Aktor Malecki z nową motywacją. Widzieliście trailer jego filmu? [ROZMOWA, WIDEO]

Mateusz Malecki nagrał trailer autorskiego filmu, który odbił się szerokim echem w internecie. – Nie wiadomo, kiedy mogą przyjść role po castingach – za tydzień, miesiąc czy za pół roku. I dlatego warto samemu ugryźć temat i nie czekać. Jak nagrywasz coś takiego, ćwiczysz zmysł techniczny, ale i warsztat aktorski, bo musisz myśleć, jak daną rzecz zagrać – mówi Malecki. Na początku roku poznamy całość filmu

Mateusz Malecki z Konotopu w 2017 r. dostał się do prestiżowej szkoły aktorskiej w Los Angeles, którą w przeszłości skończył choćby Robert De Niro. Zbierał pieniądze, żeby rozpocząć tam naukę. Niestety, nie udało się. – Wszystko jest po coś. Co dalej? Miejmy nadzieję, że kolejne role i kolejne wyzwania – mówił w ub. roku na naszych łamach Malecki.

W ciągu 12 miesięcy wiele się u niego działo. Ostatnio opublikował w internecie trailer swojego krótkiego filmu, który spotkał się z pozytywnym odzewem. Między innymi o tym opowiada w wywiadzie dla „TK”.

***

Mateusz Pojnar: To, że nie dostałeś się do szkoły w Los Angeles, nie podcięło ci skrzydeł. Szybko przyszły nowe wyzwania.

Mateusz Malecki: Praktycznie od razu poszedłem na casting do filmu „303. Bitwa o Anglię”, który wygrałem. Tam miałem 14 dni zdjęciowych, to była dobra odtrutka na Los Angeles. Poza tym miałem dużo pracy lektorskiej i dubbingowej, prócz tego kręcenie teledysków i krótkich form.

Zrobiłem też kolejne dwa duże filmy, premiera pierwszego z nich – „British Made” – odbędzie się w styczniu. To historia o mężczyźnie, który jest rasistą i wychodzi z więzienia. Siedział właśnie za wybryki rasistowskie. Wychodzi i próbuje odnaleźć się we współczesnym świecie.

Kolejnym filmem, w którym zagrałem, był obraz Toma Pattona – trochę thriller, trochę kryminał, generalnie militarny film. Premiera zaplanowana jest na pierwszą połowę roku. Grałem też w teatrze w Londynie.

Ale pewnie pozostał jakiś żal, że nie udało się z tą szkołą?

Na pewno, bo poświęciłem na to ogrom czasu i energii. Mocno się w to zaangażowałem i to, że odmawiają ci spełnienia marzeń z powodu pieniędzy, jest nie do zaakceptowania.

Z perspektywy czasu patrząc – obudziłem w sobie nową motywację. Im niżej upadniesz, tym większą masz siłę, żeby się odbić.

Czyli wypłynęła z tego jakaś nauka?

Powiem więcej: wypalił ten film na temat bitwy o Anglię i gdybym miał dolatywać na zdjęcia ze Stanów, to byłoby kłopotliwe i kosztowne. Zostałbym prawdopodobnie postawiony przed wyborem: szkoła albo film.

Teraz na stałe wróciłeś do Polski?

Przyjechałem z tęsknoty (uśmiech). Chodzi mi też, żeby spędzić świąteczny czas z rodziną, tego nie da się niczym zastąpić.

Przejdźmy do twojego nowego projektu. Trailer wygląda jak z dobrego kryminału. Skąd wziął się pomysł?

To zadziałało bardziej na zasadzie pranku, takiego żartu. Stwierdziłem, że mam duże doświadczenie związane z montażem i chciałbym coś nakręcić. Myślałem o czymś takim wcześniej i powiedziałem do mojego 14-letniego siostrzeńca: może byśmy zrobili taką rzecz, zobaczymy, co powiedzą ludzie? Bardzo się cieszę, że on się do tego zapalił i złapał zajawkę.

Inspirowałem się głównie powieściami i klimatem Carlosa Ruiza Zafóna, jego trylogią. On z kolei czerpał inspirację z Tołstoja i Dostojewskiego, czyli panuje w tym trailerze taka aura tajemnicy, będzie sporo psychologii.

Wiesz, co mnie zdziwiło? Że to złapało taki rozgłos. Przez pierwszy tydzień trailer miał z 3 tys. wyświetleń, ok. 70 udostępnień, masę lajków i komentarzy. Na teraz jest 4200 wyświetleń (rozmawiamy w środę 19 grudnia – red.). Tak sobie założyliśmy, że jak dojdzie do 4 tys., zrobimy kontynuację. Ale to miało taki pozytywny odzew, że nawet jakby nie doszło do tej liczby, zrobilibyśmy drugą część. Mam zorganizowaną ekipę, dobry sprzęt, scenariusz jest napisany. Przeczytało go kilku znajomych reżyserów i podkreślali, że to może być ciekawy projekt.

Nie wiem jeszcze, kiedy będzie premiera filmu. Bardzo bym chciał zrobić ją w styczniu albo w lutym. Będzie miał maksymalnie do 15 minut ze względu na ograniczony zasób ludzi itd. To wystarczy do tego, żeby przybliżyć jakąś historię.

Co ma powiedzieć ludziom ten film?

On jest o akceptacji siebie samego. Bohater dostaje list i ma do rozwiązania zagadkę odnośnie do jego relacji z przeszłości. Czasami tak jest, że człowiek myśli o czymś w życiu: dobra, zostawiam to, idę dalej. Ale tak do końca nie jest i nieraz coś zostaje, jakaś niedomknięta historia, niedomknięte myśli czy uczucia. Brakuje katharsis, zamknięcia tematu.

Rozwiązanie tej zagadki ma pomóc bohaterowi pójść do przodu i zaakceptować to, co było. To będzie na zasadzie „Kodu da Vinciego” – w miarę upływu czasu wszystko po kolei jest rozwiązywane. Z flashbacków dowiemy się, co działo się w przeszłości. Widz będzie podążać za bohaterem, pozna motywację jego działań.

Ludzie są ciekawi, co będzie dalej i to mnie cieszy.

Spodziewałeś się takiego zainteresowania?

W ogóle, jestem zaskoczony.

To spowoduje, że po tym filmie przyjdą następne?

Tak, chciałbym otworzyć kanał na Youtube. Z jednej strony będę robił własne produkcje – niekoniecznie do końca autorskie, mogą to być np. monologi albo krótkie sceny. Wtedy włączyłbym w to już kolegów ze szkół teatralnych czy innych znajomych. Pomysłów mam wiele. Z drugiej strony chciałbym parafrazować np. sceny ze znanych filmów. „Ojciec chrzestny”, filmy z Tomem Hardym czy Danielem Day-Lewisem – cokolwiek. Takie odtwarzanie tego wszystkiego pół żartem, pół serio.

To się może wiązać ze sporą krytyką u widzów, bo to będą kluczowe sceny w historii kina. Nie przejmuję się tym, większość zagranicznych reżyserów zachęca do takich akcji, bo można się bardzo dużo nauczyć.

Taki kanał może być trampoliną do znaczących ról?

Nie wiadomo, kiedy mogą przyjść role po castingach – za tydzień, miesiąc czy za pół roku. I dlatego warto samemu ugryźć temat i nie czekać. Jak nagrywasz coś takiego, ćwiczysz zmysł techniczny, ale i warsztat aktorski, bo musisz myśleć, jak daną rzecz zagrać. Można szlifować zmysł intencji. Wkleję potem te sceny do własnego demo.

Twoja praca za granicą oznacza, że polujesz jako aktor bardziej na europejskie niż polskie projekty?

Mam agenta w Anglii i to on mi załatwia bardzo fajne castingi. Pozwala mi też działać na własną rękę, jest bardzo pomocny. Trzymam się jego i stąd wynikła np. „Bitwa o Anglię”.

Trailer „Gdzie jesteś, Matt Malecki?” znajdziesz na kanale Youtube Mateusz Malecki. Sprawdź też jego profil na Facebooku – Matt Malecki.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *