Feniks poleci na ratunek?

– Większość prób lotu i zrzutu leku z drona do celu jest już za nami. Jeszcze trochę i będziemy mogli wyczekiwać zaproszenia do Australii – mówią licealiści tworzący zespół biorący udział w międzynarodowym konkursie, którego finał obędzie się na najmniejszym z kontynentów. Ich talent i wiedza to jednak nie wszystko by odnieść sukces. Nowosolanie potrzebują dziś poważnego wsparcia finansowego

Nazywają się Phoenix Rescue Team. Zespół tworzy jedna dziewczyna i trzech chłopaków. Wszyscy są uczniami 3. Liceum Ogólnokształcącego w Zielonej Górze. I też tak się składa, że cała czwórka na co dzień mieszka w Nowej Soli. Mowa o Aleksandrze Dudziak, Miłoszu Jezierskim, Szymonie Butkiewiczu i o Hubercie Nowaku, czyli o wyjątkowo uzdolnionych nastolatkach, którzy mają spore szanse na sukces w pewnym prestiżowym międzynarodowym konkursie. Ale po kolei…

Dostarczyć lek na pustynię

Miłosz, od września uczeń klasy trzeciej, uczy się na kierunku humanistycznym. Ola, Szymon i Jakub, którzy w czerwcu skończyli pierwszą klasę liceum, to ścisłowcy z kierunku matematyczno-fizycznego. Szkolny nauczyciel fizyki, Waldemar Grabowski, w maju zasiał młodzieży pewną ideę – start w międzynarodowym konkursie o nazwie UAV Challenge Airborne Delivery. Przypadek sprawia, że do startu zgłasza się trójka nowosolan, do których ze względu na wcześniejsze doświadczenia zaproszono również Miłosza.

– Zajmowałem się już marketingiem przy okazji innego konkursu, dlatego i tutaj znalazło się dla mnie miejsce – mówi M. Jezierski, który w piątek odwiedził naszą redakcję wraz z dwójką kolegów z zespołu.

Wyzwanie postawione przed nimi, a także przed 26 ekipami z innych krajów, jak np. Grecja, Dania, Turcja, Indie, Japonia czy Malezja (w Polsce są jeszcze trzy inne zespoły, co sprawia, że nasz kraj jest drugim za Australią pod względem liczby reprezentantów), za punkt wyjścia przyjmuje pewną historię. – Konkurs ma swoją fabułę. Jest bohater o imieniu Joe, który doznał wstrząsu anafilaktycznego i potrzebuje jak najszybciej przyjąć adrenalinę. Problem w tym, że Joe znajduje się w tym momencie na środku australijskiego pustkowia, gdzie nie ma szans dojechać żadna karetka pogotowia ratunkowego – mówi Miłosz. – Naszym celem jest opracowanie sposobu dostarczenia na miejsce leku z użyciem sterowanego drona. Dokładnie chodzi o zaawansowany system zrzutu do przewozu środków medycznych, a mówiąc dokładniej, musimy zaprojektować i wykonać specjalną zrzutnię, którą podepniemy pod dron, jak również stworzyć taki system naprowadzenia go do celu, aby można było w określonym miejscu i czasie zrzucić lek dla chorego – dodaje Szymon.

Wierzą w zaproszenie do Australii

Podczas pracy nad urządzeniem grupę Phoenix wspiera absolwent zielonogórskiego 3. LO Jan Byrtek. To ich mentor, autor wielu podpowiedzi, student politechniki. Prace zaczynają się od planowania, a następnie przechodzą w fazę praktyczną – instalacji wykonanej zrzutni do drona, rozpoczęcia szeregu testów i ulepszania zastosowanych rozwiązań.

– Oczywiście po drodze nie obeszło się bez różnych problemów. Jedną z istotniejszych kwestii jest celność zrzutni oraz opracowanie metody absorpcji siły uderzeniowej, która powstaje w momencie zetknięcia się spadającego z wysokości leku z podłożem. W drodze do nas, wprost z Australii od organizatora konkursu, jest właśnie czujnik siły uderzeniowej, z którym przekonamy się, czy zaplanowany hipotetyczny zrzut nie zakończyłby się zniszczeniem leku – wyjaśnia Jakub. – Co do precyzji, to zgodnie z fabułą należy po pierwsze trafić w okrąg o średnicy 6 metrów. My szykujemy drona, który będzie miał zaprogramowane współrzędne osoby z atakiem i który automatycznie dokona zrzutu. Zależy nam na dokładności większej, niż do jednego metra, bo chory z atakiem dalej, jak na kilkadziesiąt centymetrów nie będzie w stanie sięgnąć – dodaje Sz. Butkiewicz.
Potrzeba 50 tys. zł

Po zbudowaniu urządzenia i osiągnięciu zadowalających efektów drużyna nagra film pokazujący jak działa dron oraz zrzutnia, a następnie wraz z raportem technicznym wyśle go do dnia 23 sierpnia organizatorom Challenge Airborne Delivery. Po tygodniu oczekiwania 30 sierpnia opublikowana zostanie informacja o 20 zespołach, które otrzymały zaproszenie na finał, a więc na przyjazd do Australii.

– Z 27 ekip odpadnie tylko siedem, dlatego szanse mamy naprawdę duże. Wierzę, że technicznie będziemy gotowi, natomiast przed nami jeszcze jedno wyzwanie – mówi Miłosz, który ma na myśli zbiórkę pieniędzy potrzebnych do zorganizowania wylotu do siedziby organizatorów przedsięwzięcia.

– Łącznie z tym, jakie koszty już zostały poniesione oraz dodając do tego wylot i pobyt w Australii, oszacowaliśmy wartość startu w konkursie na 50 tys. zł. I dziś przede wszystkim skupiamy się na pozyskaniu sponsorów – zaznacza M. Jezierski.

Oficjalnym sponsorem Phoenix Rescue Team zostało już Nadleśnictwo Nowa Sól. Nieoficjalnie jeszcze jedna z zielonogórskich firm. Patronatu nad udziałem nowosolan w konkursie udzielili: Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, Organizacja Pracodawców Ziemi Lubuskiej, Stowarzyszenie Nauczycieli Fizyki SNaFI, 3. LO i Planetarium Wenus z Zielonej Góry. Ekipa młodych wynalazców nie ukrywa, że bardzo liczy dziś na pozyskanie od różnych darczyńców potrzebnej kwoty 50 tys. zł.

– Zbieramy pieniądze poprzez wpłaty na nasze konto crowdfundingowe (dobrowolne wpłaty społeczności internetowej, dop. red.), gdzie ustaliliśmy sobie limit zbiórki na 20 tys. zł. Co do reszty liczmy na innych sponsorów. Mamy niecałe dwa miesiąca na zgromadzenie pieniędzy, bo w przypadku zakwalifikowania się do finału, czeka nas wylot do Australii pod koniec września – mówią nowosolanie.
Trzymamy kciuki i razem z Phoenix Rescue Team liczymy, że licealiści nie tylko zakwalifikują się do finału, to jeszcze uzbierają potrzebne do udziału w konkursie pieniądze.
Artur Lawrenc

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media