Pyton tygrysi to nie jest zabawka

– Faktycznie mamy do czynienia z większa chęcią posiadania zwierząt egzotycznych. Co jest niepokojące, ludzie dla „żartu” potrafią kupić jadowite węże, skolopendry, skorpiony, tarantule, ptaszniki, żeby tylko poczuć tzw. dreszczyk. Zdarza się, że takie zwierzę robi krzywdę – albo dziecku, albo dorosłemu – mówi Adam Michalski, lekarz weterynarii

Przed tygodniem napisaliśmy, że pyton tygrysi, który w sobotę 14 października został wypatrzony na skraju lasu przez dwie rowerzystki, musiał zostać uśpiony. Powód? Miał uszkodzony końcowy odcinek układu pokarmowego. – Musiałem go poddać eutanazji – oznajmił na naszych łamach Adam Michalski, lekarz weterynarii, który uśpił pytona. Nie wiadomo, jak gad znalazł się na skraju lasu przy drodze nr 315 w kierunku Przyborowa. Najpewniej został porzucony przez właściciela, który pozbył się problemu, bo wąż był chory.
Na kanwie tej smutnej historii sprawdzamy w rozmowie z A. Michalskim, czy dostrzega rosnącą chęć posiadania egzotycznych zwierząt przez nowosolan. Pytam także, czy właściciele takich zwierząt mają odpowiednią wiedzę, żeby trzymać w domu np. węże.

***

Mariusz Pojnar: Czy dla uśpionego pytona nie było ratunku?

Adam Michalski, lekarz weterynarii z Przychodni dla Zwierzą „ALFA”: Stan agonalny powodował, że nie miał szans na przeżycie. Ten pytom miał cztery, pięć plam opadowych. To się pojawia przy stanie, którego my ludzie się tak boimy, czyli w stanie zbliżonym do sepsy. I takie wybroczyny były u tego węża, co oznacza, że coś złego działo się z nim już dużo wcześniej. Mógł być w tym stanie minimum trzy miesiące, a nawet do pół roku. Niestety, był to stan nieodwracalny i oznaczał dla tego węża śmierć. Stąd takie działanie, a nie inne.

To, co się stało, warto potraktować jako pretekst do szerszej rozmowy o zwierzętach egzotycznych. Czy odnotowuje pan w swojej pracy przyrost posiadania tego typu zwierząt w domach nowosolan?

Faktycznie, dziś mamy do czynienia z większa chęcią posiadania zwierząt egzotycznych, niż to było kiedyś. Co jest niepokojące, są traktowane jak zabawki, bo ludzie dla żartu potrafią kupić jadowite węże, skolopendry, skorpiony, tarantule, ptaszniki, żeby tylko poczuć tzw. dreszczyk. To się zdarza. I jednocześnie zdarza się, że takie zwierzę robi krzywdę – albo dziecku, albo dorosłemu. Na szczęście to są rzadkie przypadki, na szczęście nie u nas. Ale często ułamek sekundy wystarczy, żeby doszło do sytuacji niebezpiecznej. Mnie do dziś boli nadgarstek po tym, jak trzeba było siłować się z pytonem, który został przywieziony do mnie przez strażaków. Gdyby dziecko trafiło w jego objęcia, nie wiem, co by było.

Wracając do pytania. W ubiegłym tygodniu miałem okazję rozmawiać z ludźmi, którzy kupili piękną, egzotyczną papugę z Australii. Zamiast najpierw oczytać się, sprawdzić wszystko, co możliwe, na temat tej papugi, zrobili rzecz odwrotną. Najpierw kupili, a potem dopiero zaczęli się dowiadywać, co to za zwierzę. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach i te szczegóły zawsze w przypadku nabycia tego typu zwierzęcia warto poznać.

Jakie egzotyczne przypadki do pana trafiają lub do jakich pan wyjeżdża na terenie powiatu nowosolskiego?

Lotopałanka, aksolotl, węże – najczęściej są to różne odmiany pytonów. Jednocześnie warto zaznaczyć, że z hodowcami wężów bywa tak, że oni często nie chcą pomocy weterynaryjnej, bo uważają, że wiedzą lepiej i więcej niż specjalista.
Dużo takich zwierząt leczy lub leczyło się w przychodni, w której pan pracuje?
Zerknijmy w statystykę. I tak np. 180 świnek morskich, które są zwierzętami postlaboratoryjnymi, ale pamiętajmy, że także egzotycznymi, bo żyją w Ameryce Środkowej. Idźmy dalej, np. agawy brodatej było u nas leczonych osiem sztuk. Z pająkiem jeszcze nikt do mnie nie przyszedł.

Jeśli chodzi o papugi, to jest ich odnotowanych 22 sztuki. Z kolei wąż to rzadki pacjent. Przez 14 lat pracy tej przychodni wszystkich zarejestrowanych mamy dziewięć sztuk, łącznie z tym pytonem tygrysim, którego musieliśmy uśpić.
Dopowiem, że kiedyś widywałem jednego pana na ulicach Nowej Soli, który „woził” się po mieście z papugą arą na ramieniu. Niektórzy myślą, że to fajnie wygląda, traktując takie zwierzę jak tatuaż na ręce. Tylko pamiętajmy, że to nie jest tatuaż, tylko żywy organizm. Wszystkie ptasie choroby mamy w regionie, łącznie z ptasią grypą, z którą walczyliśmy niedawno. Jak drogą kropelkową złapie wirusa czy bakterię, to może się dla niego źle skończyć, łącznie ze śmiercią.

Dlatego tak ważne jest informowanie o właściwej hodowli zwierząt, szczególnie tych egzotycznych.
Dokładnie. Jedna pani, właścicielka królika, powiedziała mi kiedyś, że te moje puste gadanie w niczym jej nie jest potrzebne i że nie ma najmniejszego zamiaru zapłacić za wizytę w przychodni. Pamiętajmy, że musimy zrobić wszystko, żeby to zwierzę nie chorowało. To jest miarą mojej wydajności i „pustego” gadania: żeby właściciele poszerzyli swój stan wiedzy, który pozwoli jak najbezpieczniej hodować zwierzęta, bez względu na to, czy są to zwierzęta egzotyczne, czy nie.

Czy mieszkanie w bloku nadaje się do hodowli np. pytona tygrysiego?

Żeby była jasność: warunków naturalnych nigdy nie osiągniemy. Jak się trzyma żółwia stepowego w akwarium, należy wiedzieć, że te zwierzęta w warunkach naturalnych dziennie pokonują odległość 13-15 kilometrów. Żółw cały czas się porusza, tyle że w wolnym tempie. Jego mięśnie powodują przesuw treści pokarmowych, poprawę krążenia itd. Kiedy chodzi, wszystko funkcjonuje, jak należy.

W akwarium żółw je pokarm zmieszany z piaskiem i często dochodzi do zapiaszczenia. Od tego powstaje odleżyna, czyli ciało obce w układzie pokarmowym i to jest często przyczyną zgonu.

Inny przykład. Któregoś razu miałem sporą plagę przegrzania szynszyli, koszatniczek, chomików. Ciepło się zrobiło, to był chyba czerwiec i ludzie zaczęli je wystawiać na balkony. Potem przychodzili do mnie z tymi zwierzętami, które miały objawy udaru cieplnego. Wiele z nich nie przeżyło. Po tych wizytach zabrałem w tej sprawie głos na jednym z forów – byłem młodszy i wierzyłem, że w internecie można prowadzić dyskusję na argumenty. Pomyliłem się. Jeden pan napisał, że gadam głupoty, bo są to zwierzęta bardzo odporne na ciepło i np. taki chomik syryjski żyje w Syrii, w której jest 50 stopni w cieniu.

Tak, tylko że żaden chomik syryjski, jak jest 50 stopni w cieniu, nie jest na powierzchni pustyni czy stepu, tylko jest głęboko zagrzebany w swojej jamce, w której ma 20-21 stopni.

Czyli ludzie myślą, że wiedzą wszystko, lecz w praktyce okazuje się, że często o tych zwierzętach nie wiedzą nic.
Są tacy, którzy wiedzą dużo i tacy, którzy faktycznie wiedzą bardzo mało. I to jest niepokojące.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *