King Kong będzie miotał bryłą soli

Spośród kilkunastu propozycji na mural, komisja konkursowa zdecydowała się na jeden. Na dodatek jednogłośnie.

– Urzekł nas od pierwszego wejrzenia. Dynamiką, kolorami, niebanalnym podejściem. Jest w nim zawarta siła oraz wiele elementów charakterystycznych dla naszego miasta – mówi jeden z członków komisji oceniających prace konkursowe.

Na muralu widzimy King Konga, który nadchodzi od strony Zielonej Góry. Potwór dzierży w łapach wielką bryłę soli i zamierza ją cisnąć w miasto.

– Sugerowaliśmy autorowi, że zamiast bryły soli mógłby King Kongowi dać w ręce lampę solną, taką, jakie wręczamy naszym gościom w celach promocyjnych. Wtyczka na końcu kabla tej lampy mogłaby być wpięta w wielki kontakt, który byłby narysowany na tarczy zegara na wieży kościoła św. Antoniego. I gdybyśmy w tej lampie solnej, to znaczy na ścianie, gdzie powstanie mural, zamontowali wielki, migający, czerwony neon, efekt byłby na pewno ogromny. Ale ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu – mówi nasz rozmówca z komisji konkursowej.

Elementy muralu charakterystyczne dla Nowej Soli to choćby Odra płynąca środkiem miasta, znane nam kamienice i budynki miasta. Ale skąd ten giga goryl?

– Pierwotnie grudą soli miał miotać Soluś, ale akurat była sobota i Urząd Miasta był zamknięty, więc nie mogłem wziąć figurki Solusia na wzór, żeby skopiować go na plakat. A miałem akurat pod ręką tego King Konga, który też ma aspekty nowosolskie, do 20 lat temu kupiłem go tutaj na odpuście pod kościołem św. Antoniego. Jest zrobiony z dobrej gumy, której nie nadgryzł ząb czasu – mówi twórca plakatu.

Mieszkańców może niepokoić jeden z elementów – dość wydatny biust King Konga. – Nie ma się o co martwić. Tego nie będzie widać, akurat w tych miejscach zamierzamy w tej ścianie wybić dwa otwory okienne i problem będzie załatwiony – mówią nam w UM.

Podobnego zdania jest Pan Andrzej, który mieszka akurat w tym mieszkaniu, gdzie mają powstać dwa nowe okna. – Panie, mnie tam bez różnicy, na tej ścianie akurat stoi u mnie duża szafa, i tak nie będzie nic widać – mówi Tygodnikowi Krąg.

Pan Andrzej zastanawia się jednak, czy z tej szafy nie wymontować tylnej płyty. Mówi, że wtedy byłby jedynym człowiekiem na świecie, który żeby otworzyć okno, najpierw musi otworzyć szafę.

Marek Grzelka

 

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *