Reklamacja, która nigdy nie wpłynęła

Cztery lata temu Eugeniusz Jakuta, który mieszka w bloku przy ul. Przyszłości, postanowił, że pora wymienić stare drewniane okna na plastiki. Inwestycja była droga jak na kieszeń emeryta, ale konieczna ze względu na uciekające zimą z mieszkania ciepło. Z nowymi oknami życie miało wyglądać sielsko, niestety trafił na firmę, której usługi nie sprostały jego oczekiwaniom

Pan Eugeniusz mówi, że za wymianę okna w kuchni zapłacił… 1700zł (!), co – jak na jedno okno – jest trudne do udźwignięcia nie tylko dla emeryta, ale przełknąłby pewnie jakoś tę cenę, gdyby nie fuszerka, której jego zdaniem dokonano. – Najpierw zabrakło im pianki. Poszedłem tam i po jakimś czasie uzupełnili. To było w tym miejscu – mówi pan Eugeniusz pokazując na łączenie prawej części ramy ze ścianą w kuchni. Po paru miesiącach coś jednak dalej nie grało.

– Jak otwierałem okno, to zaczęła się cała rama ruszać. Bałem się tego dotykać. Pojechałem znów rowerem do tego biura, wróciłem i przyjechał pan. Ponawiercał otwory i jak przewiercił to wiertło wpadło w głęboko. Wiercił dalej, zrobił solidnie i trzyma się jak nie wiem, ale co z tego, jak pod spodem pusto – zauważa E. Jakuta.

– Tam brakuje pianki, zabrakło im przy pierwszym montażu. Jak mróz przyjdzie, to mam jego ślady w kuchni od wewnątrz na ramie okna. Jak się zrobi ciepło, to z kolei woda spływa – opowiada mężczyzna.

Pan Eugeniusz zawołał sąsiadów, pokazał jak to wygląda. – Poszedłem znów do tego biura, powiedziałem jak sprawy się mają i że zawołałem sąsiadów na świadków. Powiedział mi ten szef „Po co świadkowie, ja to zrobię, ale jak będzie ciepło, bo zimą nie ma jak” – opowiada dalej nasz rozmówca, który nie zapomniał złożonej przez firmę obietnicy.

Wiosną znów ruszył w nadziei, że w końcu ktoś potraktuje go poważnie. – On mi pokazywał, że ma zapisaną kartkę z moim nazwiskiem i wie. I to się tak ciągnie cztery lata. W tym roku już mało chodziłem, ze… cztery razy tylko byłem – dodaje E. Jakuta.

Ostatnio nerwy panu Eugeniuszowi puściły. W biurze firmy M.P-BUD. przy ul. Wojska Polskiego powiedziano mu ponoć, że to spółdzielnia przy ocieplaniu bloku coś uszkodziła. – A przecież spółdzielnia robiła blok przed tym, jak wymieniałem okna. Co to za człowiek? Obiecał cztery lata, że naprawi i nie naprawił. Wyleciał za mną na chodnik, wystraszyłem się – opowiada pan Eugeniusz.

Kolejną wątpliwość budzi fakt, że jednego dnia pan Eugeniusz zobaczył w telefonie nieodebrane połączenie od wykonawcy. – Jak oddzwoniłem, to powiedział, że dzwonił, bo był u mnie z ekipą i chciał robić okno. Mnie nie było 15 minut. Jak mógł przyjechać nie dzwoniąc wcześniej? Poza tym pytałem sąsiadów, którzy siedzieli w tym czasie na ławce przed blokiem, powiedzieli, że żadnej ekipy nie widzieli – opowiada E. Jakuta.

– Niech Pan Bóg broni takich ludzi, żeby do tego stopnia kłamać – komentuje pan Eugeniusz.

Przedstawiciel firmy podchodzi do sprawy z innej perspektywy. – Ten pan nigdy nie złożył pisemnej oficjalnej reklamacji na montaż okna. Okres reklamacji to dwa lata. Miałem dwóch pracowników przez te 4,5 roku i nie mogę powiedzieć, że ten pan u nich nie był, ale oficjalnie żadne pismo do naszego biura nie wpłynęło. Dodatkowy dybel na prośbę klienta został domontowany. Nasze biuro działa na zasadzie, że przychodzi ktokolwiek z naszych klientów i nie musi pisemnie zgłaszać reklamacji. Jeśli po montażu jest zgłoszenie, nawet nie na piśmie, jeśli coś się klientowi nie podoba, to my to rozwiązujemy w przeciągu trzech dni, nie czekamy. Tym bardziej przez pięć lat. Nie rzucalibyśmy na siebie takiego ciemnego światła. To jest moja praca, mój autorytet – podkreśla Piotr Mlaskawa, właściciel firmy M.P-BUD w Nowej Soli. Co więcej zaznacza, że posiada końcowe protokóły odbioru prac, pod którymi E. Jakuta się podpisał.

O komentarz poprosiliśmy producenta okien, choć do niego pan Eugeniusz nie ma zastrzeżeń, chodzi mu o sposób montażu. Należy podkreślić w tym miejscu, że firma Budvar nie jest stroną w sprawie, o której opowiedział nam pan Eugeniusz. Wypowiedź jej przedstawiciela może jednak być pomocna dla innych kupujących, którzy nie do końca zdają sobie sprawę z praw, obowiązków i możliwości, jakie mają w przypadku, gdy nie są zadowoleni z usług.

– Budvar Centrum Sp. z o.o. nie uchyla się od odpowiedzialności za produkt, jednak w tym przypadku zastrzeżenia konsumenta nie tego dotyczą. Tym bardziej, że żadne zastrzeżenia klienta nie wpłynęły do naszego przedsiębiorstwa – informuje Marek Trzciński, prokurent zarządu firmy Budvar Centrum Sp. z o.o., która, jak dodaje M. Trzciński, dokonuje sprzedaży swoich produktów do kilkuset dystrybutorów na całym świecie (jednym z nich jest właśnie P. Mlaskawa – dop. red.), którzy oferują je swoim klientom, zwykle dokonując u nich także montażu, za który ponoszą odpowiedzialność.

– Podmioty te prowadzą działalność na swój rachunek oraz we własnym imieniu, ponosząc odpowiedzialność za swoją działalność. Odpowiedzialność ta nie jest przenoszona na producenta, jeżeli nie dotyczy wady produktu – podkreśla M. Trzciński.

Dodatkowo zaznacza, że wyroby firmy Budvar powinny być montowane według wytycznych publikowanych na ich stronie. – Wytyczne te są spójne z tymi, jakie zostały opracowane i zalecane do stosowania przez Instytut Techniki Budowlanej. Informacje te są publicznie dostępne, zatem poprawność montażu można bez trudu zweryfikować – informuje M. Trzciński.

Jednocześnie zaznacza, choć na korzystanie z tej rady dla pana Eugeniusza jest już za późno, że w przypadku stwierdzenia przez klienta wady montażu, dysponuje on prawem wynikającym z obowiązujących przepisów, włącznie z prawem dochodzenia swoich słusznych praw przed sądem.

– Aby uniknąć spraw sądowych, klient może także zwrócić się do naszej firmy z wnioskiem o ocenę poprawności wykonania usługi przez sprzedającego, zyskując w ten sposób wsparcie, jeżeli jego przypuszczenia okazałyby się uzasadnione. Nasza firma jest gotowa uczynić tyle, ile jest możliwe, by dopomóc klientowi, działając jednak w ramach obowiązującego prawa i w sposób formalny, szanując podmiotowość konsumenta, ale także firmy dystrybucyjnej – puentuje przedstawiciel Budvaru.

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *