Farsa w Trybunale

Wniosek samorządów z naszego regionu trafił do Trybunału Konstytucyjnego w marcu 2014 roku. Nowa Sól wraz z gminami powiatu nowosolskiego i starostwem napisali skargę, w której starali się dowieść, że polskie rządy (wbrew zapisom Konstytucji) dokładają wszystkim samorządom coraz to więcej zadań zleconych, za którymi nie idą adekwatne do kosztów dofinansowania.

Zarzut dotyczy np. ustawy o działalności Urzędów Stanu Cywilnego, ustawy o konieczności zatrudnienia koordynatorów pieczy zastępczej i asystentów rodziny oraz wielu innych. Miliony złotych z miejskich i gminnych kas są przekazywane na cele, które zdaniem samorządów powinien finansować rząd. Po blisko trzech latach od złożenia wniosku ostatniego lutego Trybunał miał wreszcie pochylić się nad sprawą. Do rozprawy jednak nie doszło…

– To jedno z bardziej przykrych doświadczeń. Myśleliśmy, że żyjemy w państwie prawa, w którym należy nam się sprawiedliwe traktowanie, ale okazało się inaczej – komentuje prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz.

Zmiany na ostatnią chwilę

Najpierw trzy dni przed wyznaczonym terminem wnioskodawcy otrzymali prawie 90-stronicową opinię sejmu. Dzień przed do Nowej Soli dotarło też kilkanaście kartek stanowiska rządu. – W sumie ponad 100 kartek bardzo skomplikowanego prawniczego żargonu, na którego wnikliwe przeczytanie i jakiekolwiek odniesienie się nie było już czasu zarówno dla nas, jak i dla sędziów. W tym momencie pojawiły się pierwsze wątpliwości, czy aby na pewno proces będzie rzetelnie przeprowadzony – opowiada W. Tyszkiewicz.

To nie był koniec niespodzianek. Wieczorem 27 lutego samorządowcy dowiedzieli się, że nastąpiła zmiana w składzie sędziowskim. – Sędziego Zubika, który zna się na finansach, wymieniono na sędziego Muszyńskiego. Nie wiedzieliśmy, jak się zachować, ale 
w końcu postanowiliśmy jechać do Warszawy i tam wspólnie podjąć decyzję – mówi prezydent.

Do stolicy pojechało kilkanaście osób, m.in. burmistrzowie Jacek Sauter i Paweł Jagasek, wójt Henryk Matysik, przewodniczący rady powiatu Jarosław Suski, skarbniczki gmin. Wnioskodawcy spotkali się ze swoim mecenasem. Ten przedstawił trzy scenariusze: pierwszy, w którym samorządowcy idą „na rzeź” i na sto procent przegrywają sprawę, w drugim składają wniosek o odroczenie posiedzenia, a w trzeci wycofują swoją skargę z Trybunału.

– Poprosiliśmy o odroczenie, ale choć były ku temu merytoryczne powody – zmiana składu sędziów, nowe dokumenty, prośba została odrzucona. Dosłownie o godzinie 12.58, na dwie minuty przed czasem, wycofaliśmy swój wniosek z Trybunału. Pójść tam jak „barany na rzeź” oznaczałoby pogodzić się z przegraną, ale co gorsze, zamknąć tym samym sobie i każdemu innemu samorządowi w Polsce możliwość wystąpienia do TK z takimi uwagami – wyjaśnia W. Tyszkiewicz.

„Spławili nas”

Samorządowcy dziś oceniają doświadczenie z pracą TK i rządu jednoznacznie. – Wróciliśmy przygnębieni. Ani poprzedni, ani obecny rząd nie potraktował nas poważnie. Poprzedni nie odniósł się do naszej skargi nigdy, obecny zrobił to na ostatnią chwilę nie dając czasu na ustosunkowanie się do tego. Jak dla mnie to było spławienie petenta, który przyjechał z prowincji do stolicy – mówi wprost przewodniczący rady powiatu J. Suski.

– Dzień wcześniej TK nie miał oporów przed odroczeniem innej sprawy, gdy wnosił o to minister Zbigniew Ziobro. Nas potraktowano z góry, jakbyśmy przyjechali zabierać rządowi pieniądze, a nie wyjaśniać sprawy fundamentalne dla funkcjonowania samorządów i finansowania zadań, które muszą one realizować – dodaje J. Suski.

– To było niepoważne. Wniosek tyle czasu tam był, a odpowiedzi i opinie pojawiają się na ostatniej prostej. Do tego zmiana sędziego
i brak zgody na odroczenie. Zachowano się wobec nas nieuczciwie, ale jak ochłoniemy, to pomyślimy, w jaki sposób i z czym wrócić do tego tematu – komentuje P. Jagasek.

– Tak, wróciliśmy z Warszawy, jak zbite psy. W sumie już lepiej było, jak poprzedni rząd nie zrobił nic, niż teraz z taką farsą. Rozumiem, że sprawa jest bardzo trudna i sędziowie przez trzy lata bali się za nią wziąć, jednak powinno nam się chociaż dać szansę wzięcia udziału w procesie, do którego obie strony są rzetelnie przygotowane. Oczekiwaliśmy możliwości podjęcia dyskusji, a na to nie było szans. Teraz solidarnie podejmiemy decyzję o tym, co dalej – kończy W. Tyszkiewicz.
Artur Lawrenc

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media