To po to człowiek wymyślił koncerty!

Ten zespół to bez wątpienia zjawisko. Pożenili do kupy soczysty, klasyczny, ociekający kolorowymi dźwiękami heavy metal z tekstami traktującymi zjawisko „hewi metalu” ikonicznie – długie włosy, skórzana kurtka, zapocenie, problemy z kobietami, kłopoty z gotówką, gołe baby, smoki alkohol i karate. Trudno to zebrać do kupy w jednym zdaniu, ale bez wątpienia Nocny Kochanek takim próbom ujęcia w szufladkę wyślizguje się jak piskorz.

Z jednej strony mamy jakiś banalizm w warstwie tekstowej, tu jest to wszystko, co wiemy o metalach, o ich codziennym, trudnym życiu, ich myślach, przypadkach. Muzycznie jest to perfekcyjna stricte heavymetalowa robota, jeśli kiedyś słuchałeś metalu, wejdzie ci w łeb jak zaraza, nie odgonisz.

Wiadomo było, że w sobotę w Kaflowym szykuje się jakaś hekatomba, że przyjdą nie tylko metalowe fusy – jaskrawi bohaterowie tej muzyki w czarnych papach, spoceni, nietrzeźwi i zerkający na babskie wypukłości. Poprzyjeżdżało tylu dziwolągów, że aż cud, że ich milicja nie powyłapywała, np.: nawiązujący do jednej z piosenek dżentelmeni metalu z Zielonej Góry, którzy wpadli w… garniturach i… z beczułkami pośledniego alkoholu. Był metalowiec wyglądający z twarzy i mówiący jak młody Snoop Dogg. Był mały chłopiec w przemysłowych słuchawkach, by nie ogłuchł za młodu od tego rzępolenia.

A band, jak odpalił rakiety po 20:00, tak się zatrzymał baaaardzo daleko. Porwał w wir, publiczność wpadła w amok, szarpali barierki, wrażliwsi metale szarpali się za bokobrody i owłosienie pleców kucając ze stęknięciem, tak pięknie było. Damy piszczały jak balony zluzowane z powietrza, zawodziły jak gęsi w studni, mrugały do wokalisty, dzióbki do selfi wypinały aż wąsik szurał o nosek. A wszyscy skakali, przepychali się, tańcowali, śpiewali, satanistyczne znaki pokazywali.
Najbardziej wzruszający moment tego koncertu, to zamiana Nocnego Kochanka w Budkę Suflera, jak zagrali „Tango”, to publika zawyła z miłości, człapała z nogi na nogę jak tirowcy przy kantry.

Zjawisko, niesamowicie soczysty wieczór. To po to człowiek wymyślił koncerty. Klasa.
Marek Grzelka

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media