Dobrzy przyjaciele z koszykarskiego parkietu

SPORT W WIEKU ŚREDNIM – Jak wiadomo, w zdrowym ciele zdrowy duch. Dlatego dobrze jest się ruszać, uprawiać jakąś aktywność ruchową: i dla zdrowia, i dla pewnej rywalizacji, i dla integracji w gronie starych znajomych – wylicza zalety uprawiania sportu w wieku średnim i senioralnym nowosolanin Grzegorz Szymalak

Kolejny odcinek naszego cyklu o sporcie w wieku średnim realizowaliśmy na sali „Spożywczaka”, gdzie dwa razy w tygodniu spotykają się pasjonaci koszykówki.

– Zacząłem grać w tę dyscyplinę sportu w szkole średniej. Byłem uczniem technikum ekonomicznego, do którego w większości uczęszczały dziewczyny i nas kilku chłopaków w każdej z klas. Jak było mniej więcej po pięciu na klasę, to można było spokojnie sobie pograć – wspomina Andrzej Łyczka, który ze sportem w każdym wydaniu interesował się od najmłodszych lat. – Nie było dyscypliny, która by mi się nie podobała. Jak tak sobie analizuję moje życie, to najbardziej lubiłem żeglarstwo, narty, snowboard, no i oczywiście koszykówkę, którą najczęściej się uprawiało zimą – dodaje A. Łyczka, który kosza porzucił tylko na okres studiów.

„Jakimś tam mistrzem nie jestem”

– Tu spotykamy się od jakichś 15-12 lat. Niektórzy dochodzą, inni odchodzą z różnych względów, ale generalnie trzon tych 10 -12 ludzi jest ten sam od wielu lat. Gramy po to, żeby utrzymać się w dobrej kondycji, trochę dla zdrowia i dla przyjemności. Traktuję to jako rozrywkę, aktywność sportową, którą lubię i która pozwala mi jednocześnie spotkać się z kolegami – mówi mój pierwszy rozmówca, który podczas treningowych meczów najczęściej występuje na prawym skrzydle.

– Mimo wieku chyba jedną z moich najmocniejszych stron jest szybki atak. Jesteśmy w różnym przedziale wiekowym, ja akurat jestem najstarszy, mam 65 lat. A koledzy mają i 20 mniej ode mnie, ale jakoś sobie trzeba dawać radę… – uśmiecha się A. Łyczka. Przyznaje, że kiedy na trening przyjdzie mało osób, to można z niego wyjść mocno zmęczonym.

– To dyscyplina, która polega na szybkim bieganiu, więc siłą rzeczy trzeba być w dobrej formie i trochę się nabiegać, żeby wygrać. Ważne, żeby za każdym razem pamiętać o solidnej rozgrzewce, bo jest to sport, w którym o kontuzję bardzo łatwo – podkreśla 65-letni koszykarz z zamiłowania.

Jego kolega z boiska, Grzegorz Szymalak, sport uprawiał od dzieciństwa. W młodości ostro trenował lekkoatletykę. – Byłem w klasie sportowej, więc miałem kontakt z wieloma dyscyplinami sportu, także tymi zespołowymi, jak koszykówka – mówi absolwent popularnej zielonogórskiej „siódemki”.

W Nowej Soli w „kosza” z grupą znajomych gra już od ok. 20 lat.

– Jakimś tam mistrzem nie jestem, ale sobie radzę – uśmiecha się G. Szymalak, który wylicza zalety koszykarskich treningów. – Z jednej strony pozwala to utrzymać się w dobrej formie, jak każda inna forma rekreacji ruchowej, a z drugiej strony można się spotkać w gronie znajomych. Czasami po takim treningu idziemy sobie do jakiejś knajpki, żeby porozmawiać. Czyli równie ważny, co aspekt sportowy, jest też ten element integracyjny – mówi nowosolanin, któremu w przyszłym roku stuknie pięćdziesiątka. Oprócz koszykówki uprawia także bieganie, ma m.in. zaliczony start w Półmaratonie Solan, jeździ na rowerze i gra w tenisa. – Jak wiadomo, w zdrowym ciele zdrowy duch. Dlatego dobrze jest się ruszać, uprawiać jakąś aktywność ruchową: i dla zdrowia, i dla pewnej rywalizacji, i dla integracji w gronie starych, dobrych znajomych – podsumowuje rozmowę G. Szymalak

Datę, w której zawiązała się paczka znajomych, którzy jednocześnie polubili koszykówkę, dokładnie pamięta Waldemar Wrześniak. Miało to miejsce w 1991 roku, a więc wspólne granie trwa już dokładnie 26 lat. – Jako ciekawostkę powiem, że na samym początku przychodziły z nami nasze żony i małe dzieci, które kibicowały nam podczas gry – mówi W. Wrześniak.
Ponad 25-letnia historia musiała spowodować, że skład grupy się zmieniał.

– Doszli młodzi, inni odeszli z różnych przyczyn. Jeden z naszych kolegów odszedł do wieczności. Był bardzo poważnie chory, ale mimo to wracał do nas, grał z nami, bo tego potrzebował. Atmosferę, jaka tu panuje, nazwałbym rodzinną. Spotykamy się też poza boiskiem, towarzysko. Raz w roku robimy zakończenie sezonu nad jeziorem. Po prostu jesteśmy przyjaciółmi – nie ma wątpliwości mój rozmówca.

Przygoda z NLK

Okazuje się, że zawodnicy, którzy dziś traktują koszykówkę niemal czysto rekreacyjnie, w przeszłości przez kilka sezonów grali w Nowosolskiej Lidze Koszykówki pod szyldem zespołu Okna-Krawców. – Trochę reklamowaliśmy firmę naszego kolegi Grzegorza Krawcowa. Nigdy nie wygraliśmy tej ligi (śmiech), ale też jakoś nie byliśmy cały czas z tyłu tabeli – wspomina W. Wrześniak. Jego zdaniem tak naprawdę nie chodziło o wygrywanie, ale o fakt rywalizacji z innymi.

– Jak się miało do czynienia ze sportem w młodości, to organizm się domaga tego, żeby znaleźć ujście energii. Jak ktoś trenował, to szuka tego wysiłku także w dalszej części swojego życia. Ja w młodości wyczynowo trenowałem kajakarstwo. Myśmy oprócz pływania dużo biegali. W zimie, w okresie roztrenowania, sporo graliśmy np. w koszykówkę, stąd moje zamiłowanie akurat do tej gry zespołowej – wspomina Wrześniak, który na co dzień, uprawia jeszcze kilka innych dyscyplin, w zależności od pory roku.

– Jak jest lato, jeżdżę na rowerze. Jak jest zima, uprawiam koszykówkę i jeżdżę na nartach, a także trochę pływam – uśmiecha się W. Wrześniak, od trzech starosta nowosolski. Praca w samorządzie wiąże się ze stresem, często niemałym.

– Dlatego w moim konkretnym przypadku takie uprawianie sportu jest dobre, żeby odreagować stres zawodowy. Spędzenie na sali godziny czy dwóch, taki wysiłek fizyczny powoduje, że zapomina się o pracy. Tu wszyscy zapominamy o tym, czym zajmujemy się zawodowo. Za drzwiami tej sali nikt nie mówi do mnie „starosto”, po prostu jesteśmy kolegami z boiska. Taka odskocznia jak sport jest człowiekowi potrzebna. Ja uważam, że oprócz pracy musi być odpowiedni czas poświęcony rodzinie, ale także dobrze mieć swoje hobby – słusznie zauważa mój rozmówca.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media