Kamienne tajemnice

Średniowieczne mury obronne i basteje jednego z najstarszych miast w regionie powoli odsłaniają swoje sekrety. Właśnie odkryto wyjątkowy stół, przy którym jadali skazańcy

Przez cztery lata poprzedniej kadencji burmistrza Kożuchowa Pawła Jagaska Jarosław Lewczuk był obecny praktycznie przy wszystkich badaniach archeologicznych, także w pasie murów obronnych od ul. Szprotawskiej do Spacerowej. Wcześniej zresztą także. – W 2014 kopałem w zawalonej bastei przy ul. Obywatelskiej, która teraz pięknie się prezentuje. Później szukaliśmy reliktów Psiej Baszty i odsłoniliśmy basteję vis a vis ronda, gdzie wcześniej była strzelnica – mówi J. Lewczuk.

Ciemno i ciasno

J. Lewczuk prowadził w listopadzie badania odkrywkowe na terenie Baszty Katowskiej przy dolnym odcinku ul. Chopina. Jest to baszta łupinowa pochodząca z przełomu XIV i XV wieku, wielokrotnie przebudowywana. Zawsze była otwarta jako budynek od strony miasta, półtorametrowymi kamiennymi ścianami zwrócona w stronę przeciwnika, który mógł nadejść od strony fosy zalanej dawniej wodą.

W XVIII wieku władze miasta postanowiły wykorzystać istniejący budynek. W piwnicę wbudowano małą celę, a parter i dwa piętra zabudowano z przeznaczeniem na kolejne pomieszczenia. Później zabudowano ścianę od strony miasta i wykonano sień prowadzącą do obiektu. Istnieje zdjęcie z lat 60. XX wieku pokazujące, jak wyglądała baszta przed późniejszymi wyburzeniami.

– Dokonaliśmy ciekawego odkrycia, choć żadnych mieczy, toporów, pieńków, łańcuchów czy kajdan nie odnaleziono. Zostało tylko to, czego nie można było wynieść, ukraść, sprzedać i zagospodarować. Puste wnętrze, które jest pierwszym w naszym województwie i nielicznym w skali kraju zachowanym wnętrzem XVIII–wiecznego barokowego więzienia. Podziemna cela ocalała łącznie z wymurowanym stołem. Jest długi na metr, szeroki na 60 centymetrów i wysoki na ponad 40 centymetrów. Odkryliśmy także dwa haki do przykuwania skazańców.

Zachował się otwór w ścianie od strony klatki schodowej, przez który podawano więźniom jedzenie, wsuwając je skazańcom. Do tego okienko-świetlik w murze baszty i otwór wentylacyjny. Okienko ma szerokość 21 cm i wysokość 31 cm, więc garnek z zupą czy miski z jedzeniem na pewno się mieściły w takim gardle. Otwór wentylacyjny u góry sklepienia to 15 cm x 20 cm – wylicza zielonogórski archeolog.

Miejsce odkrywki zostało zabezpieczone. Wiosną powinny mieć miejsce prace konserwatorskie. Być może następnym krokiem będzie udostępnienie tego miejsca w przyszłości dla zwiedzających. Młodzież na pewno z ciekawością obejrzy miejsce przetrzymywania dawnych skazańców. Konieczne będą prace remontowe, gdyż zarwana jest część sklepienia. Na szczęście w całości zachowała się ceglana klatka schodowa, po której można schodzić do celi w piwnicy baszty.

Trzy więzienia i kat

Zachowane adaptowane w XVIII wieku podziemia średniowiecznej baszty kamiennej, gdzie wymurowano niewielkie pomieszczenie dla złoczyńców, było prawdopodobnie tylko dla dwóch osób. Na parterze baszty zostały pozostałości najpewniej po dwóch małych celach, lecz trudno powiedzieć dla ilu więźniów były przeznaczone.

Prawdopodobnie w tym okresie w Kożuchowie (Freystadt) były trzy podobne więzienia. Kolejne – w średniowiecznej Baszcie Prochowej, której potężne mury odsłonięto kilka lat temu podczas badań odkrywkowych w rejonie ul. Obywatelskiej. Są tam ślady jednej lub kilku małych cel. Ostatnie XVIII-wieczne więzienie znajdowało się w Baszcie Krośnieńskiej, obecnej siedzibie kożuchowskiej Izby Regionalnej.

W XIX wieku były już tylko dwa miejsca odosobnienia dla złoczyńców: to w Baszcie Katowskiej i drugie przy ul. Szprotawskiej.

J. Lewczuk zna specyfikę Kożuchowa. – Wiemy, że pracował tutaj kat, zachował się jego domek w wewnętrznym pasie murów i Baszta Katowska – nazwana tak w XIX wieku. Była tutaj także szubienica. Z historycznego punktu widzenia było ciekawie. Ponieważ było to miasto książęce, miało prawo wymierzania zasądzonej kary. Wszystko było prawnie uregulowane. Po 1822 zmieniło się prawo i kat przestał być potrzebny. W związku z tym odkryte teraz pomieszczenia dla więźniów nie miały już racji bytu. W 1900 roku magistrat na drodze licytacji sprzedał wszystkie utensylia, które pozostały po kożuchowskim kacie – mówi archeolog.

Baszty odsłaniają swoje sekrety

Wcześniej, po wysypaniu się fragmentu muru wewnętrznego, odkryto relikty tajemniczej Psiej Baszty wspominanej w XVIII-wiecznej kronice G. Förstera.

– Nazwa dotyczy baszty w rejonie mniej uczęszczanym. Zawsze ulica przymurna nie należała do najbezpieczniejszych. W tej okolicy mieszkał kat i włóczyły się psy. Najbezpieczniej było przy rynku i dookoła ratusza. Im dalej w średniowieczne miasto, tym gorzej. Z nazwami jest problem. Nie wiadomo na ile to, co wiemy ze źródeł, jest prawdziwe. Nieraz nazwy były przenoszone. Takie przykłady mamy choćby w Zielonej Górze z Wieżą Głodową czy Wieżą Łaziebną – wylicza archeolog.

W drugiej połowie ubiegłego roku wybrano ziemię z wnętrza kożuchowskiej bastei niedaleko ronda, odkrywając średniowieczną posadzkę, otwory strzelnicze i dużo kul muszkietowych. – Te ostatnie są związane z dawną strzelnicą miejską zaznaczoną na mapie Kożuchowa z połowy XIX wieku. W tym miejscu odkryto m.in. kule muszkietowe, których wcześniej nikt nie szukał. Pochodzą one od broni czarno-prochowej, skałkowej. Tylko kilka wystrzelono z innego rodzaju broni – mówi J. Lewczuk.

Odkrycia są kwestią czasu

Archeolog uważa, że wiele w okolicach kożuchowskich murów obronnych jeszcze zostało do odkrycia. Wiadomo, że bastei kiedyś było co najmniej kilkanaście. Dzisiaj w większości ich już nie ma, jednak Kożuchów z zachowanym podwójnym pierścieniem murów obronnych ma ciągle duży potencjał badawczy.

– To, co gdzie indziej jest niemożliwe, tu jest jak najbardziej w zasięgu ręki. Nigdy jeszcze nie kopaliśmy na obszarze międzymurza, czyli pomiędzy kamiennym murem gotyckim a tym zewnętrznym – kamienno-ceglanym. Nie wiemy, jak to wyglądało w średniowieczu, na jakiej głębokości funkcjonowało i jakie tam prowadziły drogi. Wszystko jest przed nami. Nie wydaje mi się, aby poszukiwacze skarbów wcześniej penetrowali ten teren. Tam są duże warstwy nadkładów i usypisk. To nie jest takie łatwe, żeby przyjść jednego wieczora z saperką i odkopać.

Do tego są potrzebne duże, planowane, wielodniowe prace ziemne. Wykopy osiągną głębokość przynajmniej dwóch metrów. Kożuchów jeszcze przez długie lata będzie bardzo ciekawym miejscem, które dużo nam powie na temat przeszłości – zaznacza Jarosław Lewczuk.

 

Józef Piasecki

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *