Blisko 800 osób przyszło pomóc Eliaszowi!

Wstępne prognozy DKMS brzmiały, że może udać się zarejestrować ok. 400 osób. Finał jest taki, że tych osób jest dwa razy więcej! – Jak my teraz pomagamy, to też ktoś pomoże nam, jeśli będzie taka potrzeba – mówili rejestrujący się w bazie DKMS mieszkańcy powiatu nowosolskiego. – Jak podziękować ludziom, którzy nie potrzebują oklasków i którzy są tak wielcy, że czubkami głów sięgają nieba? – wzrusza się Katarzyna Dutkiewicz, mama Eliasza

Bezpośrednim impulsem do zorganizowania akcji przez DKMS była choroba 10-letniego Eliasza, który ma chłoniaka i potrzebuje jak najszybszego przeszczepu. Dlatego zwarto szyki, by poszukać dla niego genetycznego bliźniaka.

I ta dwudniowa akcja zakończyła się niesamowitym wynikiem. Udało się zapisać 770 nowych potencjalnych dawców szpiku. Ta liczba może ulec niewielkiej zmianie, ponieważ kilka przypadków trzeba dodatkowo zweryfikować.
– Czy wśród tych osób jest ten ktoś, na kogo czekamy? Pozostaje nam być dobrej myśli. Pełni nadziei czekamy na wyniki badań laboratoryjnych – mówi Katarzyna Dutkiewicz, mama Eliasza.

„O tej akcji ciężko będzie zapomnieć” – mówiły żegnając się ze mną dziewczyny z DKMS-u, które gorąco wspierały nas podczas akcji. Służyły nam wiedzą, doświadczeniem i pozytywną energią. Bez nich, ta akcja po prostu by się nie odbyła – dodaje mama chłopca.

To, co wydarzyło się w ciągu weekendu to niesamowity sukces wielkiej kampanii promocyjnej, która w ostatnich tygodniach trwała w mediach społecznościowych i mediach tradycyjnych. Plakaty wisiały w witrynach sklepowych w Nowej Soli, Kożuchowie, ale także w sołectwach gminy Kożuchów. Kiedy zbliżał się weekend nie rozmawiano o niczym innym, jak o akcji, która miała poszerzyć bazę dawców szpiku.

Anna i Marcin (z lewej) zarejestrowali się w Kożuchowie. Marta z Michałem oraz Marcin zrobili to w Nowej Soli

„Dobro powraca i to nie są puste słowa”

Żeby wesprzeć czynem ideę walki z nowotworami krwi w Nowej Soli, Kożuchowie i Mirocinie Średnim pojawiły się osoby, które zostały zarejestrowane w bazie potencjalnych dawców szpiku DKMS. – Jesteśmy tu z żoną z czystej chęci niesienia pomocy. Żona jest z tego środowiska, w którym mieszka rodzina Eliasza. Sami mamy dziecko i to też powoduje, że myśli się o tak ciężkich chorobach inaczej. To myślenie na zasadzie: a może to przytrafi się mojemu dziecku? – mówił spotkany w Parku Krasnala podczas rejestracji Tomasz Muzyka z Przyborowa. Wskazywał na jeszcze jedną ważną rzecz.

– Jak my pomagamy, to też ktoś pomoże nam, jeśli będzie taka potrzeba. Dobro powraca i to nie są puste słowa. Myślimy też, jak to będzie jak będziemy starsi. Może wtedy to my będziemy potrzebowali wsparcia albo nasi bliscy – argumentował fakt pojawienia się z rodziną na akcji DKMS T. Muzyka.

W akcji wzięli też udział Marta i Michał Bojdakowie z Nowej Soli. Co ciekawe, o przedsięwzięciu dowiedzieli się podczas… kościelnych ogłoszeń. – Ksiądz w kościele informował, że jest taka akcja i dlatego tu jesteśmy – uśmiechnął się M. Bojdak po wyjściu z namiotu DKMS.

– Przyszliśmy razem z żoną, może będzie tak, że komuś pomożemy. Wiadomo, że od zarejestrowania się do udzielenia realnej pomocy w postaci oddania szpiku daleka droga, ale ważnym jest, żeby się rejestrować, bo potrzebujących ludzi chorych na białaczkę jest bardzo dużo – dodał M. Bojdak, którego uzupełniła żona: – Tak niewiele trzeba, żeby wciągnąć się na listę potencjalnych dawców. To nic nie kosztuje i trwa krótką chwilę. Chwila moment i sprawa załatwiona, a efekt może być wielki.

Wielcy przyjaciele!

W podobnym tonie wypowiedział się Marek Styperek z Nowej Soli: – Przyszedłem tu, żeby komuś pomóc. O akcji dowiedziałem się z gazety. Przerażające dla mnie jest to, że choruje tak młody chłopak. Dlatego tu jestem – powiedział nowosolanin przed zarejestrowaniem się w bazie DKMS.

W trakcie akcji, w jej kuluarach padły słowa, że może warto byłoby ją powtarzać? – W trakcie akcji otrzymaliśmy wiele sygnałów, aby takie wydarzenie stało się impreza cykliczna. Wolontariusze, zadeklarowali swoją gotowość do pomocy w przypadku chęci zorganizowania podobnej akcji w przyszłości – mówi K. Dutkiewicz, która się wzrusza.

– Słyszałam kilkukrotnie takie słowa: „Jest pani wyjątkową osobą”…Nie, nie jestem. Ale proszę spojrzeć na moich przyjaciół. Jak znajdywali czas w swojej codzienności na spotkania organizacyjne, jak roznoszą plakaty i ulotki. Patrzyłam jak odstawiają na bok dumę i proszą innych o pomoc. Prosili, dla Eliasza. Nie będę mówić o poświęceniu bo dobroczynność jest gestem o tak czystej postaci, że nie można jej kalać takim sformułowaniem ale mam na uwadze ich rodziny, zobowiązania, czas… Największą trudność sprawia mi jednak to, jak im podziękować. Jak podziękować ludziom, którzy dziękowali mi, za to że mieli możliwość pomóc mojemu choremu dziecku? Jak podziękować ludziom, którzy nie potrzebują oklasków i którzy są tak wielcy, że czubkami głów sięgają nieba? Tak, jestem wyjątkowa bo są przy mnie przyjaciele – dodaje K. Dutkiewicz, która akcję puentuje słowami Jana Pawła II: „Człowiek jest wielki przez to, czym dzieli się z innymi „ – więc, dzielmy się sobą.
Mariusz Pojnar

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *