Świerzb w DPS?

– W Domu Pomocy Społecznej panuje epidemia świerzbu, która w początkowym stadium została zbagatelizowana, co doprowadziło do zarażenia całego terenu placówki wraz z mieszkańcami i pracownikami – donosi nasza Czytelniczka. Dyrektorka DPS-u odpiera zarzuty

Jak informuje nasza Czytelniczka (imię i nazwisko do wiadomości redakcji), w kożuchowskim DPS doszło jej zdaniem do zaniedbań. – W naszym spokojnym miasteczku doprowadzono do zaniedbania obowiązków przez szanowną panią dyrektor DPS – pisze w liście do redakcji. Jej zdaniem w placówce panuje „epidemia” świerzbu.

– W początkowym stadium została ona zbagatelizowana, co doprowadziło do zarażenia całego terenu placówki wraz z mieszkańcami i pracownikami. Proszę o nagłośnienie całej absurdalnej sytuacji – dodaje Czytelniczka.

Skontaktowaliśmy się z DPS-em, by sprawdzić, czy problem rzeczywiście istnieje. Jak się okazuje, rzeczywiście były u pacjentów stwierdzone wysypki, ale nie zostało oficjalnie potwierdzone, że to świerzb. – Wysypki były leczone, pacjenci byli pod kontrolą lekarza Państwowej Opieki Zdrowotnej i kontrolowane z dermatologiem. Cały czas mieszkańcy Domu byli leczeni, zastosowano wszelkie środki ostrożności w tym zakresie i niczego nie zbagatelizowano. Po ostatniej konsultacji z dermatologiem powiedziano, że wysypki są różnego pochodzenia i wymagają indywidualnego leczenia i podejścia – podkreśla Aldona Romanowska-Łuszcz, dyrektorka DPS w Kożuchowie. Dodaje, że stosowane środki dezynfekcyjne też mogą powodować uczulenia, pokrzywki itp. – A przecież DPS to nie szpital, to jest Dom i chcemy, żeby ludzie tu żyli i funkcjonowali jak w warunkach domowych – mówi.

Co więcej, pani dyrektor nie zostawia suchej nitki na pracownikach. Jej zdaniem to oni winni są negatywnemu wizerunkowi ośrodka. – Wśród personelu panuje psychoza, zresztą personel lubi panikować, a sam jest główną przyczyną roznoszenia czegokolwiek i szukają błędów u innych, a nie u siebie – podkreśla.

Jej zdaniem do DPS wysypki mogły zostać „przyniesione” z zewnątrz. – To nie jest moją winą. Do nas przychodzą ludzie z rożnych środowisk, pracują osoby, które również nie mieszkają w idealnych warunkach, łącznie z wątpliwym przestrzeganiem zasad higieny – denerwuje się A. Romanowska-Łuszcz.

Pani dyrektor podkreśla, że DPS funkcjonuje normalnie, że wśród mieszkańców nie ma paniki ani żadnych zastrzeżeń. Jej zdaniem osoba, która zgłosiła problem naszej redakcji, jest nieżyczliwa i niekompetentna. – Jeżeli naprawdę występowałyby u nas jakieś problemy, to i tak musimy je sami rozwiązać, bo nikt nam w tym nie pomoże. Co więcej, nie unikniemy ich w przyszłości, a wywoływanie takiego zamieszania to specjalność osób „życzliwych”. Bardziej bym się skupiła na osobie, która naraża naszą placówkę na złą opinię, nie znając dogłębnie danej sytuacji, źle ją oceniając – dodaje A. Romanowska-Łuszcz.

Próbowaliśmy się skontaktować z osobą, która napisała do nas, by dowiedzieć się więcej, jednak nie odpowiadała na naszą wiadomość.
O zabranie głosu w tej sprawie poprosiliśmy władze powiatu nowosolskiego, który prowadzi DPS w Kożuchowie. – Dom Pomocy Społecznej w Kożuchowie, jak wszystkie jednostki organizacyjne starostwa, jest pod stałym naszym nadzorem. Cyklicznie odbywają się spotkania z dyrektorami tych jednostek m.in. po to, abyśmy na bieżąco reagowali na problemy tam występujące. Jednostki te są często wizytowane i kontrolowane przez organ nadzorujący, komisje rady powiatu czy też instytucje powołane do kontroli. Działalność Domu Pomocy Społecznej w Kożuchowie oceniana jest pozytywnie i nie ma podstaw do zmiany tej opinii. Oczywiście w przypadku odmiennych sygnałów sprawa nie zostanie zbagatelizowana – podkreśla Dagmara Ostrowska, rzecznik prasowy starostwa powiatowego w Nowej Soli.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media