Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najbliższe wydarzenie
Polecamy artykuły
- Brutalne pobicie w Kożuchowie
- Zniżka na wykup mieszkań tylko do końca roku
- Oddaj szpik, uratuj życie!
- Złodzieje torów w rękach policji
- Nieraz patrzą na nas jak na małpy
- Złodziejska szajka chciała kraść auta z Zatorza?
- "Maku" demoluje w pierwszej rundzie!
- Zatrzymany diler narkotyków z Kożuchowa
- Smutek w Kożuchowie, katastrofa w Bytomiu
- Złodzieje kołpaków znowu dali o sobie znać
| Tajlandia czyni różnicę |
|
|
|
| Wpisany przez masa |
| środa, 01 lutego 2012 08:36 |
|
Tomek wielokrotnie sam się do tego przyznawał - uwielbia się katować, największą radość sprawia mu możliwość zmęczenia się. Nie wyobraża sobie bez tego życia. Od 2007 roku Makowski jeździ katować się w uroczych okolicznościach przyrody, trenuje w Tajlandii, ojczyźnie muay thai. Przyznaje, że to najlepsze miejsce pod słońcem, by doskonalić się w trudnej sztuce tajskiego sportu narodowego. Prócz treningu pod okiem najlepszych fachowców i snu nie ma czasu na cokolwiek więcej. Trening w Tajlandii ma swoje prawa, zwykle są to długie, kilkugodzinne zajęcia, podczas których doskonali się wybraną technikę. Starzy wyjadacze muay thai prowadzący zajęcia te rozmaite "smaczki" technik mają we krwi, ale trudno się temu dziwić, skoro ci ludzie mają stoczonych po 200 walk. I mniej więcej wygląda to tak: pobudka, posiłek, trening, regeneracja, posiłek, trening, sen. Niemal dzień w dzień. Kiedyś Tomek opowiadał o tym dokładnie. Standardowych dni treningowych w Tajlandii jest 26 na 30 w miesiącu. Tylko w niedzielę się nie trenuje. Pozostałe dni są takie same. Zawsze jest śniadanie o 10.00. Jednak przed śniadaniem, od 7.00 rano już się jest na treningu. Po trzech godzinach posiłek i trochę snu. Pobudka, kolejny trening, znów chwila snu. Trenowanie, jedzenie, spanie. 24 godziny na dobę, sześć dni w tygodniu. W niedzielę trochę relaksu, zwiedzanie, odpoczywanie. Po co właściwie Makowski tam jeździ? Tajlandia czyni różnicę, co szczególnie przekłada się na walki. - Mam przewagę nad zawodnikami w Polsce, w Europie, dochodzą nowe doświadczenia, doskonali się technikę, te treningi tam polegają na ciągłych powtórzeniach tej samej techniki, dopóki się jej perfekcyjnie nie opanuje. Jeśli w tym sporcie myśli się o tytułach, nie da się ich zdobyć bez treningów w Tajlandii. U nas jest kompletnie inna metodyka treningowa. Czasem myślę, że gdyby możliwość wyjazdu tam na treningi była wcześniej, wyniki, tytuły, wszystko osiągnąłbym dużo szybciej – opowiadał nam w 2008 roku Makowski. To wszystko, wyniki, sukcesy, które przyszły po tamtej naszej rozmowie, tylko potwierdzają to, co mówił Tomek. W tym roku Tomek do Tajlandii wybrał się z Pawłem Jędrzejczykiem, zawodnikiem doskonale znanym nowosolskim kibicom sportów walki. Pierwsze dni spędzili niemal jak w domu, bo w zaprzyjaźnionym campie Sor Vorapin w Bangkoku, na którym niejedno wiadro potu w ostatnich latach zostawili. W tym roku jednak po kilku dniach w Bangkoku zdecydowali się na treningi w nowym miejscu, wylądowali na Phuket, największej wyspie Królestwa Tajlandii. Tam trenują w dwóch miejscach, w gymie Sinbi i gymie Lion. Warto zwrócić większą uwagę na ten pierwszy gym. Zajęcia prowadzą w nim legendy muay thai, arcymistrzowie, którzy na swoim koncie mają tytuły mistrzowskie i pierwsze miejsca rankingowe na największych arenach muay thai - stadionach Lumpinee i Rachadamnern, zawodnicy, którzy w swojej karierze walczyli z takimi ikonami tego sportu jak Buakaw. Kiedy śledzi się ich dokonania, w oczy rzuca się nie tylko zawrotna ilość stoczonych walk czy tytułów, ale również wiek, w jakim debiutowali w ringach muay thai, zwykle to wiek siedmiu, ośmiu lat. U nas dzieci w tym wieku idą do komunii, w Tajlandii wchodzą do ringu. Tomek zaznacza, że mimo faktu, że Phuket to nowy przystanek w historii tajskich wojaży, został przyjęty bardzo dobrze. - Następnym przystankiem będzie wyspa Koh Samui, gdzie wracam od kilku lat i trenuję w campie WMC chociaż i na Phuket trenerzy przyjęli mnie bardzo serdecznie i chcą żebym z Koh Samui jeszcze do nich wrócił i walczył - napisał nam Makowski. Camp WMC, o którym Tomek wspomina, to również stały element jego pobytu w Tajlandii. Tam zwykle zapadają decyzje co do walk toczonych przez Tomka na tajskich ringach i nie inaczej będzie i tym razem. Na Koh Samui Makowski wraz z trenerami wybiorą termin, miejsce i co najważniejsze - rywala, z którym Makowski zmierzy się w ojczyźnie muay thai. Kiedy do tego dojdzie, kibiców Tomka z pewnością poinformujemy. Przypominamy, że w tym roku w Tajlandii Makowski zamierza trenować aż pół roku z krótką przerwą na walkę w Europie. Prawdopodobnie w kwietniu Tomek przyleci na chwilę do domu, poleci powalczyć do Paryża i wróci do Tajlandii. Marek Grzelka |









Co roku Tomasz Makowski zamienia twarz polskiej zimy na urocze oblicze Tajlandii. Nie inaczej jest i w tym roku, od niemal dwóch tygodni multichampion z Nowego Miasteczka zamienił uroki porannego skrobania szyb w aucie na radość morderczych treningów.