|
Nigdy nie byłam w multipleksie. Wiem, jestem jakaś niedzisiejsza. W naszych czasach to się nie zdarza.
Przecież nawet małe dziecko wie, co znaczy 3D. Nie jest to podszyte żadną ideologią. Po prostu, tak się złożyło. O Cinema City wiem, że bogaty repertuar, wygodne fotele, popcorn i cola. Kosmos na miarę naszych czasów. Wiele razy w ferworze zakupów zdarzało mi się przechodzić obok. Miałam być nawet zabrana na jakiś film, ale do tej pory nie było godnej propozycji w repertuarze. Bo jak już iść ten pierwszy raz, to na coś, co zapiera dech w piersiach.
Prywatnie kino bardzo lubię. Od dziecka znam to nowosolskie. Po prostu wychowana jestem na Kinie Odra. Małe kino z boazerią na ścianach, wysłużonymi siedzeniami przez lata było jedynym kinem, jakie znam. Mam je w krwi. Jak przez mgłę pamiętam niedzielne seanse dla najmłodszych. To było w czasach, gdy telewizja dawała tylko wieczorynki. Dlatego dzieciaki z całego miasta stawiały się obowiązkowo na Uszatka i Kolargola z wielkiego ekranu. W zestawie z kinem Odra dostawałam kolorowe desery i oranżadę z bąbelkami w jednej z tych knajpek, których nie ma w dzisiejszym krajobrazie Nowej Soli. I jak tu nie kochać kina?
W Kinie Odra widziałam najważniejsze filmy z najważniejszymi ludźmi. Był śmiech, ukradkiem wycierane łzy i trochę sentymentalnych wspomnień. „Młodzi gniewni” z ekipą z podstawówki, bo wtedy świat należał do nas. „Dzień Świra”, bo w każdym z nas jest ziarnko Adasia Miałczyńskiego. Filmy z tzw. sukcesem kasowym, na które z trudem można było dostać bilety. I obowiązkowe, na które prowadzano nas z całą szkołą, bo narodowa lektura wchodziła na wielkie ekrany. I jak tu oprzeć się magii kina?
To wszystko miało się już nigdy nie powtórzyć. W grudniu na zawsze miały zgasnąć projektory filmowe. Miała zakończy się historia ostatniego nowosolskiego kina. Tak jednak się nie stanie. W ubiegłym tygodniu na forach i portalach rozniosła się radosna wieść, że Kino Odra jeszcze trwa. Mimo złowieszczych zapowiedzi końca, w Nowej Soli kino zostaje. Przynajmniej na razie. W weekend wielki comeback, kolejne seanse. Może spotkamy się w kinie?
Anna Rybarczyk
|