(Nie)sprawiedliwy wyrok Temidy?

– Sąsiad uderzył mnie dwa razy i złamał mi szczękę. Mimo to sąd postanowił go uniewinnić, a prokuratura odmawia odwołania się od wyroku – opowiada jeden z naszych Czytelników. – W sprawie jest za dużo wątpliwości i w takiej sytuacji rozstrzyga się ja korzyść oskarżonego – odpowiadają w prokuraturze

– To był czerwiec 2016 roku, trwały Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Poszedłem na mecz do swoich znajomych na Stare Żabno – opowiada nowosolanin, pan Jerzy. – Obejrzeliśmy dwa mecze, każdy z nas wypił w ciągu około sześciu godzin trzy, może cztery piwa. Tak, na pewno czuć było od nas alkohol, ale nikt nie był pijany. Po meczach koleżanka odwiozła mnie do domu – zaczyna opowiadać mieszkaniec jednej z kamienic przy ulicy Wrocławskiej.

Stojąc już przed budynkiem mężczyzna zobaczył, że w oknie korytarza siedzi jego sąsiad Andrzej wraz z konkubiną Jolantą.

– Chciałem z nimi porozmawiać i zwrócić uwagę, żeby zamykali to okno, bo bardzo często przy nim 19-letni syn tej Jolanty wraz z kolegami urządzają sobie imprezy. Plują na chodnik z okna, dłubią słonecznik, piją alkohol, palą, hałasują, kopią w moje drzwi i wokół nich, raz wybili szybę. Prosiłem, żeby zrobili z tym porządek, a jak nie, to niech chłopaków zaproszą bliżej swoich drzwi, bo ja chcę mieć u siebie spokój – mówi pan Jerzy.

Tak od słowa do słowa doszło do kłótni. W pewnym momencie konkubina sąsiada złapała naszego rozmówcę za szyję. Ten spróbował ją odepchnąć i słownie jej ubliżył. Wtedy, jak twierdzi nasz rozmówca, jej partner uderzył pana Jerzego pięścią dwukrotnie w twarz. – Wybił mi zęby, ale też, o czym wtedy nie wiedziałem, złamał mi szczękę – wspomina Czytelnik. – Wszedłem do domu i zadzwoniłem po policję. Długo ich nie było. Czekałem na nich na korytarzu. Wreszcie przyjechali i opowiedziałem co się wydarzyło. Do Andrzeja już nie poszli, bo było późno, a mi kazali przyjść na komendę na kolejny dzień, żebym złożył zeznania będąc całkowicie trzeźwym – dodaje.

Drugiego dnia policjanci w pierwszej kolejności kazali panu Jerzemu zrobić obdukcję w szpitalu, gdzie okazało się, że ma on złamaną szczękę. Po badaniach nowosolanin wrócił na komendę, jednak w tym momencie nie było tam nikogo, kto mógłby od niego odebrać zeznanie. – Kazali mi jechać do domu i czekać aż zadzwonią. Odezwali się po południu, więc pojechałem i złożyłem zeznanie – mówi p. Jerzy. – Jakiś czas później wezwali całą naszą trójkę. Policjantka wyczuła przy nas alkohol i zabrała nas na dół do alkomatu i kazała dmuchać. U mnie wyszło 0,0, u Andrzeja 0,63 promila, dlatego on już nie mógł zeznawać. Zostaliśmy ja i Jolka. Każdy opowiedział swoją wersję, podpisaliśmy dokumenty i na tym koniec – dodaje.

Sprawa trafiła do sądu. W połowie listopada 2016 roku do p. Jerzego przyszły dwa wezwania na sprawę z datą ustaloną na grudzień. W jednym piśmie wzywano go do stawienia się w roli pokrzywdzonego, a w drugim jako świadka. Oskarżonym o popełnienie czynu „przeciwko życiu i zdrowiu” (art. 157 kodeksu karnego) był p. Andrzej.

– W sumie rozprawy były trzy. Po grudniowej jedna jeszcze zimą po nowym roku, kolejna wiosną. Dobrze szło dopóki nie zeznawali policjanci. Ten młodszy miałem wrażenie, że jest po mojej stronie, ale starszy już niekoniecznie. Ogłoszenie wyroku odbyło się chyba pod koniec maja. Andrzej został uniewinniony, ponieważ sąd uznał, że moje zeznania były niespójne, że byłem pod wpływem alkoholu, a zdaniem starszego policjanta… niewyraźnie mówiłem. A jak miałem mówić ze złamaną szczęką? – retorycznie pyta poszkodowany.

Nasz Czytelnik zamierzał się odwołać od decyzji sądu. Zwrócił się więc o pisemne uzasadnienia treści wyroku, ale odmówiono mu jego wystawienia, ponieważ zarówno jako pokrzywdzony, jak i jako świadek, nie ma takiego prawa. – Musiałbym być choćby oskarżycielem posiłkowym, a tak w odmowie przeczytałem, że nie jestem stroną w sprawie, więc uzasadnienia nie otrzymam – mówi p. Jerzy.
W piątek 21 lipca mężczyzna poszedł do prokuratury. Za pierwszym razem prowadzącej jego sprawę prokurator Katarzyny Wojciechowskiej nie zastał, udało mu się to w poniedziałek kolejnego tygodnia.

– Pani prokurator stwierdziła, że nie ma się po co odwoływać, bo sprawa jest z góry przegrana, bo niby jest trzech świadków przeciwko mnie – dwóch policjantów i Jolanta. A do tego niby policja ma notatkę, w której ja przyznaję się do tego, że szczękę złamałem upadając na schody. Absurd, wiem co mówiłem, wiem kto mnie uderzył, to po co miałem się i do czego przyznawać? – pyta Czytelnik.

– Mam żal, że nie chciała nawet spróbować. Zostałem źle potraktowany w sądzie, a teraz przez prokuraturę. Namieszał widać ten jeden policjant i teraz ja za to płacę – mówi podłamany pan Jerzy. – Sama operacja mojej szczęki kosztowała Narodowy Fundusz Zdrowia ponad 8 tys. zł. Myślałem, że jak w sądzie wygram, to też wywalczę takiej właśnie wysokości odszkodowanie, którego nie chciałem dla siebie, a żeby trafiło na konto innych pobitych, których widziałem w szpitalu w Poznaniu – dodaje poszkodowany.

Na dziś konflikt sąsiedzki został wyciszony. P. Andrzej przeprosił (choć w sumie nie wiadomo za co, skoro został uniewinniony) p. Jerzego jeszcze w sądzie. Potem nawet obiecał mu zwrot 500 zł, które ten musiał wydać na cztery wyjazdy tam i z powrotem do Poznania. Co było do przewidzenia, do dziś pan Jerzy nie dostał ani złotówki. – Jedyne pocieszenie, to że akcje z synem Jolki się skończyły i pod oknem w korytarzu wreszcie jest spokój… – kończy nasz Czytelnik.

***

Do zarzutu o nie podjęcie decyzji o odwołaniu odniósł się rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej z Zielone Góry Zbigniew Fąfera. Z tych wyjaśnień wyłania się inny obraz sytuacji z czerwca 2016 roku, aniżeli ten przedstawiony przez pana Jerzego.

– Na orzeczony przez sąd wyrok uniewinniający oskarżonego duży wpływ miały zeznania przesłuchanych na rozprawie dwóch policjantów, którzy w dniu zdarzenia interweniowali po telefonicznym zgłoszeniu pobicia. Obaj przed sądem zeznali, że w trakcie rozmowy z pokrzywdzonym na miejscu zdarzenia stwierdził on, że po szarpaninie z sąsiadem wszedł do klatki schodowej i uderzył głową o futrynę drzwi, w następstwie czego doznał uszkodzenia głowy.

Zeznania tych świadków korespondowały ze stwierdzonymi u pokrzywdzonego obrażeniami, a nadto wydaną opinią lekarską – tłumaczy Z. Fąfera.

– Powołany dodatkowo na rozprawie przez sąd biegły lekarz uznał, że opisana przez policjantów wersja wynikająca z rozpytania pokrzywdzonego (na miejscu i w dniu zdarzenia) koresponduje ze stwierdzonymi obrażeniami i w związku z tym faktycznie mogły powstać one w sposób opisany w zeznaniach policjantów. W tej sytuacji sąd orzekający uznał, że powstały wątpliwości co do faktycznego przebiegu zdarzenia i okoliczności stwierdzonych u pokrzywdzonego obrażeń. Okoliczności zdarzenia były tym bardziej trudne do odtworzenia, gdyż pokrzywdzony – wbrew temu co twierdzi w rozmowie z gazetą – znajdował się (i tak to zostało opisane przez funkcjonariuszy policji) w stanie znacznego upojenia alkoholowego – zaznacza rzecznik prokuratury.

– Zgodnie z art. 5 par. 2 kodeksu postępowania karnego niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego. Z tego też powodu sąd stosując jedną z naczelnych zasad postępowania wyrażoną w tym przepisie – in dubio pro reo – uniewinnił oskarżonego od popełnienia zarzucanego mu czynu. W sytuacji opisanej prokurator uznał, że powstałych i wynikłych w toku rozprawy przed sądem wątpliwości nie da się usunąć i w zgodzie z przytoczonym wyżej przepisem słusznie odstąpił od zaskarżenia tego wyroku – podsumowuje Z. Fąfera.
Artur Lawrenc

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media