Reklama

Biuletyn Informacji Publicznej

logo_bip

Rzetelna Firma

Rzetelna Firma

Żeby miasto się rozwijało, trzeba inwestować PDF Drukuj Email
Wpisany przez ark   
wtorek, 10 stycznia 2012 08:38
Z prezydentem Nowej Soli Wadimem Tyszkiewiczem rozmawiamy o budżecie, planach i marzeniach dotyczących miasta w 2012 rokuZ prezydentem Nowej Soli Wadimem Tyszkiewiczem rozmawiamy o budżecie, planach i marzeniach dotyczących miasta w 2012 roku.

Rozpoczynamy kolejny miejski rok budżetowy, co nowego nas czeka? Czy miasto obserwując to, co się dzieje w Polsce i na Świecie wyhamuje z inwestycjami?

Trudno udawać, że światowy kryzys w jakimś tam stopniu nie dotyka Nowej Soli. Do tej pory specjalnie go nie odczuwaliśmy. Może głównie jest on zauważalny w spadku popytu na nieruchomości, przez co zmalały wpływy do budżetu miasta. Obecnie realizujemy wręcz epokowe inwestycje. Będziemy je kontynuować i planujemy już nowe.

Jakie ma Pan plany, czy marzenia co do dalszego rozwoju Nowej Soli w kolejnych latach?

Z tych najważniejszych, realnych i bliskich realizacji, to przede wszystkim mała obwodnica Nowej Soli na południu miasta z nowym wiaduktem kolejowym nad torami oraz drogą wzdłuż torów równolegle do ul. Wrocławskiej. Te inwestycje pozwolą nam na wyprowadzenie ciężkiego ruchu samochodowego z centrum miasta. Pozwolą nam również oraz na uaktywnienie blisko 100 hektarów terenów miejskich, które zostaną przeznaczone pod nowe fabryki oraz nowe osiedla mieszkaniowe. Tam również planujemy budowę nowego cmentarza miejskiego. Druga epokowa inwestycja, to przebudowa i budowa nowych wałów przeciwpowodziowych na odcinku od Harcerskiej Górki do Czarnej Strugi. Wtedy nawet 100 letnia woda na Odrze nam nie będzie straszna. Koszt obu inwestycji jest ogromny, to blisko 100 mln zł. Obie inwestycje, mam nadzieję, że ruszą jesienią przyszłego roku.

A co w związku z miastem?

W samym mieście najbardziej marzę o remoncie i przebudowie Nowosolskiego Domu Kultury. Ta inwestycja pozwoli nam na podniesienie oferty kulturalnej miasta. Dzisiaj to najbardziej wstydliwy nasz punkt. Niestety. Chęci to jedno, a zdobycie pieniędzy to druga sprawa. Na tą inwestycję potrzebujemy około 6 mln zł. Nie będzie łatwe zdobycie tych środków. Dalej chcemy realizować nasz plan budowy nowoczesnych boisk przy każdej szkole. Mam nadzieję, że takie boiska powstaną najpóźniej w ciągu 2-3 lat przy szkole podstawowej nr 6 i gimnazjum nr 2 oraz na Osiedlu Konstytucji. Dalsze plany, to przebudowa stadionu miejskiego, ale to chyba jednak perspektywa nieco bardziej odległa. Największym marzeniem, które mam nadzieję, że się ziści, to oczywiście budowa krytego basenu z całą infrastrukturą towarzyszącą. W pierwszych miesiącach nadchodzącego roku podejmiemy ostateczną decyzję co do tej tak oczekiwanej przez mieszkańców inwestycji. Oczywiście wcześniejsze marzenia, które już się materializują to budowa Parku Naukowo-Technologicznego oraz pozyskiwanie kolejnych inwestorów tworzących nowe miejsca pracy. Rozwój gospodarczy miasta jest priorytetem. Marzenia to jedno, a realia to drugie. Mam świadomość tego, jaki ogrom pracy nas czeka. Tego nie zrobi nawet najwyższy na świecie krasnal Soluś, to musimy zrobić my sami, ja i kilkunastu moich współpracowników. Jestem przekonany, że damy radę.

Jak wygląda zadłużenie miasta, czy jest na bezpiecznym poziomie?

Żeby miasto mogło się rozwijać, musi inwestować, żeby inwestować musi mieć pieniądze. Nowa Sól, przynajmniej na razie, nie jest jeszcze zbyt bogata, dlatego musimy się wspomagać finansowaniem zewnętrznym. Jeśli już zaciągamy kredyty, to nie na konsumpcję i ich przejadanie, ale na inwestycje prorozwojowe. Żeby zdobyć dofinansowanie z Unii np. na poziomie 70%, musimy mieć swoich 30%. W ostatnich latach w Nowej Soli wykonano inwestycji za kilkaset milionów złotych. Nie działo się to kosztem Nowosolan. Podatki od 10 lat były na tym samym poziomie. Zresztą podatki wystarczają tylko na finansowanie bieżących wydatków. Po to są banki, żeby można było w nich zaciągać kredyty. Sztuką jest tylko, żeby zaciągać je z głową. Reasumując, miasto się rozwija, a zadłużenie miasta jest pod kontrolą i jest na bezpiecznym poziomie.

Czy miasto będzie mogło bezpiecznie zaciągać kolejne kredyty na inwestycje?

Do limitu zadłużenia sporo nam jeszcze brakuje. Dziś jednak trudno przewidzieć jak będzie się kształtowała sytuacja ekonomiczna w Polsce i na Świecie w kolejnych latach. Nowa Sól nie jest też oderwaną wyspą. Będziemy dopasowywać plany do sytuacji i naszych możliwości. Może się okazać, że część z nich trzeba będzie skorygować.

W mijającym roku wpłynęło 2 mln wadium za działkę przy Spożywczaku. Spokojnie czeka Pan na resztę pieniędzy, 20 mln, czy jest jednak stres?

Oczywiście, że jest trochę emocji. To ogromna kwota. Blisko 22 mln zł za miejską nieruchomość w kryzysie to duża sprawa. Od tych pieniędzy zależy, jak zaplanujemy inwestycje Nowej Soli na kolejne lata. Jestem dobrej myśli.

Trwa budowa Parku Technologicznego lokalna prasa pisze o opóźnieniach i kłopotach finansowych firmy. Czy inwestycja jest bezpieczna?

Powiem szczerze, że osobiście coraz mniej się przejmuję spekulacjami lokalnych tabloidów szukających sensacji. Pogoda nam sprzyja, mury rosną i inwestycja jest realizowana. Kilkutygodniowe opóźnienia nie stwarzają wielkiego zagrożenia. Tak to już jest, że my walczymy, kiedy inni tylko czekają na nasze potknięcie. No cóż.

Miasto przygotowuje się do przebudowy Domu Kultury. Okazuje się jednak, że w Nowej Soli ludzie opornie uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych? Czy w związku z tym jest sens wydawać pieniądze na stworzenie miejsca, które może świecić pustkami?

Mam nadzieję, że jeśli stworzymy odpowiednie warunki, to popyt i na kulturę wzrośnie. Faktem jest, że elity nowosolskie rzadko, albo wcale nie uczestniczą w życiu kulturalnym miasta. To się jednak pomalutku zmienia. Wszystko wymaga czasu i… odpowiednich warunków. Mamy piękną bibliotekę, będziemy też mieli piękny i nowoczesny Dom Kultury. Nowosolanie potrzebują takiego miejsca. Ale wszystko w swoim czasie.

Jest Pan szefem Stowarzyszenia Prezydentów Burmistrzów i Wójtów naszego województwa, teraz bezpośrednio styka się Pan z tragediami samorządowców, którzy nie wytrzymują psychicznie na stanowiskach. Jak Pan to skomentuje? Dlaczego tak się dzieje?

Samorządowcy na co dzień stykają się z problemami swoich mieszkańców i starają się je rozwiązywać. 90% spraw mieszkańcy załatwiają w gminach, a nie w innych urzędach czy ministerstwach. Praca wójta, burmistrza czy prezydenta to nie tylko zwykłe administrowanie. Jeśli samorządowiec z zaangażowaniem wykonuje swoją pracę traktując ją jak misję, to praca ta przekłada się na życie prywatne, na rodzinę, na psychikę. To życie w ciągłym napięciu i stresie. Nie wszyscy taką presję wytrzymują.

W wielu wywiadach zaznaczał Pan, że obawia się prowokacji, fałszywych zarzutów, bezpardonowych ataków. Czy ten strach minął?

Nie ma takiej możliwości, żeby swoimi decyzjami zadowolić wszystkich, żeby mieć w mieście samych przyjaciół. Zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony. Wrogowie i przeciwnicy łatwo nie odpuszczają. Jeśli stawiając na pierwszym miejscu interes miasta narusza się czyjeś prywatne interesy, jeśli się wydaje decyzje negatywną czy odmowną, to trzeba się liczyć z tym, że będą temu towarzyszyły gesty niezadowolenia i okazywanej dezaprobaty. Oczywiście mam świadomość, że nie wszyscy dobrze mi życzą. Mam zawziętych wrogów, choć mam nadzieję, że nie mam ich wielu. A strach? Tak jak stres jest nieustannym towarzyszem przy takiej pracy. Kiedy się podejmuje tysiące decyzji, to zawsze jest obawa, że można popełnić błąd, który ktoś będzie chciał bezlitośnie wykorzystać.

Mamy nowych lubuskich parlamentarzystów, niektórzy z nich to osoby z którymi jest Pan związany, których Pan wspierał w kampanii wyborczej. Czy po kilku miesiącach od czasów wyborów czuje Pan, że nadal można na nich liczyć?

Najbardziej liczę na nowych parlamentarzystów. Rutyniarze często nie chcą żeby im zwracano głowę „jakimiś tam” problemami wyborców, szczególnie już po wyborach. Liczę, że znajdą się wśród lubuskich parlamentarzystów tacy, którzy rozumieją swoją misję jako posłannictwo. Czas jednak pokaże, kto rzeczywiście zasłużył na nasze głosy.

Po blisko dziesięciu latach pracy dla Nowej Soli można czuć się zmęczonym i wypalonym. Jak jest w pana przypadku? A może jednak ma pan ukryte w rękawie pomysły, którymi za chwile nas zaskoczy?

Oczywiście, że przychodzi czas na „zmęczenie materiału”. Jednak sił i nowych pomysłów dostarczają mi sami mieszkańcy. Nic tak nie podładowuje akumulatorów jak sukces i dobre słowo od Nowosolan.

 

Zmieniony: wtorek, 10 stycznia 2012 08:54