Uwielbiają się bawić, śpiewać i występować

Takiej imprezy miejscowość od dawna nie widziała. Przygotowania trwały od wielu tygodni, a w ostatnich dniach panie nie wychodziły z sali, żeby zorganizować jubileusz Zespołu Śpiewaczego Konotopianie

Z członkami zespołu Konotopianie spotkałam się w piątkowe popołudnie, tuż przed wielką sobotnią galą jubileuszową z okazji 20-lecia grupy. Kobiety krzątały się jak w ukropie. Każda miała pełne ręce roboty. Podczas gdy na salę wjeżdżały kolejne smakołyki trwała praca przy mięsnej galarecie, bigosie, krokietach. Sylwester Ratajczak zaprasza mnie na salę: – Chodź, zobacz, jak pięknie jest wystrojone – zachęca. – Dużo zajęło mi zrobienie napisu. Kwiaty dookoła sceny wyszły dobrze, zastanawiam się, czy nie dołożyć ich jeszcze po bokach – cieszy się dekoracją S. Ratajczak. Wszyscy są przejęci jubileuszem. Kierowniczka zespołu Lucyna Janik tak szybko opowiada, że trudno się połapać. – Pani Lucynko, to może od początku. Jak to było z waszym powstaniem? – dopytuję.

– Zespół założyła Irena Szturycz, nauczycielka muzyki z naszej szkoły. To ona po jednym z wiejskich zebrań zwróciła uwagę, że dobrze, gdyby Konotop miał taki zespół. Temat został podchwycony i tak pierwsze panie zaczęły się spotykać w szkole w 1998 roku – wspomina L. Janik.
Pani Lucyna ze śmiechem przyznaje, że trudno uwierzyć, że tyle już lat minęło od tego czasu.

– Mam wrażenie, że to było wczoraj, w każdym razie całkiem niedawno – zauważa.

Zespół, kiedy powstał, nazywał się Śnieżynki. Nazwa narodziła się przypadkiem. Ówczesna kierowniczka, która podwoziła grupę na występy, miała samochód z napisem Śnieżynka. Jak nadjeżdżali, mówiono, że Śnieżynki jadą i tak zostało.

Pierwszy występ był z okazji dożynek gminnych w Kolsku. Na scenie stanęło 18 osób. Panie pięknie się ubrały, każda miała na głowie słomkowy kapelusz. Były zestresowane i przejęte, nie wiedziały, jak zostaną przyjęte. Zaprezentowały tradycyjny dożynkowy repertuar. Podobało się, zostały nagrodzone oklaskami. – Tego dnia posypały się propozycje występów z okazji rożnych biesiad w innych miejscowościach. Byłyśmy oszołomione, ale z przyjemnością się zgadzałyśmy – relacjonuje L. Janik. Tak zaczęło się tournee po okolicznych miejscowościach. Mieszkanki Konotopu poznawały inne zespoły śpiewacze, zawierały z nimi znajomości i wspólnie koncertowały. Występowały z okazji Świąt Bożego Narodzenia, z repertuarem kolęd w trakcie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, z racji Dnia Babci, Dnia Kobiet, dożynek. Kiedy powstała sala wiejska, to w niej zaczęły się regularnie spotykać na próbach. Wiele piosenek pisała kierowniczka zespołu Janina Trawińska. To pani Janina prowadziła zespół przez 16 lat.

– Złapałyśmy niesamowitą werwę i chęć do działania (śmiech). Zresztą tak jest do dzisiaj, wciąż nam się chce – podkreśla pani Lucyna. Dodaje, że wielkie wsparcie zespół miał i ma w szefowej gminnego domu kultury – Iwonie Brzozowskiej. Pomaga zorganizować wyjazdy i występy.

Z czasem zapadła decyzja o zmianie nazwy ze Śnieżynek na Konotopianie. W zespole zachodziły niewielkie zmiany. Jedna z pań odeszła, inna przyszła. – Wie pani, to wcale nie jest takie proste, tak jeździć i koncertować. Trzeba regularnie uczestniczyć w próbach. Nie ma wymówek, to ważne i należy znaleźć czas. W przeciwnym razie z zespołu nic nie będzie – tłumaczy L. Janik. Zwraca uwagę, że trudno niektórym zaangażowanie w śpiewanie pogodzić z obowiązkami. Zdarzali się też mężowie, którym nie podobało się, że ich żony wracają po północy z występów na przykład w Czerwieńsku. Innym przeszkodziła choroba.

Dla większości pań przynależność do grupy była i jest czymś wyjątkowym, wybawieniem od codzienności, dodaje życiu kolorów. – Dla mnie bycie w zespole to wielka radość. Zapominam o smutkach i problemach wdowy. Mogę spotkać się z ludźmi, chwilę porozmawiać, pośmiać się i pośpiewać. Trzeba się w coś angażować i mieć głowę zajętą, bo wtedy choroby tak nie dają o sobie znać – stwierdza Aniela Radłowska. Dodaje, że najbardziej lubi występować na dożynkach. Wciąż też wspomina Przegląd Zespołów Śpiewaczych w Gościeszowicach w 2010 roku, gdzie Konotopianie zdobyli pierwsze miejsce. – Dostałyśmy wtedy piękne nagrody. Pamiętam, że przywiozłam żelazko – opowiada ze śmiechem pani Aniela.

Z kolei Danuta Mierzwiak nigdy nie zapomni koncertu kolęd w Gubinie. – Pierwszy raz pojechałam wtedy z zespołem. Od początku było z przygodami. Zepsuł się autobus, musieliśmy czekać, aż go kierowca naprawi. Nie wiadomo było, czy się uda, ale ostatecznie dotarłyśmy. Jak zaczęłam śpiewać na scenie, to tak jak stanęłam, tak nie drgnęłam do końca – wspomina rozbawiona pani Danusia. Zapewnia, że teraz jest zupełnie inaczej. Podryguje do rytmu, a jak trzeba, to zatańczy.

Od pół roku w zespole śpiewa Bożena Wojciechowska. Po wielu latach wróciła do Konotopu z Chorzowa, gdzie mieszkała. – Bardzo dobrze mi w Konotopianach. Mogę powoli odnawiać relacje, przyzwyczajać się do miejscowości. Mam zajęcie, a to dla mnie bardzo ważne – zaznacza pani Bożenka.

L. Janik podkreśla, że bardzo chętnie przyjmują nowych członków. Najważniejsze tylko, żeby ten, kto przychodzi, poważnie do tego podszedł. – Lubimy śpiewać i się bawić. Dajemy radę ruszyć publiczność do tańca – oznajmia L. Janik.

Taka też była miniona sobota. Po części oficjalnej, gdzie padło wiele ciepłych słów pod adresem zespołu ze strony wójta Henryka Matysika i zaproszonych gości, nadszedł czas na zabawę. Konotopianie wystąpili w pięknych nowych strojach. Gościnnie zaśpiewały zaprzyjaźnione zespoły z Kolska, Otynia, Bojadeł, Świdnicy, Trzebiechowa. Konotopianie zapewniają, że wciąż potrafią zawojować scenę. – Mamy nadzieję, że zespół będzie jeszcze istniał wiele lat i nie jedna rocznica przed nami – podkreśla L. Janik.

Monika Owczarek
Monika Owczarek

Latest posts by Monika Owczarek (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *