Pani Ola już nie żałuje torowiska

Kiedy ruszyła budowa ścieżki rowerowej w Kolsku, Ola Kropp była podłamana. Mocno związanej z koleją mieszkance zakręciła się łezka w oku, gdy demontowano tory. Dzisiaj z uśmiechem wspomina ten moment i mówi, że wszystko odwołuje…

– Rozbierają torowisko. Wygląda to niesamowicie, wszystko znika. Nie zostawiają nawet fragmentu na drezyny – alarmowała Ola Kropp, mieszkanka Kolska, w ubiegłym roku, gdy ruszała budowa ścieżki rowerowej.

Rowerzyści pojawili się natychmiast

Pani Ola doskonale pamięta ten dzień. „Tygodnik Krąg” z artykułem na ten temat trzyma w szufladzie. Dzisiaj wyciąga go co jakiś czas i uśmiecha się sama do siebie. – Żałowałam wtedy torów, ale teraz muszę się z tego wycofać. Ścieżka jest atrakcją turystyczną naszej gminy. Wyścigi drezynami były fantastyczne, ale tylko raz w roku. Rowerzyści ze ścieżki korzystają każdego dnia – przyznaje O. Kropp.

Asfalt na ścieżce w pobliżu jej domu został wylany dwa miesiące temu. Pani Ola usłyszała od pracowników zajmujących się wykonaniem nawierzchni, że może ją już wypróbować. – Jeszcze pachniało asfaltem. Zaskoczyli mnie, ale nawierzchnia rzeczywiście była twarda. To był czwartek. W piątek pojawili się pierwsi rowerzyści, a w weekend przyjechało ich tak wielu, że nie wierzyliśmy własnym oczom – opowiada O. Kropp.

W większości byli to nieznajomi. Nie wiadomo, skąd przyjechali, czy byli to nowosolanie, czy może mieszkańcy okolicznych miejscowości. Przed budynkiem stacji kolejowej, gdzie mieszka rodzina Kroppów, zostawiali rowery. Byli to zarówno profesjonalnie wyglądający kolarze w grupach, rodziny z dziećmi, jak i pojedyncze osoby. Niektórzy pierwszy raz w życiu dojechali do Kolska.

– Zatrzymywali się i pytali, gdzie są, co to za miejscowość. Pytali, gdzie dojadą dalej – relacjonuje pani Ola. Cieszy się, że przejezdnym podobały się jej róże i ogródek.

Rowerzyści chwalili obejście stacji. Zwracali uwagę, że to pierwsza stacja na trasie, która jest zadbana i tętni życiem. – Wcześniej sołtys Kolska Ewa Jaskulska nasadziła kwiaty, teren został wykoszony. Pięknie to przygotowano. Przyjechały barierki potrzebne do zrobienia miejsca postojowego – mówi O. Kropp.

Obcy mówią „dzień dobry”

Wielu rowerzystów przyjeżdża do Kolska samochodami. Rowery mają na dachu. Zdejmują je i jadą na wycieczki. Niektórzy profesjonalnie ubrani w strój rowerowy, inni na letniaka. Bartek Kropp, syn pani Oli, stwierdza, że trudno powiedzieć, gdzie jadą. Nie ma ich cały dzień, wracają wieczorem i odjeżdżają.

Ścieżką jeździ też wielu miejscowych. Niektórych rodzina Kroppów już rozpoznaje z daleka, bo o stałych porach jadą na wycieczki. Inni dojeżdżają ścieżką do Konotopu i do Lubięcina. Tak jest zdecydowanie bezpieczniej niż jezdnią.

– Też jeżdżę, ale do Nowej Soli jeszcze się nie wypuściłam. Najdalej do Lubięcina i wracam. Docieram też w drugą stronę – do granicy z Wielkopolską, czyli sześć kilometrów za Kolsko. Tam ścieżka się kończy i znowu są tory – oznajmia pani Ola. Uśmiecha się i zaznacza, że obcy rowerzyści mijając się z innymi zawsze mówią „dzień dobry”, miejscowi rzadziej. – To bardzo miłe, gdy nieznajomi się witają, jest mi naprawdę przyjemnie – zaznacza O. Kropp.

Trzeba pomyśleć o barierkach

Jedynym zmartwieniem sąsiadów ścieżki jest fakt, że przecina ona główne drogi, a zauważyli, że rowerzyści nie zatrzymują się przed jezdnią samochodową. Zapominają, że ścieżka jest podporządkowana. – Dobrze byłoby gdyby oprócz znaków były tam jakieś barierki, bo może dojść do nieszczęścia. Ktoś może nie upilnować dziecka lub zwyczajnie za bardzo się rozpędzić. Tym bardziej że zarówno ścieżka, jak i drogi są równe jak stół. Można się zapomnieć – ostrzega B. Kropp.

Pan Bartek, strażak, chwali też zlikwidowanie torów w jezdni. Wcześniej, gdy strażacy jechali szybko, na torach wzbijało ich w powietrze. Teraz jadą gładko i szybko. – Najważniejsze jeszcze, żeby równie szybko jacyś nieodpowiedzialni motocykliści nie jeździli po ścieżce. Zauważyłem, że policja tu patroluje. Jednak jeśli my to zobaczymy, to będziemy zgłaszać – podkreśla B. Kropp.

Pani Ola mówi, że największy ruch na ścieżce jest w sobotę i niedzielę oraz wieczorami w tygodniu. – Początkowo myślałam, że jak tylu ludzi tu się pojawi, to będzie bałagan, puste butelki, papierki po jedzeniu. Tymczasem jest idealnie czysto, żadnego śmiecia – chwali rowerzystów pani Ola.

Ilość cyklistów na rowerowej autostradzie może się znacznie zwiększyć, gdy zostanie otwarty most w Stanach. Teraz rowerzyści dojeżdżają do mostu od strony Bobrownik i zawracają do Otynia i Nowej Soli. Z miasta i okolic ronda Województwa Lubuskiego można pojechać w stronę Kożuchowa.

Kiedy trakt zostanie w całości oddany cyklistom, do Kolska i do państwa Kroppów przyjedzie o wiele więcej nieznajomych.

Monika Owczarek

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *