Pomaganie ludziom to sens mojego zawodu

Jestem nowosolaninem z urodzenia. Urodziłem się w mieszkaniu moich rodziców w czepku i obwiązany pępowiną. Gdyby nie moja babcia, która potrafiła wszystko i odcięła pępowinę, to udusiłbym się. W tamtych latach, czyli w 1956 roku, kobiety mogły rodzić w domu.

W Nowej Soli chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 7 im. Karola Świerczewskiego, później do Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Bieruta. Jak widać, z uwagi na zmianę ustroju już takich szkół nie ma, a jak niektórzy twierdzą – nigdy nie było, więc zostałem bez wykształcenia…

Ratując się przed tą pustką trzymam obok siebie pierwszą umowę o pracę – pracowałem jako niewykwalifikowany robotnik budowlany. Rozpocząłem ją 20 lipca 1973 r. i pracując przy betoniarce dostarczałem cement do budującego się urzędu miasta.

Po studiach byłem na aplikacji sędziowskiej w Sądzie Wojewódzkim we Wrocławiu i kończyłem drugi kierunek – psychologię. Po egzaminie sędziowskim przez kilka lat pełniłem obowiązki w Sądzie Rejonowym w Nowej Soli jako asesor. Mimo że pochodzę z sędziowskiej rodziny, to nigdy nie był mój wymarzony zawód. Moim marzeniem było zostać adwokatem. Odszedłem więc z sądu, skończyłem aplikację i poszedłem inną drogą.

Przez cały okres bycia obrońcą pracowałem w Nowej Soli. Przez wiele lat byłem pełnomocnikiem rządu przy największej prywatyzacji w Europie Wschodniej, jaką była likwidacja koncernu RSW „Prasa-Książka-Ruch”, później zajmowałem się sprawami wielkich firm i z pełną świadomością zostawiłem tę dziedzinę innym adwokatom, a sam zostałem adwokatem tzw. kratkowym.

Reprezentowanie i bronienie ludzi przed sądami, pomaganie im jest dla mnie o wiele większą satysfakcją, sensem zawodu, do którego świadomie wszedłem. Tak jest do dzisiaj. Do bycia adwokatem przekonałem też córkę.

Michała Sienkiewicza
wysłuchała Aleksandra
Gembiak

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *