|
Wpisany przez Marek Grzelka
|
|
środa, 02 maja 2012 12:00 |
|
W derbowym szlagierze IV ligi lubuskiej Odra Bytom Odrzański pokonała na wyjeździe Koronę Kożuchów 1:0. W tym tygodniu czeka nas jeszcze kilka meczów
|
|
Zmieniony: środa, 02 maja 2012 12:15 |
|
Więcej…
|
|
Odra na piątkę, Korona na szóstkę |
|
|
|
|
Wpisany przez masa
|
|
piątek, 20 kwietnia 2012 13:36 |
|
Odra na piątkę, Korona na szóstkę
Fatalny jest bilans naszych czwartoligowców w 21. kolejce IV ligi. Punktów zero, goli straconych 11, zdobytych jeden
Polonia Słubice
- Korona Kożuchów 6:1 (2:1)
Bramki: Niedużak 3’, Dos Santos 10’, Klimczak 56’ i 64’, Pawłowski 78’, Zieliński 85’ - Borkowski 6’ (z karnego)
Korona: Woźniak (46’ Ochota), Rodak, Spirzak, Janik, Szulik (69’ Sokołowski), Zwolski, Borkowski, Kotlarz, Polewski, Poterała (46’ Mikarej), Miłek
Kożuchowianie jechali do Słubic w mocno okrojonym składzie, bez Wadasa, Dytki, Graczyka, dodatkowo kontuzjowanego grającego trenera Sawickiego. Stąd chociażby pojawienie się w wyjściowej jedenastce 17- letniego Poterały, który po raz pierwszy w karierze zagrał od pierwszego gwizdka.
Pierwszy gol tego meczu padł już w 3. minucie, akcję lewą stroną boiska przeprowadził Zieliński, oddał strzał, piłka zrykoszetowała i wysokim lobem opadała na długim słupku bramki Woźniaka, gdzie głową z metra dobił ją Niedużak.
Odpowiedź przyszła szybko. Szarżującego w polu karnym Miłka wycina obrońca i mamy rzut karny dla gości. Pewnie, po ziemi uderzył Borkowski i mieliśmy remis.
W 10. minucie padł kolejny gol. Rzut wolny z boku boiska, wisząca piłka spada na krótkim słupku, jak spod ziemi pojawia się tam niepilnowany Dos Santos, strąca nogą opadającą piłkę i trafia na 2:1.
Mimo prowadzenia gospodarzy, od tej pory na boisku królowali kożuchowianie, którzy rozegrali rewelacyjną połowę.
W 14. minucie świetny strzał z dystansu oddał Szulik, Dmuchowski z trudem piłkę sparował na rzut rożny. Cztery minuty później sędzia nie odgwizdał rzutu karnego na Polewskim wychodząc chyba z założenia, że można przyznać najwyżej jednego karnego w meczu.
Kolejny kwadrans to nieustanna okupacja na połowie słubiczan, Korona jak spychacz zepchnęła rywala i wydawało się, że gol wyrównujący to kwestia chwil, że wyrok jest podpisany a jedynie kat się spóźnia. Dwie fajne piłki z głębi pola trafiły do Kotlarza wychodzącego na czyste pozycje, o ile ta pierwsza, od Rodaka była spalona, tak offside przy drugiej, po podaniu Polewskiego, był bardzo problematyczny.
W końcówce pierwszej połowy bardzo dobry strzał z rzutu wolnego z 25 metrów oddał Borkowski, pomylił się minimalnie. Po bramce w 10. minucie gospodarze tylko raz jeszcze w tej połowie zaznaczyli swą obecność na boisku, w dobrej sytuacji Zielińskiego zablokowali Spirzak i Szulik. Korona była o włos od zdobycia gola wyrównującego, gospodarze grali nieporadnie, z trudem wychodzili z własnej połowy i wydawało się, że druga połowa będzie kontynuacją pierwszej, że kożuchowianie będą kontynuować natarcie.
Jednak w drugiej połowie coś w szeregach Korony pękło, od samego początku wyglądało to źle. Już w pierwszej minucie minimalnie pomylił się Niedużak, strzelił w boczną siatkę. W 48. blisko zdobycia gola byli kożuchowianie, śwetna akcja Kotlarza prawą stroną, wycofanie spod linii w pole karne i strzał Miłka, niestety kiepski. W 52. minucie piłkę zmierzającą do bramki Korony wybił w ostatniej chwili Tomek Spirzak, w 54. z dystansu uderzył Zwolski, a w 56. Mikarej, choć tutaj jak to określili kożuchowianie „kopnął piłkę bramkarzowi do koszyka”.
Odpowiedź gospodarzy była dla kożuchowian przegorzka. Zieliński kręci na prawej stronie, zagrywa na lewą, tam Klimczak uderza soczyście i pakuje Ochocie gola na 3:1. O ile ten gol podciął kożuchowianom skrzydła, tak osiem minut później można było je w ogóle wyciepać do położonego przy boisku basenu. 64. minuta. Klimczak strzela, Ochota niefortunnie interweniuje i piłka wpada do siatki. 4:1, trener Sawicki już wiedział, że jest po meczu.
Dwie minuty po czwartej bramce o mało nie wpadła kolejna, Ochota jakoś wyłuskuje piłkę w sytuacji sam na sam, ale dobitka mija bramkę Korony tylko dzięki sieroctwu piłkarza gospodarzy. W 70. minucie uderza z dystansu Kotlarz, choć miał miejsce, by podjechać z piłką bliżej.
W 78. minucie pada piąty gol, wejście Pawłowskiego środkiem pola, strzał przy słupku, Ochota bez szans. W odpowiedzi z dystansu strzela Zwolski, zbyt lekko. W 83. minucie minimalnie mylą się gospodarze, a w 84. strzał Miłka zza pola karnego broni Dmuchowski. Kropka nad „i” zostaje postawiona w 85. minucie, prostopadłe podanie, Zieliński w sytuacji sam na sam nie myli się i mamy 6:1.
Można gdybać, gdyby sędzia odgwizdał karnego na Polewskim, gdyby nie gwizdnął spalonego Kotlarzowi, może wynik byłby inny. Gdyby Korona nie jechała osłabiona, gdyby na treningach cały zespół pracował tak, jak trzeba, a nie, że niektórzy z grających zawodników potrenowali raz w tygodniu. Gdyby Polonia się nie odkręciła w drugiej połowie, po kilku meczach fatalnej dyspozycji, co można było oglądać tydzień wcześniej w Bytomiu Odrzańskim i o której mówił mi kierownik słubickiego zespołu Krzysztof Zieniewicz.
Ale kiedy przyjrzymy się realiom kożuchowskiego futbolu, gdzie wszystko jest pod górkę i gdyby nie fanatycy typu Dytko czy Grochowski, faktycznie na boisku pasłyby się dzisiaj kozy, co zresztą zalecał jeden z kożuchowskich mędrców, kiedy w klubie zepsuła się kosiarka do trawy. Sawicki gra tym, co ma, spora część piłkarzy fachu się dopiero uczy, ale z nauką wiadomo, jak jest, jednym wchodzi gładko, innym równie gładko nie wchodzi. Kłopoty z kasą, z kadrą, a mimo to Koronie udało się wypracować fajny styl oparty na grze piłką a nie na kopaniu jej w przód. Chwilami w pierwszej połowie słubicka młodzież wsparta brazylijskimi piłkarzykami biegała za piłką jak niedźwiedź za pszczołą.
Pierwsze 45 minut było najlepszą połową, jakie widziałem tej piłkarskiej wiosny w ogóle. Bramki, fajne akcje, napięcie, potem niestety coś stuknęło, chrupnęło i wysypały się śrubki z kożuchowskiej maszyny. Wynik dla Korony z pewnością jest bardzo krzywdzący, nie zasłużyli na takie baty.
Piast Karnin
- Odra Bytom Odrzański 5:0 (3:0)
Bramki: Juszkiewicz, Raćko (z karnego), Reus, Błaszkowski, Bednarz
Po budującym zwycięstwie nad Polonią Słubice, bytomianie jechali w niedzielę do Karnina z nadzieją, że być może i tam się uda. Ale już po 24 minutach meczu Odra nie tylko przegrywała 0:2, ale grała także w dziesiątkę. Już w 4. minucie wynik otworzył były piłkarz Korony Kożuchów Kamil Juszkiewicz, który wykończył dośrodkowanie z prawej strony boiska. W 24. minucie Kaźmierski fauluje w polu karnym Raćkę, sędzia pokazuje obrońcy Odry czerwoną kartkę i odgwizduje rzut karny, który na bramkę zamienia poszkodowany. Po pół godziny gry jest 3:0, bramkę zdobywa kolejny piłkarz znany naszym kibicom, Mateusz Reus, do niedawna piłkarz Modrzewia Modrzyca.
Nie było szans na zmianę takiego wyniku, szczególnie, kiedy gra się w dziesiątkę. Gospodarze kontrolowali przebieg gry, strzelili dwie bramki i wynik zakończył się fatalną dla bytomian „manitą”.
Marek Grzelka
 Fatalny jest bilans naszych czwartoligowców w 21. kolejce IV ligi. Punktów zero, goli straconych 11, zdobytych jeden.
|
|
Więcej…
|
|
|
Dwie główki i derby dla Amatora |
|
|
|
|
Wpisany przez masa
|
|
piątek, 20 kwietnia 2012 13:34 |
|
Dwie główki i derby dla Amatora
W sobotę w Rudnie drużyna Czarnych podejmowała w derbach na swoim terenie ekipę Amatora Bobrowniki. Mecz do ostatniego gwizdka przysporzył wiele emocji, ostatecznie to gospodarze musieli uznać wyższość gości. Amator zwyciężył 2:1, choć łatwo nie miał
Czarni Rudno
– Amator Bobrowniki 1:2 (0:1)
Zięba 78’ k. – Szczypczyk 3’, Jankowski 80’
CZARNI: Ozgowicz - Zięba, Kasper, Sąsiadek, Przygodzki, Niedźwiecki (58’ Marciniak), Bebrys, Boruszewski (76’ Gębala), Piotrowski, Oleniak, Polak (71’ Pacyna)
AMATOR: Gołąb – Andrzejewski (76’ Jankowski), Liszka, Dębiczak, Zięba, Szczypczyk, Kowalski, Pojnar, Romański, Bączek (46’ Słoński), Kowalewicz (90’ Pach)
Zawody cudownie rozpoczęli bobrowniczanie. Już pierwsza składna akcja Amatora skończyła się bramką. W 3. minucie Grzegorz Romański dośrodkował piłkę do nadbiegającego z prawej strony Grzegorza Szczypczyka, a ten głową umieścił ją w siatce. Wśród rudnian szok, wśród kibiców i piłkarzy Amatora istna euforia, egzaltacja wręcz. Czarni wzięli się w garść i zaczęli gonić wynik. W 6. minucie po dośrodkowaniu Krzysztofa Zięby w powietrzu walczył Jakub Boruszewski, ale piłkę piąstkował bramkarz przyjezdnych, Maciej Gołąb. W 11. minucie długie podanie za obronę Amatora dotarło do Daniela Bebrysa, ale jego wrzutkę złapał Gołąb. W 17. minucie kolejna akcja aktywnego w tym meczu Bebrysa, futbolówka po jego dośrodkowaniu omal nie wpadła do bramki. Dwie minuty później piłkę holował z połowy boiska Łukasz Niedźwiecki, ale uderzył wysoko nad bramką. W 21. minucie po rzucie wolnym piłkę głową do środka zgrał Zięba, Bebrysa w ostatniej chwili uprzedził bramkarz. Przez około dwadzieścia minut granie bobrowniczanom się nie kleiło, skupiali się zupełnie na tyłach, co mogło skończyć się źle. Dopiero w 23. minucie kolejny strzał na bramkę rudnian oddał Adam Pojnar, jego ładne uderzenie z lewej nogi wylądowało nad bramką. W 27. minucie Romański przebiegł dobrych kilkadziesiąt metrów z piłką przy nodze, dośrodkował, a bliski dojścia do tego podania był Robert Bączek. Pięć minut potem znowu się zakotłowało w obrębie szesnastu metrów gości, trener Czarnych, Mariusz Oleniak odwrócił się z piłką i nieudanie uderzył. Po chwili strzału z dalszej odległości spróbował Marcin Piotrowski, pewnie piłkę złapał Gołąb. Piotrowski uderzał też pięć minut później, jego soczyste uderzenie z lewej nogi wzorowo obronił golkiper gości. W 42. minucie z niczego mógł paść drugi gol dla przyjezdnych, Niedźwiecki stracił piłkę w środku pola, ta została posłana do Bączka, który wyszedł sam na sam z Ozgowiczem, ale futbolówka odskoczyła napastnikowi Amatora i nic z tego nie wyszło. Minutę później kapitan gości, Leszek Andrzejewski obsłużył podaniem Szczypczyka, który wbiegł z piłką w pole karne, uderzył niestety niecelnie.
Pierwszy, niezwykle groźny strzał w drugiej części gry oddali piłkarze z Bobrownik, a konkretnie Pojnar. Po jego uderzeniu piłkę odbił wysoko Ozgowicz. W 56. minucie Karol Kowalewicz zderzył się w powietrzu z Ozgowiczem, co chciał wykorzystać z kolei Kowalski uderzając zza pola karnego, strzelił niedokładnie. Na pół godziny przed końcowym gwizdkiem arbitra kolejny raz uderzał Kowalski, bez bramkowego skutku. W 62. minucie Pojnar nawinął obrońcę na prawą nogę i oddał strzał, Ozgowicz sparował piłkę, do niej dopadł Kowalski, ale i tym razem futbolówka w sieci nie zatrzepotała. Niedługo później Romański uderzał po ziemi, bramkarz Czarnych „wypluł” piłkę przed siebie, szybko swój błąd naprawił. Po chwili Ozgowicz przeniósł piłkę nad bramką po silnym uderzeniu Romańskiego. Kwadrans przed końcem meczu zmiany w obu zespołach, w drużynie Amatora Andrzejewskiego zastąpił Jankowski, natomiast w ekipie Czarnych Boruszewskiego zmienił Paweł Gębala. W 78. minucie w polu karnym bobrowniczan zawodnika Czarnych faulował Kowalski, co skutkowało rzutem karnym. Jedenastkę strzelił Zięba, choć po palcach Gołąba. Gospodarze z remisu nie cieszyli się zbyt długo, bowiem już w 80. minucie dośrodkowanie z rzutu wolnego Adama Pojnara wykorzystał strzałem głową Andrzej Jankowski. W 88. minucie Słoński wrzucił, Kowalski zastawił się i uderzył z półobrotu minimalnie obok bramki. Ozgowicz tylko odprowadził piłkę wzrokiem, parę centymetrów w bok i byłoby 1:3. W 93. minucie piłkę meczową, na wagę cennego punktu dla gospodarzy miał Gębala, ale pomylił się.
Mateusz Pojnar
 W sobotę w Rudnie drużyna Czarnych podejmowała w derbach na swoim terenie ekipę Amatora Bobrowniki. Mecz do ostatniego gwizdka przysporzył wiele emocji, ostatecznie to gospodarze musieli uznać wyższość gości. Amator zwyciężył 2:1, choć łatwo nie miał.
|
|
Więcej…
|
|
Promień oślepił Arkę. Cztery razy |
|
|
|
|
Wpisany przez masa
|
|
piątek, 13 kwietnia 2012 12:12 |
|
Promień oślepił Arkę.
Cztery razy
W sobotę Arka Nowa Sól rozegrała kolejny mecz w III lidze. Tym razem podopieczni Andrzeja Michalskiego podejmowali u siebie Promień Żary. Nowosolanie przegrali w kiepskim stylu 1:4.
Arka Nowa Sól – Promień Żary 1:4 (0:3)
ARKA: Sala – Ilnicki, Smolin, Rozynek, Domański (70’ Kałużny), Wesołowski, Szuszkiewicz, Dykta (42’ Marasek), Pilsak, Rudnicki (60’ Czarzasty), Świerszcz (67’ Tomczak)
W 5. minucie Mateusz Domański ładnie oskrzydlił akcję lewą stroną i dośrodkował, bramkarz drużyny gości Tomasz Kowalczyk odbił piłkę wysoko w górę, ale zdołał ją złapać. Po drodze był faulowany przez Juliana Rudnickiego, który za to zagranie obejrzał żółtą kartkę. Przez ponad kwadrans na boisku nie działo się nic nadzwyczajnego, obie ekipy wzajemnie się badały, czyhały na jeden błąd. Powoli jednak to Promień zaczął przejmować inicjatywę. Akcje piłkarzy z Żar zaczęły się zazębiać, czego efektem była bramka na 1:0 w 22. minucie. Łukasz Czyżyk zagrał piłkę wzdłuż pola karnego, a całość zamknął uderzeniem „deseczką” drugi z Łukaszów w ataku Promienia, Adamczyk.
Chwilę później z kolejną akcją lewą stroną sunął Czyżyk, znowu uderzał Adamczyk, ale kapitan nowosolan Tomasz Ilnicki wyjaśnił całą sytuację. Minutę później było już 2:0. Swoją dobrą współpracę potwierdziła dwójka Łukaszów w barwach Promienia, Czyżyk dośrodkował, błąd przy łapaniu piłki popełnił Adrian Sala, a głową formalności dopełnił Adamczyk. W 30. minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Jarosław Gad, nad bramką głową uderzył Kosman. Dwie minuty później znowu wrzutka z rogu Gada, tym razem uderzał najniższy w polu karnym Arkuszewski, na szczęścia dla nowosolan wzorowo obronił Sala.
W 36. minucie dośrodkowanie z lewej strony boiska, Czyżyk ze spokojem przeniósł futbolówkę nad Salą, po czym skierował ją do pustej bramki. W tej sytuacji „zaspał” nieco obrońca Arki, Patryk Pilsak. W 39. minucie Czyżyk uderzał zza pola karnego, obok bramki. W 42. minucie trener Michalski zdecydował się na pierwszą zmianę, Piotra Dyktę wymienił Bartosz Marasek. Minutę przed końcem pierwszej połowy z rzutu wolnego uderzenia na bramkę spróbował Kosman, pewnie obronił Sala.
Należy odnotować, że Arka w pierwszej połowie nie oddała żadnego celnego na bramkę strzeżona przez Tomasza Kowalczyka.
Sytuacja ta zmieniła się w drugiej części spotkania. Pierwszy strzał Arka oddała w 52. minucie. Szuszkiewicz zastawił się i wycofał piłkę przed pole karne, a wysoko nad bramką uderzył Tomasz Rozynek. W 60. minucie Rudnickiego na boisku zastąpił Sebastian Czarzasty. Moment później Michał Palko mijał naszych obrońców jak tyczki, ale uderzył nad bramką. Niepotrzebnie wybrał rozwiązanie siłowe. Trzy minuty później Adrian Sala był w dużych opałach, ale wyszedł z nich obronną ręką broniąc w sytuacji sam na sam uderzenie Bryjaka. Chwilę później pajęczyny z okienka bramki Arki o mało nie zerwał Kosman, na szczęście mu się to nie udało. Nowosolanie nie mieli wiele do powiedzenia. Wiele było niedokładności i niewymuszonych strat. Promień za to grał swoje, jak na drużynę z czołówki ligowej tabeli przystało.
W 67. minucie Arkuszewski wstrzelił piłkę w pole karne, bliski zamknięcia całej akcji wślizgiem był Czyżyk. W 66. minucie uderzał pomocnik Arki, Dawid Świerszcz, niestety niecelnie. W 71. minucie ważny blok defensora Arki zapobiegł utracie kolejnego gola. W 81. minucie rzut rożny Arki spełzł na niczym, za to idealną kontrę wyprowadził żarski Promień. Bryjak po raz kolejny wyszedł sam na sam z Salą, minął go, ale bardzo dobrze naszego bramkarza asekurował Tomczak wybijając piłkę z linii bramkowej. W 84. minucie po zamieszaniu w polu karnym Szuszkiewicz znalazł się w wybornej sytuacji, z pięciu metrów uderzył nad bramką. W 86. minucie Rozynek ruszył z piłką prawą flanką, dośrodkował wzdłuż linii piątki, a efektownie piętką całą akcję zakończył Sebastian Czarzasty. Było 3:1 i Arka poczuła po raz pierwszy swoją szansę w tym meczu. Nadzieje nowosolskich piłkarzy zostały brutalnie rozwiane w 90. minucie. Amadeusz Jelski, który na murawę wszedł chwilę wcześniej, pokonał Salę w sytuacji jeden na jeden uderzając piłkę po krótkim słupku. W doliczonym czasie gry Tomasz Ilnicki uderzał obok bramki Promienia.
Wynik 1:4 na swoim boisku, choćby z najznamienitszym przeciwnikiem, chluby nie przynosi. Natomiast warto podkreślić, że do tej pory Arka podejmowała na swoim boisku dwie drużyny ze szczytu tabeli. Można mieć zatem nadzieję, że w przyszłych meczach nowosolanom pójdzie lepiej. Jako, że Celuloza Kostrzyn z batalii trzecioligowych się wycofała, Arka za tydzień automatycznie zainkasuje trzy punkty do swojego dorobku. Szansa na trzy punkty zdobyte boiskową walką za dwa tygodnie w Nowej Soli.
Do Nowej Soli zawita Orzeł Ząbkowice Śląskie.
Mateusz Pojnar
 W sobotę Arka Nowa Sól rozegrała kolejny mecz w III lidze. Tym razem podopieczni Andrzeja Michalskiego podejmowali u siebie Promień Żary. Nowosolanie przegrali w kiepskim stylu 1:4.
|
|
Więcej…
|
|