Życie na obczyźnie daje kopa

Jestem rodzonym nowosolaninem, w dzieciństwie mieszkałem na os. Kopernika. Chodziłem do „szóstki”, potem kończyłem technikum hotelarskie w Nowym Miasteczku. Później, praktycznie od razu po skończeniu szkoły średniej, wyjechałem za granicę. Poznałem dziewczynę, której ojciec był wtedy w Londynie od kilku lat. Mieliśmy możliwość wyjazdu, więc z niej skorzystaliśmy. Mieliśmy jechać na rok, zarobić trochę, odłożyć, wrócić. Skończyło się tak, że na obczyźnie „stuknęło” mi 12 lat życia. Tam urodziła mi się dwójka wspaniałych dzieci. Córka 2. marca kończy 9 lat, synek w kwietniu 6. Sama radość z tych dzieciaków.

Za granicą człowiek praktycznie cały cza pracuje, ale też się uczy. Jakby mi ktoś kiedyś powiedział, że nauczę się tam tylu zawodów, to chyba pomyślałbym, że zwariował. A jednak.

Skończyłem szkołę kucharską, zrobiłem także kurs cukiernika i wiele innych szkoleń Przez najdłuższy czas byłem związany z branżą hotelarską, ale generalnie robiłem wszystko.

Po powrocie zajmę się budowlanką, mam własną działalność. W tym kierunku czuję się silny, właśnie dzięki pobytowi w Anglii. Kiedyś, za młodych lat, miałem dwie lewe ręce do takich zajęć. Nie było mowy o pracy z jakąś kielnią (śmiech). Wszystkiego nauczyłem się tam. Taki wyjazd, gdzie jesteś z dala od domu, musisz na siebie pracować i się utrzymać, naprawdę daje w życiu kopa.
Ale to już za mną, wróciłem na stałe do Polski.

W kwietniu 2016 roku przyjechałem na trzytygodniowy urlop do Polski. Jak stanąłem na płycie lotniska w Poznaniu, nabrałem świeżego powietrza i w ciągu 10 sekund podjąłem decyzję, że wracam jak tylko najszybciej się da. Tamtejszy klimat mi nie odpowiadał, tu czuję się zdecydowanie lepiej.

W życiu staram się zawsze iść do przodu, bez względu na to, co nas spotyka. Jestem po rozwodzie, dzieci zostały z mamą na Wyspach. Ale dzięki temu, że one są, codzienność mnie napędza do działania, żeby coraz więcej od życia chcieć. Mam dużo planów, dużo marzeń związanych z dziećmi, z obecną żoną. Wiele jeszcze chcę zrobić.

Za dzieciaka grałem dużo w piłkę, z którą był także związany mój brat. Nasz ojciec grał w ŁKS Łódź, bo stamtąd pochodzi. Sprowadzono go do Nowej Soli, kiedy była II liga. I tak tu został. Czyli tradycje sportowe były u nas w domu. Jednak szybko nabawiłem się poważnej kontuzji kolana, miałem wtedy 14 lat. Dr Nowak powiedział, że albo rezygnuję ze sportu, albo to skończy się dla mnie kalectwem. A że mama pracowała 25 lat w służbie zdrowia, przekonano mnie, żebym dał sobie spokój z piłką.

Zamiłowanie do aktywnego spędzania czasu we mnie zostało. Lubię z obecną żoną wyjść na rowery nawet teraz, zimą, kiedy temperatury są niskie. Lubimy też dłuższe spacerki nad Odrą.

Stawiam na aktywną formę spędzenia czasu wolnego. Za chwilę kończę Chrystusowe lata i czuję się świetnie (śmiech).

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *