Kładka to nie strefa zrzutu dla kamieni!

Kapitan Tadeusz Rachudała w sezonie pływa na Lagunie, obecnie jest wachtowym na obu statkach zimujących w porcie. W niedzielę, będąc na statku, usłyszał potworny huk. – Wyszedłem i nie pomyliłem się, jakaś grupa wyrostków rzucała z kładki wielkie kamienie przyniesione z nabrzeża na lód. Upomniałem ich, ale mnie zbluzgali. Postraszyłem ich, że zadzwonię na policję. Wystraszyli  się, dałem im bosak i te mniejsze kamienie, które mogli sięgnąć powybierali z lodu – relacjonuje T. Rachudała.

Dzień wcześniej zorganizowana grupa Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego przeprowadziła akcję wybierania dużych kamieni, które lądują rzucane z kładki na zamarzniętej wodzie. Czemu to takie ważne?
 – Wiosną, latem, przy niskim stanie Odry statki, które będą wchodziły do portu, mogą sobie uszkodzić stery albo śruby, dlatego chciałbym zwrócić uwagę, że to może narobić naprawdę wiele szkody – przestrzega T. Rachudała.

Do jego apelu o rozsądek przyłącza się Andrzej Dela, radny powiatowy, wodniak i człowiek zbratany z Odrą jak mało kto. „To zjawisko nie jest niczym nadzwyczajnym, zdumiewającym, ale zupełnie normalnym – uspokaja znany profesor z Instytutu Geologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, mówiąc o deszczu meteorytów, który spadł w ostatnim okresie do kanału portowego w Nowej Soli. Należy się cieszyć, że nie została uszkodzona kładka łącząca dwa brzegi. Okres wielkiego bombardowania już się kończy z dniem końca ferii zimowych. Zapraszam w sezonie letnim zwłaszcza przy niskim stanie wody, gdzie odbędzie się koncert na dennicach i śrubach napędowych statków” – opisał sarkastycznie zjawisko, które zaobserwował w porcie.

  – Dziś dla niektórych to może niewinna „zabawa”, chociaż to słowo w tym kontekście naprawdę mnie przeraża. Tragedia się zacznie, kiedy statki przy niskim stanie wody będą haczyć o te wrzucane kamole, rozwalając dennice, śruby napędowe, a kajakarze przy niskim stanie wody będą niszczyć wiosła, a gdyby któryś wypadł, może się na nich poranić – alarmuje A. Dela. Dodaje, że konsekwencje tych być może dla niektórych błahych czynów, mogą być z niekorzyścią dla wszystkich. – Statków wpływa do nas coraz więcej. W marcu pewnie pojawi się wycieczkowiec szwajcarski, który przybywa do nas od lat. Nie daj Boże, jeśli ten czy inny statek rozwali poszycie, śruby czy stery, to armator może o odszkodowanie wystąpić do miasta, które odpowiada za kanał portowy – woła o zastanowienie A. Dela, który w sezonie pływa na nowosolskim galarze.

Dla małych jednostek, takich jak galar albo motorówki cumujące na marinie, to także wielki problem. – My mamy w granicach 45-50 centymetrów zanurzenia. Kiedy ostatnio były te okresy suszy hydrotechnicznej, to do basenu portowego wpływałem tylko ja, bo galar ma ok. 35 centymetrów zanurzenia. I wtedy czułem że „biję” dnem po jakiś klockach, butelkach czy też właśnie po kamieniach – zwraca uwagę A. Dela. I dodaje
z dużą nutą sarkazmu: – Problemem jest to, że my nie wiemy, ile tych kamieni tam jest faktycznie, bo dna nikt nie czyści. Można oczywiście mówić, że nic się nie stanie, być biernym na to, co tam się dzieje. Ale jak tak dalej pójdzie, to żaden statek do portu nie wpłynie, a kładka będzie niepotrzebna, bo z kamieni zrobi się taki nasyp, że będzie można przechodzić po nich na drugą stronę – ironizuje powiatowy radny.

8 lutego w sprawie zgłoszenia dotyczącego wrzucania kamieni z kładki na lód interweniowała policja.  – Kiedy policjanci dojechali na miejsce, w okolicach mariny spotkali dwóch chłopców, ale nie było żadnej pewności, że to oni stoją za tym procederem, stąd interwencja nie zakończyła się postępowaniem mandatowym. Mimo to zostali pouczeni, że wrzucanie kamieni może wywołać ogromne szkody – mówi sierżant Justyna Sęczkowska, rzeczniczka KPP w Nowej Soli. Zapowiada, jednocześnie, że mundurowi będą częściej patrolować okolice portu. – Na pewno będą tam częstsze kontrole – mówi sierżant Sęczkowska.

A. Dela podpowiada młodym ludziom, którzy kładkę traktowali już w przeszłości jako miejsce zrzutu kamieni: – Może swoją energię mogliby spożytkować w pobliskiej kręgielni? Tam też potrzeba siły i można się przy okazji „wkręcić” w uprawianie fajnej dyscypliny, a nie w „zabawę”, która może wyrządzić dużo krzywdy…
Mariusz Pojnar

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *