My robimy te manewry… bo tak jest szybciej

W związku z licznymi zdarzeniami drogowymi z udziałem rowerzystów, które miały miejsce w ostatnich tygodniach, postanowiliśmy wspólnie z nowosolską policją zrealizować cykl artykułów poświęcony użytkownikom jednośladów. Cała zabawa polega na tym, że raz w tygodniu wyjedziemy z patrolem drogówki na ulice miasta, by pouczać tych cyklistów, którzy o zasadach ruchu drogowego nie mają pojęcia. A takich w naszym powiecie niestety nie brakuje

To był nasz trzeci patrol z drogówką. W miniony piątek asp. Robert Statkiewicz oraz mł. asp. Kamil Angielski zabrali nas w okolice przejazdu kolejowego na ul. 1 Maja. Nieprzypadkowo wybraliśmy piątek. Zostaliśmy o to poproszeni przez jednego z „fanów” rowerowego cyklu.

– Musicie koniecznie pojechać w dzień targowy i zobaczyć, co się dzieje na przejeździe. Tam jest wolna amerykanka. Mało który rowerzysta przestrzega przepisów ruchu drogowego. Prawie każdy jeździ pod prąd. Wjeżdżają na przejazd kolejowy po zapaleniu się czerwonego świtła, a często nawet podczas opuszczania rogatek. W dzień targowy w przeciągu 10 minut naliczyłem kilkudziesięciu rowerzystów, którzy złamali przepisy – zaalarmował nas telefonicznie Czytelnik. W związku z prośbą naszego rozmówcy udaliśmy się w ostatni piątek około godziny 10:30 we wspomniane miejsce.
Scenariusz nie rysował się w aż tak czarnych barwach, jednak nie musieliśmy długo czekać, by przyłapać pierwszych cyklistów na gorącym uczynku. Co więcej, część z nich nie miała świadomości, że jedzie nieprawidłowo.

Jako pierwszą zatrzymaliśmy panią Elżbietę. – Ja mam już na dzisiaj dosyć. Byłam u lekarza i jeszcze policja… – rozpoczęła cyklistka, która jechała z targu w stronę przejazdu kolejowego chodnikiem przy Peamco.

– Niech pani posłucha – wtrącił mundurowy. – Dzisiaj prowadzimy działania z Tygodnikiem Krąg. W Polsce jeździmy prawą stroną, chyba że znak wskazuje, że droga dla rowerów znajduje się po drugiej stronie. Posiada pani lub posiadała kartę rowerową, prawo jazdy? – zapytał R. Statkiewicz. – Kiedyś posiadałam kartę, ale człowiek już tyle lat jeździ na rowerze… – odpowiedziała pani Elżbieta. Na co Statkiewicz: – Jeśli chce się jeździć rowerem, to trzeba się znać na przepisach. Należy to sobie utrwalać. Dzisiaj kończymy na pouczeniu, ale proszę pamiętać o zasadach – podkreślił policjant, a pani Elżbieta z rowerem cofnęła się na przejście dla pieszych, jednoślad przeprowadziła na drugą stronę ulicy i dalej już jechała prawidłowo.

Po kilkunastu sekundach kolejna pani wracała z targu pod prąd. – Tak wyjechałam z targu i było łatwiej. Nie zdążyłam jeszcze przejechać na drugą stronę – powiedziała pani Jadwiga.

– Najpierw przechodzimy na drugą stronę i dalej oznakowaną drogą dla rowerów jedziemy prawą stroną, a nie pod prąd – upomniał policjant i zapytał rowerzystkę, która podróżowała swoim jednośladem z naręczem kwiatów, jak ma zamiar sygnalizować manewry.
– Jak manewry? – zdziwiła się rowerzystka… – Ach, rękę wystawiać. No kwiaty biorę w jedną, a drugą daję znak, że skręcam – zapewniła pani Jadwiga.
– Dzisiaj skończy się na pouczeniu, ale proszę pamiętać o zasadach – zakończył mundurowy.

Pani Jadwiga oraz pani Elżbieta za wykroczenie, które popełniły, czyli jazdę pod prąd, mogłyby zostać ukarane mandatem w wysokości od 20 do 500 zł. Za przejeżdżanie rowerem przez przejście dla pieszych możemy zostać ukarani mandatem w wysokości 50 zł. Za przejście czy przejazd rowerem przez przejazd kolejowy po zapaleniu się sygnalizacji są widełki od 20 do 500 zł. – Rowerzysta musi mieć możliwość sygnalizowania zamiaru skrętu. Kobieta nie puściłaby torby czy kwiatów, by dać znać, że skręca. To stwarza ogromne zagrożenie na drodze – uściśla K. Angielski.

Osoby, które na targ wybierają się rowerem, powinny przeprowadzać swoje jednoślady przez przejścia dla pieszych.
Policja często prowadzi akcje przy przejazdach kolejowych współpracując ze strażą kolei. Rowerzystów, szczególnie w dzień targowy, przejeżdżają setki, wielu z nich porusza się nieprawidłowo. Przejeżdżają przez tory już po zapaleniu się sygnalizacji, czasem w momencie opuszczania rogatek. – Pouczamy ich i wystawiamy mandaty, kierujemy też wnioski do sądu – mówi Justyna Sęczkowska.
Anna Karasiewicz

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media