby w dniu tragedii używał lateksowych rękawiczek. Kobieta wielokrotnie przed śmiercią schodziła  do piwnicy, gdzie obierała cebulę, miała też kontakt z ziemniakami i do wstrząsu nie dochodziło. Prokuratur zażądał dla Zbigniewa W. kary dziewięciu lat więzienia.
Innego zdania jest adwokat oskarżonego. Linię obrony oparł właśnie na wstrząsie anafilaktycznym. Podpierał się wieloma opiniami z literatury medycznej wskazując, że Wanda umarła, bo dostała wstrząsu. Obrońca podkreślał, że takie zdarzenia często miały miejsce. Była nawet transportowana do szpitala helikopterem – mówił mecenas. Obrońca zaznaczał, że nie doszło do uduszenia z powodu zakneblowania ust kobiety. Jego zdaniem fazy duszenia, które wskazał prokurator, są fazami wstrząsu anafilaktycznego, którego oskarżony nie dostrzegł. Słowa Zbigniewa M. „teraz to mi dopiero narobiłaś kłopotów” czy „nie wygłupiaj się” kiedy zobaczył, że kobieta nie daje oznak życia, są dowodem tego, że nie chciał jej zabić. Tak podnosi obrońca. Innego zdania jest oskarżenie.
Zbigniew M. podczas ostatniej mowy płakał. Łkając powiedział, że nie chciał zabić byłej żony. Mówił, że z kobietą nie dało się żyć. Powiedział, że nie wie, czemu nie wezwał policji po tym, co zrobił. Mówił, że bał się, że go wyśmieją, że policja mu nie pomoże.

Śmierć w piwnicy

Śledztwo dotyczące śmierci Wandy M. ruszyło w 2009 r. Wtedy w lesie pod Bielawami znaleziono czaszkę kobiety. Na makabryczne znalezisko natrafił leśniczy. Na miejsce wezwano policję i prokuratora. Po rozkopaniu niezbyt głębokiego dołka znaleziono resztę szkieletu. Za pomocą sit przesiano ziemię z dołu. W ten sposób zebrano nawet najmniejsze części kości. Ekipa śledczych wracała do lasu kilka razy. Jedyne, co śledczy mieli na początku, to czaszka i części szkieletu.
Policja ustalała kim może być osoba znaleziona w lesie. Domyślano się kim może być denatka. Na podstawie czaszki, przy pomocy programu komputerowego została odtworzona twarz kobiety. To był już duży przełom w śledztwie. Policjanci sprawdzili wszystkie informacje o zaginięciach kobiet z okolicy. Potem komputerową symulację twarzy porównano ze zdjęciami zaginionych. Śledczy wtedy właśnie wpadli na trop. Ustalono, że zwłoki w lesie to 41-letnia Wanda M., mieszkanka Bielaw. Jej zaginięcie zgłosił były mąż w październiku 2008 r. Od tego czasu nikt kobiety nie widział.
Policjanci zatrzymali byłego męża kobiety. Początkowo nie mówił nic o zbrodni. W końcu pękł i wtedy poznano dramatyczną wersję zdarzeń, do których doszło w domu małżeństwa.

Co się stało  w domu w Bielawach

Najpierw była awantura. Para, która była po rozwodzie, kłóciła się często. Wanda M. piła, co jeszcze bardziej uprzykrzało atmosferę w domu. Oskarżony od dawna sypiał w pokoju dzieci. Ludzie w okolicy opowiadali, że w domu M. bardzo często dochodziło do awantur.
W dzień śmierci kobiety mężczyzna kopnął ją w plecy. Wanda spadła do piwnicy. Mężczyzna szedł za nią. Tam związał kobietę. Zakneblował jej usta szmatą. Knebel związał z tyłu głowy. Kobietę posadził na workach z ziemniakami. Dodatkowo związał jej nogi szmatą. Mówił do niej, żeby ich zostawiła. Ta potwierdzała, że tak zrobi. Miała się zastanowić dokąd ma ją odwieźć. Zbigniew poszedł na górę do mieszania. Tam pił alkohol. Do piwnicy zszedł po poło 30 lub 40 minutach. Zauważył, że kobieta siedzi z głową opartą o ścianę. Wtedy postanowił wywieźć ją do lasu. Tak zrobił. Samochodem pojechał w kierunku lasu. Wjechał w głąb i zaczął szukać miejsca zakopania zwłok byłej żony. Po wybraniu miejsca wykopał grób, zbyt płytki jak się okazało. Ciało kobiety rozgrzebały zwierzęta i rozniosły po okolicy.
Po zakopaniu ciała Wandy mężczyzna spokojnie wrócił do domu. Spakował jej wszystkie ubrania do walizki i spalił.
Przygotował się bardzo dokładnie do zatarcia śladów swojej zbrodni. W domu, w piwnicy, na zakrwawioną posadzkę wylał nawet nową warstwę betonu. Następnie na policji zgłosił zaginięcie żony. Powiedział, że nie wie, gdzie może być jego była żona.
Po tym wszystkim przez rok spokojnie żył. Wszystkim dookoła opowiadał, że Wanda zdecydowała się wyjechać za granicę. To samo powiedział podczas zatrzymania. Wtedy jeszcze nie wiedział, że ciało jego byłej żony ma już policja. Zostało wykopane z dołu, który rok wcześniej przygotował. Policji brakowało jednak dowodów zabójstwa kobiety. Wtedy już o morderstwo oskarżali go mieszkańcy okolicy. On sam bardzo się z tego powodu denerwował. Śledczy cały czas pracowali. Nic nie umknęło ich uwadze. Wrócili do domu Wandy i Zbigniewa. Zwrócili uwagę na stary mebel stojący w piwnicy. To na nim znaleźli ślady krwi należącej do Wandy. Morderca usuwając ślady swojej zbrodni zapomniał lub nie zauważył krwawego zacieku na ściance starego mebla. To go zdradziło.
Mężczyzna został zatrzymany w 2010 r. Dokładnie trzy dni po Święcie Zmarłych. Do drzwi domu mundurowi w cywilu zapukali przed godz. 6.00 rano. Pękł po 10 godzinach przesłuchania. Przyznał się. Podczas wizji lokalnej opowiedział ze szczegółami, jak doszło do tragedii.

Piotr Jędzura