Sikawka konna – duma i chluba

Kiedy pierwsi mieszkańcy dotarli na te tereny, sikawka konna już była. Od początku służyła strażakom. Przez kilkadziesiąt lat jeździła do każdego pożaru. Później utknęła w strażackiej sieni. Wreszcie doczekała się renowacji i teraz to ona potrzebuje nas

Dla strażaków z Mirocina Górnego sikawka konna to najcenniejsza rzecz w remizie. Ma wartość sentymentalną i historyczną. Pochodzi z 1908 roku. Jest nadzieja, że będą się nią cieszyć kolejne pokolenia, bo w ramach projektu „Działaj Lokalnie X” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności oraz Fundacji Wzgórza Dalkowskie poddawana jest renowacji. Do podpoznańskiego warsztatu specjalistycznej firmy trafiła kilka tygodni temu. Stoi obok ekskluzywnych powozów i karet. Niewielka, skromna mirocińska sikawka wygląda jak uboga siostra tamtych pojazdów. Nie jeździli nią książęta, a tylko miejscowi strażacy, którzy na dźwięk dzwonka biegli ze swoich gospodarstw, wrzucali na plecy stare mundury i spieszyli z pomocą. Zamontowana na sikawce pompa uratowała wiele gospodarstw, nie pozwoliła spłonąć niejednej stodole. Później utknęła w strażackiej sieni, bo zastąpiła ją przyczepka do przewozu sprzętu ppoż., a w późniejszym czasie samochód żuk. Strażacy jednak nie zapomnieli o swojej „przyjaciółce”, choć sikawki już nie używali, to nikomu jej nie oddali.

Trzeba było mieć krzepę, żeby tak pompować

– W czerwcu 1946 r. na zebraniu założycielskim powstaje Ochotnicza Straż Pożarna w Mirocinie Górnym i od tego czasu sikawka konna jest podstawowym sprzętem przeciwpożarowym znajdującym się na tym terenie. Jako dziecko obserwowałem, jak jechała do pożaru, zresztą to zawsze było wielkie wydarzenie – wspomina Andrzej Staroszczuk, prezes OSP Mirocin Górny.

Pan Andrzej pokazuje stare dokumenty i zdjęcia zrobione sikawce jadącej do pożaru. Na jej szczycie siedziało kilku mężczyzn ubranych w ciemne mundury. – W ten sposób nie dbali wtedy o zasady BHP, wsiadało tylu, ilu się zmieściło – przyznaje ze śmiechem A. Staroszczuk. Konie do sikawki udostępniali wyznaczeni gospodarze. Wskazywała ich Gromadzka Rada Narodowa. W strażackich dokumentach bardzo dokładnie opisany jest pożar stodoły jednego z mieszkańców. Ogień pojawił się w trakcie tzw. omłotów w lutym 1958 r.

– Z notatki wynika, że wszyscy poszli na obiad, kiedy w stodole pojawił się ogień. Raport z wyjazdu jest bardzo dobrze sporządzony. Zarówno tamtejsze raporty, jak i zdjęcia wykonywali naczelnik OSP Jan Kozłowski oraz prezes Józef Rakszewski – dodaje A. Staroszczuk. Na sikawce zamontowana była pompa, którą trzeba było ręcznie tłoczyć wodę. – Wtedy mieli chyba więcej krzepy niż my dzisiaj. Nie wiem, jak długo dałbym radę – żartuje Andrzej Staroszczuk junior, wiceprezes. Sikawka jednak sprawdzała się doskonale, bo stodoła nie spłonęła, została uratowana. Z dokumentów wynika, że sikawka konna z Mirocina Górnego obecna była podczas gaszenia pożaru Domu Starców w Kożuchowie oraz stodoły w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Mirocinie Górnym w sierpniu 1965 r.

Szybki powrót sikawki w naszych rękach

– Wiele razy proponowano nam, żebyśmy ją sprzedali. Kiedyś usłyszeliśmy, że dostaniemy samochód, jak oddamy sikawkę. Wtedy długo się zastanawialiśmy. To była kusząca propozycja, tym bardziej że nasz pojazd był w fatalnym stanie – przyznaje prezes Staroszczuk. Kiedy jednak przemyśleli temat, uznali, że tak jak wcześniejsi mirocińscy strażacy, zwłaszcza powojenni prezesi, nie oddadzą jej nikomu i będą o nią dbać. Z roku na rok czas jednak coraz bardziej niszczył sikawkę. Kiedy nadarzyła się okazja, żeby pozyskać na nią dofinansowanie i wyremontować ją, nie było wątpliwości.

Zaangażowała się duża część mieszkańców. Najpierw odbyło się wspólne czyszczenie sikawki, a później wszystkie prace jakie mogli wykonać sami, jej odnowa integrowała wieś. Przyszli ludzie całymi rodzinami. Kiedy obok stał wózek z dzieckiem, oni czyścili sikawkę. Zrobili, co się da, a później przekazali fachowcom. Strażacy wpłacili wkład własny i otrzymali 5,5 tysiąca na renowację.

To jednak zaledwie jedna czwarta potrzebnej sumy. Praca nad sikawką jest trudna, bo odbywa się zgodnie ze sztuką dawnych lat. Nie ma mowy o pójściu na skróty. Po kawałku wynurza się już jednak przepiękny pojazd. Jest szansa, że będzie gotowa za kilka tygodni. Mirocińscy ochotnicy potrzebują wsparcia ludzi, którzy tak jak oni szanują historię oraz miejscowe dziedzictwo.

– Wyremontowaną sikawkę chcemy udostępniać kolejnym pokoleniom. Możemy demonstrować, jak kiedyś gasiła pożary, wyjeżdżać nią podczas święta straży pożarnej, na festyny, dożynki – wylicza A. Staroszczuk. Jak tylko wróci, stanie na honorowym miejscu w remizie. Dla Mirocina Górnego to z pewnością będzie wielkie święto.

W projekt renowacji zaangażował się Tomasz Andrzejewski, dyrektor Muzeum Miejskiego w Nowej Soli. Z kolei Anna Brymora zaangażowała się w jego napisanie oraz przygotowanie wystawy historycznej pt. „Mirocin we wspomnieniach”. Każdy, kto chce zobaczyć fotografie jadącej do pożaru sikawki, dawne dokumenty, raporty i umundurowanie, jest zaproszony do obejrzenia wystawy historycznej zorganizowanej w remizie OSP. Otwarcie ekspozycji nastąpi w czwartek 28 grudnia. – Wszystkich chętnych zapraszamy do uczestnictwa w wystawie i zapoznanie się z bogatą historią naszej jednostki – zachęca A. Staroszczuk, wiceprezes.

Każdy, kto chciałby pomóc w powrocie sikawki z warsztatu do domu, proszony jest o kontakt z prezesem OSP w Mirocinie Górnym, tel. 600 680 053.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *