25 lat robót publicznych

– Bezrobocie w mieście rosło. W 1999 roku sięgnęło około 40 procent. W tym czasie w robotach publicznych pracowało 200-250 osób rocznie. Trudno było to logistycznie poukładać, ale z każdym rokiem nabieraliśmy doświadczenia – opowiada Jerzy Ceglarek, szef tego przedsięwzięcia


– Początki były tragiczne – mówi Jerzy Ceglarek, nieprzerwanie od 25 lat lider komórki robót publicznych, która działa przy urzędzie miasta.
Na organizację takie formy pracy były na początku lat 90. spore pieniądze, ale skompletować wydają ekipę nie było wcale łatwo. Z jednej strony rąk do pracy nie brakowało, ale jak mówi Ceglarek, większość osób trzeba było przygotować do pracy, wyszkolić. Inni woleli jeździć na handel do Niemiec lub pracować w tlącym się jeszcze Dozamecie.

Sześć taczek

– Organizowaliśmy giełdy pracy. I tak pomału, pomału, z roku na rok wypracowaliśmy solidną grupę, z której wielu jest z nami do dziś – mówi Ceglarek.
Pierwsze lata robót publicznych to nie tylko kłopoty kadrowe. Komórka nie miała swojej siedziby ani narzędzi do pracy. – Nie zapomnę, jak na samym początku w 1992 roku na „ruskim targu” kupiłem chyba z sześć taczek. Przydzieliłem je pracownikom, a już na drugi dzień wszystkie zniknęły. Poszedłem na policję, a tam mnie pytają czy mam numery tych taczek (śmiech). To był dla mnie szok. Jakiś czas później zadzwoniono z informacją, że podobne taczki są na miejskim targowisku. Pojechałem i rzeczywiście, nasze taczki ponownie trafiły na sprzedaż… – wspomina z uśmiechem J. Ceglarek.

Ekipa robót publicznych zaczynała od drobnych robót naprawczych. Byli w niej przedstawiciele różnych zawodów, jak np. tynkarzy czy murarzy. Wielu z nich nadawało się do bardziej zaawansowanych prac, więc już w trzecim roku działalności, gdy roboty publiczne były wyposażone w rusztowania, wzięto się za remonty elewacji budynków komunalnych i klatek schodowych.

– Bezrobocie w mieście rosło. W 1999 roku sięgnęło około 40 procent. W tym czasie w robotach publicznych pracowało 200-250 osób rocznie. Trudno było to logistycznie poukładać, ale z każdym rokiem nabieraliśmy doświadczenia. Zakres robót rósł, robiliśmy chodniki, drogi, rozpoczęła się budowa Parku Krasnala. Dziś na liście są drugi Park Krasnala, melioracja, zimowe utrzymanie dróg, przygotowanie terenów pod inwestorów – wylicza Ceglarek.

2000 osób w 25 lat

Przez 25 lat przez roboty publiczne przewinęło się ponad 2 tysiące osób. Ze stałej ekipy większość, bo około 150 osób, znajduje się już na emeryturach, o nowych jest coraz trudniej. Dziś roboty publiczne to 40 osób, z którymi współpracują jeszcze: 30 osób skierowanych do prac społecznie użytecznych i 20 odrabiających czynsze.

Wśród nich są m.in. Arleta Trojanowska i Katarzyna Nawrocka. – Zaczynałam już 21 lat temu w pracach interwencyjnych, kiedy przy parku Odra tworzyliśmy Towarzystwo im. brata Alberta. Prowadziliśmy sklep, wydawaliśmy żywność, a przy okazji miałam pracę. W robotach publicznych jestem od pięciu lat. Zamiatam ulice, koszę, każdego dnia robię wszystko, do czego jestem potrzebna i czuję się w tym dobrze – przyznaje A. Trojanowska. – Siedem lat byłam w pracach społecznie użytecznych, a od roku mam umowę w robotach publicznych. Zamiatam rynsztoki, grabię liście w parkach, plewię, itd. Jestem wdzięczna miastu, że daje taką możliwość. Lubię takie zajęcia, pracę w terenie, przemieszczanie się z miejsca na miejsce – mówi K. Nawrocka.

Jerzy Ceglarek podejrzewa, że tak jak udało się rozwinąć roboty publiczne w Nowej Soli, to nie dokonano tego w żadnym innym mieście. – Spotykaliśmy się z wieloma burmistrzami i prezydentami i rozmawialiśmy o tym, jak to działa u nas. Nie słyszałem, żeby na taką skalę, gdzieś, ktoś to powtórzył. U nas wyszło, bo dobraliśmy ludzi z uprawnieniami budowlanymi, doświadczonych, stworzyliśmy rodzinną atmosferę i zawsze mieliśmy przychylność miasta, które dostrzegało i dostrzega obustronne korzyści. A do tego rozwinęliśmy pomysł na pozyskiwanie i mądre wykorzystywanie materiałów z rozbiórek. Można powiedzieć, że każdą złotówkę przekazaną na roboty publiczne zamieniliśmy na majątek warty dwa razy tyle – podsumowuje J. Ceglarek.

Ewa Batko, rzecznik prasowa urzędu miasta, widzi jeszcze jeden czynnik, który przesądził o sukcesie. – To pan Jerzy. Gdyby nie on, pozornie urzędnik, ale który nie siedzi za biurkiem, roboty publiczne w Nowej Soli nie nabrałyby nigdy takiego rozmachu – zaznacza E. Batko.
Artur Lawrenc

Artur Lawrenc

Artur Lawrenc

Tel. 508 100 130 at a.lawrenc@tygodnikkrag.pl
Aktualności, oświata
Artur Lawrenc

Latest posts by Artur Lawrenc (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *