Mundurowi ratują życie

Rankiem w środę 5 kwietnia strażnicy miejscy Anna Mosorzewska i Marek Matczak patrolowali okolice osiedla XXX-lecia. W pewnym momencie jadąc ul. Fredry pomiędzy wiaduktem, a przejazdem kolejowym przy 1 Maja, zauważyli mężczyznę, który przechodził przez tory, zachwiał się i upadł na torowisko wprost między szyny.

– Zatrzymaliśmy meleksa, wysiedliśmy i w tym momencie zauważyłam trzy światła nadjeżdżającego po tych samych torach od strony dworca pociągu. Zaczęliśmy biec, do mężczyzny mieliśmy kilkadziesiąt metrów, a on nawet nie mógł się dźwignąć. Do tego miał torbę z ciężką wiertarką. Szarpał nią, próbował wyjąć cały czas znajdują się między torami – opowiada A. Mosorzewska.

Strażnikom udało się dobiec niemal na ostatnią chwilę i chwytając mężczyznę za ręce i nogi wyciągnęli go poza torowisko. Moment później minął ich pociąg. – Przechodził w miejscu, gdzie są krzaki, teren się obniża, jest rów, nie ma nawet jednej z wydeptanych przez osoby regularnie chodzące przez tory ścieżek. O tym, że uratowaliśmy mu życie, właściwie przesądził przypadek, to że akurat dostrzegliśmy, jak upada. Równie dobrze krzaki mogły nam to zasłonić, mogliśmy spojrzeć w inną stronę… – zauważa strażniczka.

Marek Matczak przypomina, że przechodzenie przez tory jest nie tylko nielegalne, ale przede wszystkim niebezpieczne. – Niemal na każdej służbie zwracamy komuś uwagę, przestrzegamy, żeby tego nie robić i korzystać z wiaduktu i przejazdu na 1 Maja, ale to nie dociera. Ludzie mówią, że przecież widzą, gdy jedzie pociąg, a jednak życie pokazuje, że może być z tym różnie. Można się przewrócić, uderzyć głową o szyny, itd., – zwraca uwagę M. Matczak.

Przy okazji rozmowy o środowym zdarzeniu A. Mosorzewska przypomniała sobie, że to nie pierwsza jej interwencja z torami i pociągiem w roli głównej. – To było w tamtym roku. Razem z Romkiem Chorążykiem otrzymaliśmy zgłoszenie, że ktoś leży na torowisku pomiędzy dworcem, a przejazdem w ul. Topolowej. Podjechaliśmy na peron i jak zobaczyliśmy jadący z naprzeciwka pociąg oraz leżącą postać, puściliśmy się w jej stronę biegiem. Ściągnęłam kamizelkę i zaczęłam nią machać, żeby zauważył mnie motorniczy pociągu. Pociąg powoli wyhamowywał, ale dystans był już za krótki. Gdy dobiegaliśmy do tej postaci, okazało się, że to nie był człowiek, a kukła. Ktoś zrobił sobie żart. Straszne doświadczenie… – wspomina strażniczka.

Przez okno do mieszkania

Wcześniej, bo 3 kwietnia, wykazali się również nowosolscy dzielnicowi – sierżant Mariusz Milewski i starszy sierżant Małgorzata Szymczak. O pomoc policji poprosiła opiekunka PCK, która przez godzinę bezskutecznie próbowała dostać się do mieszkania swojej 70-letniej podopiecznej. Na miejsce przyjechała wspomniana dwójka i nie wahając się weszli do mieszkania przez okno.

– W mieszkaniu zastali kobietę, z którą nie można było się porozumieć. Obok niej leżało puste opakowanie po tabletkach. Funkcjonariusze natychmiast wezwali pogotowie, które zabrało kobietę do szpitala. Na szczęście jej zdrowiu nie zagraża już niebezpieczeństwo – informuje Justyna Sęczkowska, rzecznik prasowy nowosolskiej policji.
Artur Lawrenc
(and)

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media