Żydzi z Neusalz. Nieznana historia

Żyli tutaj około 100 lat, do końca lat 30. XX wieku. Jeszcze wiek temu mieszkało ich w Neusalz około setki. Co dzisiaj zostało po nowosolskiej gminie żydowskiej? Niewiele, dwie pamiątki w muzeum i to niekoniecznie nowosolskie, dawny cmentarz, na którym dziś załatwiają się psy, a lokalni degustatorzy cierpliwie przelewają w żołądki moc z brązowych, zielonych lub białych butelek. W pamięci, a raczej w świadomości nowosolan, zostało jeszcze mniej, a  ściślej mówiąc – nic.

 

Nie wiem, skąd o tym wiem, nie pamiętam. Być może gdzieś we mnie zostały jakieś słowa mojej babci Todzi, kiedy prowadzała mnie jako pacholęcie za rękę na działkę przy ul. Wodnej w końcówce lat 70. Po kupieniu czegoś słodkiego u „Buldoga”, czyli w zielonym kiosku przy bloku nr 1 na os. Kopernika, albo w ówczesnych „Specjałach”, czyli sklepie spożywczym na początku ulicy Wyspiańskiego, tam, gdzie dziś jest bank, przed cmentarzem przy ul. Wandy zerkało się w prawo, na kwadrat zieleni, bo tam według uwag babci Todzi niedawno też był cmentarz. Nie jestem pewien, czy pamiętam fragmenty ogrodzenia, wydaje mi się, że tak.
Ale kiedy ma się pięć lat, cmentarz to jest w ogóle abstrakcyjna sprawa: krzyże, bluszcz, cień, cisza i panie w chustkach na głowie. Że jakaś śmierć istnieje? Dla kilkulatka są inne sprawy o wiele bliższe. No i wszystko po drodze jednak przysłaniała wizja działki, z całym jej soczystym arsenałem – truskawkami, malinami, śliwkami czy jabłkami. Ale ziarenko zostało zasiane.
Po 30 latach skiełkowało. Od kilku lat temat dawnego żydowskiego cmentarza u zbiegu ulic Wandy i Wyspiańskiego chodził mi po głowie. Dopytywałem tu i ówdzie, szukałem jakichś informacji, ale niewiele ich było. Co więcej, grzebanie w tym temacie odradzano mi, że po co, na co, kogo to obchodzi, ale jakoś drażniło mnie, kiedy przechodząc czy przejeżdżając tamtędy widziałem psy w pozie, jakby szykowały się do fikołka albo lokalsów urzędujących na ławkach i rzucających za siebie puste butelki jak granaty. Gdyby raptem 10 metrów obok, na cmentarzu przy ul. Wandy ktoś wyprowadzał psa lub namiętnie pił, oburzenie w społeczeństwie byłoby wielkie.

 

Początek końca

Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Nowej Soli, posiedzenie z 18 lutego 1963: „Uchwała w sprawie likwidacji cmentarzy nieczynnych położonych na terenie miasta Nowej Soli (…) występuje z wnioskiem o zamknięcie i likwidację nieczynnych cmentarzy w Nowej Soli położonych: 1. Cmentarz żydowski o powierzchni 1000m2 przy zbiegu ulic Wyspiańskiego i Wandy. 2. Cmentarz Ewangelicki o powierzchni 2052 m2 przy zbiegu ulic Armii Czerwonej i Świerczewskiego. 3. Cmentarz ewangelicki o powierzchni 5900 m2 przy ulicy Zamiejskiej (dzielnicy Koserz)”.

 
Po czterech latach, PMRN 10 kwietnia 1967 ustala: „Dnia 3 kwietnia br. – tematem posiedzenia Prezydium było: informacje z utrzymania cmentarzy komunalnych i domów pogrzebowych. Prezydium Miejskiej Rady Narodowej wydało w tym przedmiocie następujące zalecenie: Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej wg ustalonych dat grzebalności na cmentarzach poczyni w najszybszym czasie starania o uzyskanie zezwoleń na likwidację cmentarzy: – z lewej strony ul. Wandy/żydowski/ z uwagi na brak terenów. (…) Po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń na likwidację cmentarzy Zakład Obsługi Dróg i Zieleni powiadomi zainteresowanych o możliwości dokonania ekshumacji zwłok”.

 

Ostateczna data zamknięcia żydowskiego cmentarza w Nowej Soli to rok 1970. Rozbiór nastąpił 17 stycznia 1970 r. wraz z decyzją PPRN nr. UZ-e/26/69, 100 lat po jego otwarciu w 70. latach XIX wieku. „W ten sposób rozpoczęto likwidację „poniemieckich” cmentarzy: ewangelickich, katolickich i żydowskich. W tym ostatnim przypadku Holokaust w ogóle nie był brany pod uwagę, jak również i fakt, że cmentarze niektórych gmin żydowskich leżały na terenach historycznie związanych z Polską. Przypuszczalnie również nagonka antysemicka w 1968 roku w Polsce i zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem przyczyniły się do wytworzenia klimatu odpowiedniego do likwidacji żydowskich cmentarzy” – pisze Andrzej Kirmiel w zbiorze „Studia żydowskie. Almanach”.

 
Tak naprawdę dziś o żydowskim cmentarzu wiadomo tyle, co podaje portal sztetl.org.pl. „Cmentarz Żydowski w Nowej Soli znajduje się przy ul. Wyspiańskiego. Obecnie jest całkowicie zdewastowany. Nie pozostał po nim żaden materialny ślad. Pierwotnie liczył 12 arów i 80 m2.”.

 
Kopalnia wiedzy o cmentarzu zatem to nie jest. Zresztą poszukiwanie polskich źródeł w ogóle niewiele daje. Szczątki informacji zdawkowych, mało precyzyjnych, ogólnych.

W takim miejscu chciałabym żyć

Jak to się stało, że w Neusalz zamieszkali Żydzi? Trudno określić jednoznacznie datę, ale bez wątpienia to zasługa Braci Morawskich, którzy w Nowej Soli osiedlili się w 1743 roku. To oni dali rozwojowi Nowej Soli ogromnego „kopa”, taki zresztą scenariusz zakładał zapewne cesarz Fryderyk II, osiedlając w Nowej Soli Braci Morawskich liczył na rozwój gospodarczy miasta. Nie zawiódł się, to dzięki uciekającym przed prześladowaniami z Czech ewangelikom Nowa Sól odnotowała ogromny progres.

 
Jednym ze sztandarowych wydarzeń końca XVIII wieku były doroczne jarmarki w Nowej Soli. I znaczące w tym wypadku wydaje się to, co znajdziemy w książce „History of the Protestant Church of the United Brethren”: „Wielu Żydów z Polski miało w zwyczaju przybywać do Nowej Soli na doroczny jarmark, bracia uważali, że to dobra okazja, by pokazać swoją miłość do Jezusa. Wielokrotnie dało się zauważyć, że gospodarka i religijność Braci robiły wrażenie na Żydach. Pewna Żydówka zauważyła: w takim miejscu chciałabym żyć, moja dusza się raduje. Tutaj znalazłam prawdziwych ludzi Boga, takich, jakimi sami kiedyś byliśmy” – czytamy na stronie 86 wspomnianej książki. Tak się stało. Najpewniej pierwszą połowę XIX wieku można uznać za czas, kiedy Żydzi osiedlili się w Nowej Soli, obywatelstwo w pruskich miastach mogli uzyskać po wydaniu w 1812 roku „Edyktu o prawie obywatelstwa dla Żydów”.

 
Nie była to duża gmina, nowosolscy Żydzi należeli do większej gminy głogowskiej. Według danych z 1890 roku, na 9073 mieszkańców Nowej Soli było 85 Żydów (na niemal 7000 ewangelików i 1900 katolików). Skoro postanowili w Nowej Soli założyć swój cmentarz (źródła podają różne daty jego założenia – 1870, 1877, pierwszy pochówek datowany jest na rok 1884), należy sądzić, że z ziemią nowosolską wiązali swoją przyszłość, tu chcieli żyć, ale też czcić pamięć przodków. Znajdziemy też informacje, że Żydów wcześniej chowano na nieistniejącym dziś ewangelickim cmentarzu przy ul. Wrocławskiej, co wydaje się potwierdzać bardzo dobre relacje pomiędzy Żydami a ewangelikami w Neusalz.

 
Oficjalnie nowosolscy Żydzi nie tworzyli gminy, a jedynie związek synagogalny. Nie mieli własnej świątyni, była to zbyt mała społeczność, by wybudować synagogę. Mieli jednak dom modlitewny, wynajęte pomieszczenie przy ówczesnej Friedrichstraße 49, dzisiejszej ulicy Witosa. Jak sugeruje dyrektor nowosolskiego Muzeum Miejskiego Tomasz Andrzejewski, może to być budynek, który dziś ma numer 23, na rogu ulic Witosa i Szarych Szeregów.

 
Na podstawie archiwalnych listów i pism, które dziś znajdują się w Żydowskim Instytucie Historycznym, można domniemywać, czym żyli Żydzi w Nowej Soli na przełomie wieków: m.in. wspierali budowę żydowskiego szpitala w Palestynie, połączyli się z gminą kożuchowską (1896), zatrudnili kantora Adolfa Lewkowitza z Anvers w Belgii (1894), zbierali składki na działanie gminy. Wiadomo, że zajmowali się głównie handlem. Żyli zapewne spokojnie i tak pewnie zostałoby długo, gdyby nie nadeszły ciemne czasy.

Emigracja, deportacja, śmierć

20 listopada 1923 roku Nowa Sól i Kożuchów zostały opisane w The New York Times, a to za sprawą wydarzeń z piątku 16 listopada i dni następnych. W obu miastach doszło do złupienia domów i sklepów żydowskich. Z powodu szalejącej hiperinflancji i ciągłego wzrostu cen żywności nowosolanie podczas tzw. „Czarnego Piątku” zdemolowali ratusz oraz okradli kilkadziesiąt sklepów i domów, w większości należących do Żydów. Niektóre źródła informują, że robotnicy w tym czasie wypłatę otrzymywali nawet trzy razy w ciągu dnia, pieniądze natychmiast przekazywali żonom, by te próbowały cokolwiek kupić, bo siła nabywcza pieniądza spadała wręcz z godziny na godzinę.

 
Zamieszki próbowały tłumić ogromne siły policyjne, które nie wahały się użyć w tym celu ostrej amunicji. 19 listopada niemiecka sekcja Ligi Praw Człowieka wezwała do demonstracji w obliczu antyżydowskich wydarzeń w obu miastach. Być może te wydarzenia wpłynęły na to, że Żydzi z Nowej Soli zaczęli uciekać, nie było to już wymarzone miejsce na ziemi. Spis ludności z 1925 roku wykazuje, że w Nowej Soli zostało tylko 46 Żydów.

 
Najgorsze nadeszło jednak po 1933 roku. W Nowej Soli mieszkało wtedy jeszcze 52 Żydów. W wyborach z 5 marca 1933 roku w mieście zwyciężyła partia nazistowska, na 10 713 oddanych głosów partia Adolfa Hitlera otrzymała 4929.

 
Po „ustawach norymberskich” z 1935 roku, kiedy Żydów w Niemczech poddano stygmatyzacji jako nie-Aryjczyków i nieustannie prześladowano, niemal jedna czwarta z ponad pół miliona niemieckich Żydów opuściła kraj. Opuszczali także Neusalz.

 
16 kwietnia 1937 roku Rabin Wahrmann relacjonował w liście o poważnych problemach Żydowskich Gmin na Śląsku. „Przemieszczanie się ludności w ostatnim roku utrzymało się dalej, w znaczącej części były to wędrówki wewnętrzne, w obrębie gmin. Do gmin które poprzez zmniejszenie liczby dusz zamknęły domy boże (Twardogóra, Kożuchów, Nowa Sól) doszedł w ostatnim roku Strzegom. Podczas gdy w ww. miejscowościach chodziło tylko o wynajęte miejsca modlitw, które nie mogły być utrzymane i opłacane, gmina Wińsko postanowiła odsprzedać miastu swój dom boży (w 75. urodziny jego powstania) ponieważ mieszkające tam żydowskie rodziny nie były w stanie wyłożyć 400 marek na naprawę dachu. Wstrząsający jest stan gmin Otyń, Bierutów i Żagań. Miejmy nadzieję że uda się gminie uzyskać nowe miejsce modlitw, dzięki czemu ożywione życie duchowe gminy zostanie zachowane” – czytamy w książce „Die Verfolgung und Ermordung der europäischen Juden durch das nationalsozialistische Deutschland 1933–1945“.

 
Apogeum fatalnej sytuacji Żydów w Niemczech przyszło w roku 1938. Choć wyżej jest mowa o zamkniętym domu modlitwy w Nowej Soli, światło na ten fakt rzuca inne źródło. W książce „Freikirchen und Juden im „Dritten Reich”: Instrumentalisierte Heilsgeschichte, antisemitische Vorurteile und verdrängte Schuld (Kirche – Konfession – Religion)“ znajdziemy potwierdzenie, że dom modlitewny, być może w innym już miejscu, w Nowej Soli funkcjonował jeszcze w 1938 roku. Światło owo jest jednak w swej wymowie okrutne: „Z gminy Nowa Sól doniesiono, że właściciel dzierżawiący (gminie) wspólnotowy dom gościnny pan A. Thiele bez zapytania wspólnoty, w 1938 roku wywiesił szyld ,,Żydom wstęp wzbroniony”. Rada starszych nie była skłonna tego szyldu zaakceptować i zobowiązała kaznodzieję Gotfrieda Pepera, żeby skłonił dzierżawcę do usunięcia szyldu”.

 
W listopadzie 1938 roku z Niemiec wyemigrowało kolejne 200 000 Żydów. Wiemy, że wtedy w Nowej Soli mieszkały już tylko cztery rodziny żydowskie. Ci, którzy mogli, wcześniej uciekli. Zostali tylko biedni, starzy i chorzy.

 
W nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku doszło w całych Niemczech do pogromu ludności żydowskiej znanych jako „Noc Kryształowa”. Zabito niemal 100 osób narodowości żydowskiej, plądrowano i palono synagogi, (taki los spotkał synagogi w Zielonej Górze i Głogowie odwiedzane przez nowosolskich Żydów), niszczono sklepy należące do Żydów, bezczeszczono cmentarze.

 
Nowosolska siedziba NSDAP mieściła się przy ówczesnej Freystädter Straße dziś Wojska Polskiego, mniej więcej na wysokości bramy wjazdowej do dawnego Fakotu. Czy to tam ktoś odebrał telefon z rozkazem rozliczenia się z Żydami? Faktem natomiast jest, że wtedy w Neusalz nie było już ani jednego sklepu żydowskiego, który można by zdemolować, nie było synagogi, którą można by spalić. Co zrobili lokalni SA-mani? „Wszystkie cztery domy zostały kompletnie zdemolowane i zniszczone, ponieważ wierzyli, że to najlepszy sposób wypełnienia rozkazów” – czytamy w publikacji na stronie Wiener Library for the Study of the Holocaust & Genocide. Zapewne też wtedy zniszczono cmentarz.

 
W spisie ludności z 1939 roku znajdziemy informację, że na 17 113 mieszkańców Neusalz tylko dziewięcioro było Żydami. Ciekawostką jest fakt kulturalny. W książce Andrew G. Bonnella „Shylock in Germany. Antisemitism and the German Theatre from the Enlightenment to the nazis” znajdziemy informację, że dwukrotnie w 1939 roku wystawiano w Neusalz przedstawienie „Kupiec wenecki” na podstawie dramatu Szekspira. To w tej sztuce w przejaskrawiony sposób ukazany zostaje Shylock, żydowski lichwiarz, chciwy skąpiec, ikonicznie wpisujący się wręcz w stereotyp Żyda w oczach antysemitów.

 
Co się stało z tą garstką neusalzkich Żydów w 1939 roku? „The Encyclopedia of Jewish Life Before and During the Holocoaust” nie pozostawia żadnych złudzeń: „Nie ma dostępnych informacji o losie społeczności pod rządami Nazistów. Prawdopodobnie ci, którzy nie wyemigrowali, zostali deportowani i zabici”.

 
Powstałe w 1939 roku Zrzeszenie Żydów w Niemczech (niem. Reichsvereinigung der Juden in Deutschland) – przymusowy związek Żydów w Niemczech, na mocy rozporządzenia wykonawczego do ustawy o obywatelstwie Rzeszy z 04.07.1939 r., stało się właścicielem żydowskiego majątku, w tym synagog i cmentarzy. „W 1943 r. właścicielem kirkutu było Zrzeszenie Żydów, a jego wartość szacowano na 2800 RM (marek niemieckich – dop. red.). 22.09.1944 r. właśnie za taką cenę sprzedano cmentarz miastu z warunkiem wpłacenia pieniędzy do kasy skarbowej miasta Kożuchowa” – czytamy o nowosolskim kirkucie na stronie sztetl.org.pl.
Taki był koniec nowosolskiej społeczności żydowskiej.

 
Ale Żydzi jeszcze do Neusalz wrócili, a dokładniej żydowskie dziewczyny, które ulokowano w nowosolskiej filii obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Czyż nie jest to przerażający rechot historii? Pod koniec XVIII wieku dla Żydów Neusalz za sprawą Braci Morawskich była idealnym miejscem do życia, niemal 150 lat później żydowskie dziewczęta pracowały jak niewolnice w fabryce potomków najsłynniejszego z Braci, Johanna Dawida Gruschwitza.

 
Tragiczny los europejskich Żydów przypieczętowała konferencja w Wannsee pod Berlinem 20 stycznia 1942 r. 15 niemieckich prominentów w trakcie narady ustaliło, jak będzie wyglądać ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej, czyli de facto skazanie na śmierć 11 milionów Żydów. Mało znanym faktem jest ten, że jednym z uczestników tej narady był Erich Neumann reprezentujący Urząd Pełnomocnika ds. Planu Czteroletniego. Neumann w latach 1926 – 1928 był… kożuchowskim starostą.

Oni tam wciąż są

„Cmentarz ogrodzony był prefabrykatami betonowymi, zaś z pozostałych dwóch stron przylegał do zabudowań miejskich. Stan techniczny ogrodzenia był średni. Teren w chwili postawienia wniosku o jego likwidację był nieuporządkowany, nagrobki zdewastowane w 90%, obrazem swym przedstawiał niemiły widok w tej części miasta. Porastały go liczne drzewa i krzewy, natomiast drogi, domy przedpogrzebowe, kostnice i punkty czerpania wody nie zostały umieszczone na tym obszarze. Co do ostatniego pogrzebu niemieckich obywateli są sprzeczności, ponieważ we wnioskach o likwidację składanych przez Prezydium MRN w Nowej Soli umieszczono dwie różne daty 1915 i 1935. Ob. Graniasty zamieszkały w Nowej Soli złożył ustną informację MRN, w której oświadczył, że po 1945 roku odbyły się jeszcze trzy pogrzeby, jednak z powodu braku tablic nagrobkowych nie zidentyfikowano tych mogił” – czytamy w pracy Elżbiety Mlonek i Marzeny Hendzelek.

 
W rzeczywistości likwidacja nowosolskiego cmentarza żydowskiego wyglądała tragicznie. „Z cmentarza tego dokonano ekshumacji jedynie jednych zwłok i powtórnego pochowania na cmentarzu komunalnym położonym w odległości ok. 150m” – czytamy we wspomnianej pracy.

 
W cytowanym wcześniej dokumencie Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Nowej Soli czytamy: „Zakład Obsługi Dróg i Zieleni powiadomi zainteresowanych o możliwości dokonania ekshumacji zwłok”. W przypadku żydowskiego cmentarza trudno mówić o zainteresowanych. Wszyscy byli już martwi. Likwidacja cmentarza najprawdopodbniej polegała jedynie na usunięciu widzialnych jego znaków, fragmentów macew. 17 stycznia 1970 roku teren delikatnie przekopano, zagrabiono i uklepano, wiosną ktoś rzucił garść nasion trawy, wyznaczył ścieżki, postawił ławki. Sprawa Żydów w Nowej Soli została zamknięta.

 
„Otóż wypada stwierdzić, że obecny stan, a często wręcz fizyczna likwidacja przedwojennych cmentarzy żydowskich obciąża Polaków – gospodarzy na tych terenach po 1945 roku. Stosunek do nich był częścią polityki ówczesnych polskich władz wobec spuścizny niemieckiej na ziemiach włączonych do państwa polskiego po drugiej wojnie światowej. W dokumentach polskiej administracji często używano określenia „poniemiecki” opisując w ten sposób ogół obiektów powstałych przed 1945 rokiem, czyli również i tych, które należały do gmin żydowskich. Stosunek do tego dziedzictwa dobrze oddaje dokument dotyczący cmentarzy powstały w 1965 roku w Wojewódzkim Zrzeszeniu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Zielonej Górze [Grünberg]. Mówi on o 875 cmentarzach nieczynnych i opuszczonych, znajdujących się na terenie województwa zielonogórskiego. Ten sam dokument stwierdza, że poza „ściśle gospodarczym aspektem akcja porządkowania cmentarzy nieczynnych ma jeszcze aspekt polityczny, gdyż przeciwdziała negatywnej opinii publicznej w kraju i za granicą.” Porządkowanie „poniemieckich” cmentarzy – w tym żydowskich – najczęściej oznaczało ich likwidację, na tyle skuteczną, że dzisiaj po nich prawie nie ma śladu” – pisze Andrzej Kirmiel w zbiorze „Studia żydowskie. Almanach”.

 
Jaki zatem nasuwa się wniosek? Jeśli cmentarz istniał w tym miejscu ponad pół wieku, to czy pochowano tam tylko tę jedną, ekshumowaną osobę? Chyba niekoniecznie.
Trzeba mieć świadomość, że do dziś ziemia pod skwerem przy zbiegu ulic Wyspiańskiego i Witosa przechowuje szczątki żydowskich mieszkańców Neusalz. Podobnie zresztą, jak dawny ewangelicko – żydowski cmentarz przy ul. Wrocławskiej, gdzie dziś również mamy skwer, ale na którym znalazła się stosowna tablica z informacją: „Tutaj złożono prochy zmarłych w latach 1744 – 1945 członków wspólnoty Braci Morawskich w Nowej Soli nad Odrą”. Fakt, oba miejsca są zadbane, „zagospodarowane”, szkoda jedynie, że tak mało popularna jest wiedza na temat tych miejsc, szczególnie cmentarza żydowskiego. Być może świadomość, że w tym miejscu był cmentarz, spowodowałaby, że ludzie korzystaliby z niego z należnym szacunkiem, bez scen z psami i butelkami.

 
Warto chyba byłoby postawić w tym miejscu choćby tabliczkę z informacją, czym przed wojną to miejsce było. Nie mamy pamięci tego miejsca, przyszliśmy do Nowej Soli z zewnątrz, choć są jeszcze nowosolanie, którzy pamiętają, że dawniej był tu cmentarz. W szerszej świadomości jednak wiedza na temat tego miejsca nie istnieje, ot, park jest i tyle.

 
Zlikwidować cmentarz to w sumie zlikwidować wyraźny znak czyjejś śmierci. Jednakże z drugiej strony, co gorsza, owo zanegowanie cudzej śmierci, wymazanie jej, wydaje się być zanegowaniem czyjegoś istnienia w ogóle. Trudno wymagać od władz powojennej Nowej Soli, żeby kultywowały pamięć poniemieckich miejsc. Chodziło właśnie o to, żeby jak najbardziej tę ziemię „spolszczyć”, uczynić swoją, wyrugować wszelkie znaki świadczące o niemieckości Nowej Soli.

 
Dziś jednak Nowa Sól jest już na tyle polska, że wspomnienie zamierzchłych czasów sprzed 70 lat, dawnych mieszkańców Neusalz, jak by nie patrzeć – ludzi, dzięki którym w sporej mierze to miasto dziś jest takie, jakie jest, wydaje się chyba nawet w dobrym guście. Bo w sumie prócz pamięci nic więcej nie możemy im ofiarować.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *