Moim największym marzeniem jest pojechać na rowerze do Częstochowy

Urodziłam się w Słubicach w 1953 roku, stamtąd razem z rodziną przyjechaliśmy do Nowej Soli w 1955 roku. Najpierw mieszkaliśmy na Placu Floriana, w tym czasie rodzice budowali dom. Na ul. Słonecznej mieszkałam do 1977. roku, po czym przenieśliśmy się do naszego domu na ul. Odlewnika, gdzie mieszkam do dziś. Moi rodzice pochodzili z dawnego Krakowskiego. Urodziłam troje dzieci, w tej chwili zostało mi jedno.

Bardzo lubiłam chodzić do szkoły, jeden rok chodziłam do „czwórki”, a potem do „szóstki”. Gdy chodziłam do szkoły podstawowej, uwielbiałam grać na mandolinie, uczestniczyłam w harcerstwie, mieliśmy zespół „Psikusinki”, w którym tańczyliśmy, robiliśmy różne przedstawienia. Nie nudziłam się. Należałam też do chóru szkolnego. Później uczyłam się w ogólniaku, gdzie prowadziłam sklepik. No i poszłam do pracy do Dozametu. Pracowałam do około 1985 roku, a później byłam na rencie zawodowej.

W międzyczasie urodziłam najmłodszego synka, który zmarł rok później. Ja sama w tym czasie bardzo chorowałam. Jak doszłam do siebie, poszłam do kościoła, gdzie ksiądz ogłosił, że potrzebna jest pomoc do świetlicy, bo świetlicę otworzyło Stowarzyszenie Rodzin Katolickich. To był wrzesień 2002 roku. Po upływie tygodnia, koleżanka która miała to wszystko prowadzić, wyjechała do Włoch „na chwilę” jak to się mówi i od tamtej pory tam pomagam. W 2003 roku w maju powstał parafialny zespół Caritas, który wtedy zaczął prowadzić naszą świetlicę. Dzieci raz przychodzą, a raz nie.

Dostałam statuetkę „Człowiek człowiekowi” w 2010 r. To było bardzo miłe. Zawsze staram się organizować półkolonie dla dzieci, wyjeżdżam też jako wychowawca, jako kierownik. Od dziecka lubiłam wszystkim pomagać, to mi sprawia przyjemność. Jeśli dzieci przychodzą do naszej świetlicy, to pracuję z nimi indywidualnie. Wtedy łatwiej im się skupić.

Również jestem koordynatorem klubu seniora, teraz robimy palmy wielkanocne, prowadzone są zajęcia z gimnastyki.

Uwielbiam jeździć na rowerze, to moja pasja. Mamy nawet osiem rowerów na świetlicy. Moim największym marzeniem jest pojechać na rowerze do Częstochowy na pielgrzymkę. Niestety zawsze coś tak wypada, że nie da rady.

Panią Helenę Bakusiewicz wysłuchała
Aleksandra Gembiak

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *