Pani Aneta pokonuje guza mózgu

Aneta Łukasiewicz jest z zawodu agentem ubezpieczeniowym. Ma męża, nastoletnią córkę, poukładane życie, w które pół roku temu wkradł się wróg. 

– Jestem osobą, która żyła bardzo aktywnie i raczej nigdy nie skarżyła się na to, że coś mnie bolało. Choroba trafiła się nagle i objawiła się piekielnym bólem głowy, takim podczas którego nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Powiedziałam do męża: „Zadzwoń po karetkę, bo tak mnie  boli, że zaraz chyba pęknie mi czaszka”. Mąż zmierzył mi ciśnienie, miałam ponad 200. Powiedział, że nie wezwie karetki, tylko sam zawiezie mnie do szpitala. Tym, że to zrobił, uratował mi życie w szpitalu ciśnienie było już 230… – mówi A. Łukasiewicz.

Była połowa października ubiegłego roku. W szpitalu postawiono wstępną diagnozę, że to może być tętniak, ale jeden z lekarzy przejrzał dokumentację i stwierdził, że jego zdaniem diagnoza jest nietrafiona. – Zalecono mi rezonans, po którym okazało się, że to pęknięty, rozlany guz mózgu z martwymi komórkami – wspomina trudne dla siebie chwile A. Łukasiewicz. Sytuacja była bardzo poważna, dlatego szybko zaczęły się poszukiwania lekarza, który podejmie się bardzo trudniej operacji usunięcia rozlanego guza. Do wyboru była Bydgoszcz lub Zielona Góra. Ostatecznie A. Łukasiewicz trafiła do Zielonej Góry pod nóż dr Pawła Jarmużka. – To była trudna operacja w splocie nerwowym, w miejscu skroniowym. Ryzykiem tej operacji było to, że albo nie będę mówić, albo nie będę chodzić, w zależności od tego, jak głęboko guz rozlał się w obrębie nerwów odpowiedzialnych za mowę i ruch.

Operację zaplanowano na 24 października. – Wcześniej pan doktor powiedział, że do operacji pójdę na własnych nogach. Odpowiedziałam, że jak wstanę z łóżka  i znowu zaatakuje mnie taki ostry ból głowy, to już chyba tego nie przeżyje. Odparł, że da mi takie leki, że wejdę na salę operacyjną o własnych siłach. A potem się okaże, czy będę chodzić, czy nie. Po operacji – z czego śmiał się i lekarz i mąż, leżąc w soli po operacyjnej  pierwsze, co powiedziałam, było związane z pracą. Że jak są ruchomości, to szyby też trzeba ubezpieczyć. Czyli  mogłam mówić od razu – wspomina pierwsze chwile po operacji A. Łukasiewicz. – Od kolan w dół miałam zimne nogi i twarz zdrętwiałą jakby po wizycie u dentysty. Utrzymywało się to przez ok. dwa miesiące, ale mogłam normalnie chodzi, mówić – dodaje kobieta, która postawiła guzowi.

Ze szpitala została wypisana na początku listopada, a w styczniu przeszła pierwszą chemię z radioterapią. Teraz przechodzi powtórną z dwukrotnie mocniejszą dawką niż za pierwszym razem Za ok. sześć miesięcy przejdzie badania kontrolne. – Mózg po tych wszystkich chemiach jest obrzęknięty, więc też trzeba dawać mu odpocząć między kolejnymi seriami. Za sześć miesięcy zobaczymy, jakie są efekty leczenia. Obecnie czuję się bardzo dobrze, m.in. dlatego, że przyjmuję sporo suplementów diety.  Dużo osób we mnie wierzy, wspiera mnie ciepłym słowem, pomaga, to nie mogę tych ludzi zawieść, mam sporo jeszcze przed sobą zobaczyć jak dorasta córka i jej losy w przyszłości czyli muszę wyzdrowieć to tylko jest takie wyjście z sytuacji – podkreśla A. Łukasiewicz.

Nr KRS: 0000358654
cel szczegółowy 1%
Aneta Łukasiewicz  ID 110428
nr konta, na które chętni mogą przekazać wpłaty
24 2490 0005 0000 1600 5154 7831
Tytuł przelewu: darowizna dla Aneta Łukasiewicz ID 110428

W przyszłość patrzy z dużym optymizmem. – Mam wielką nadzieję, że u mnie wznowy nie będzie, ale wiem, że to może być trudne. Przy boku męża i córki tak kochających ludzi wszystko wydaje się możliwe. Jeżeli okaże się, że wznowa  wystąpiła w miejscu, które nie będzie operacyjne, to wtedy będą potrzebne bardzo pieniądze na terapię nanoterm w klinice Berlinie, co kosztuje ok. 160 tys zł do nawet 200 tys. zł  – zaznacza mieszkanka gminy Kożuchów, która jest [podopieczną Fundacji Onkologicznej Alivia. Jej walkę z chorobą można wesprzeć przekazując 1 procent podatku (dane w ramce obok – dop.red.). – Dziękuję bardzo wszystkim za wsparcie i pomoc – mówi na koniec mieszkanka gminy Kożuchów.
Mariusz Pojnar

Mariusz Pojnar

Mariusz Pojnar

Tel. 502 433 019 at m.pojnar@tygodnikkrag.pl
Aktualności, kronika
Mariusz Pojnar

Latest posts by Mariusz Pojnar (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *