Scenariusz godny Barei

– Półtora roku mieszkanie należy do mnie i przez cały ten czas regularnie doładowywany był w nim licznik prądu. Nagle przez długi poprzedniego właściciela prąd został odcięty i w żaden sposób nie mogę się dogadać z pracownikami Enei, aby wszystko wróciło do normy – denerwuje się P. Łopatko

Piotr Łopatko już około półtora roku temu na licytacji komorniczej kupił mieszkanie w jednej z kamienic przy ul. Dąbrowskiego w Nowej Soli. Jak mówi, poprzedni właściciele uciekli z miasta, gdy narobili długów niemożliwych do spłacenia.

– Jak to z lokalem komorniczym bywa, dopiero miesiąc od kupna, czyli po uprawomocnieniu się wyroku sądu, mogłem wejść tam do środka. Bez problemów zorganizowałem ponowne podłączenie do mieszkania gazu, poszedłem też do Enei ustalić warunki korzystania z prądu, który nie został odcięty, bo w lokalu wisiał doładowywany licznik. Podejrzewam, że wcześniej był normalny, ale to na nim musiało powstać duże zadłużenie i zmieniono go na licznik na przedpłaty – opowiada pan Piotr.

Mężczyzna próbował wyjaśnić sytuację. Od pracowników Enei usłyszał, że tradycyjny licznik nie może być przepisany na niego, ponieważ w pierwszej kolejności to poprzedni właściciele musieliby złożyć wypowiedzenie. – A jak nie, to powinno być po procesie windykacji. No i co ja mogłem w tym temacie zrobić? Przecież nie będę na własną rękę szukał poprzednich właścicieli.

Na tym się moje rozmowy z Eneą skończyły. Z ich strony żadnych sugestii nie było, więc do października tego roku doładowywałem licznik na przedpłaty, aż trzy tygodnie temu niespodziewanie odcięto mieszkanie od prądu… – mówi P. Łopatko.

Nowosolanin poszedł do siedziby operatora energii. Polecono mu napisanie krótkiego podania, w którym miał poprosić o ściągnięcie starego licznika. Minęły dwa tygodnie i w skrzynce pan Piotr znalazł pismo z Enei.

– Przysłali mi pismo kompletnie nie na temat, niezwiązane z moją prośbą, o tym, że oni nie są zobowiązani do udzielania mi żadnych informacji. Poirytowany wróciłem do Enei. Chciałem dla świętego spokoju uregulować nie moje zadłużenie, ale nie było takiej możliwości. Tym razem kazali mi wypełnić druk zawarcia umowy z Eneą i powiedzieli, że za dwa, trzy dni wszystko wróci do normy.

Minął od tamtego momentu tydzień. Nic się nie wydarzyło. W mieszkaniu trzy tygodnie nie ma już prądu – relacjonuje nasz Czytelnik, którego zdaniem życie napisało absurdalny scenariusz godny kultowych komedii Barei.

– W siedzibie Enei nie ma z kim rozmawiać. Rok temu nie powiedzieli nic, teraz co wizyta to inne pisma każą mi składać, a i tak wszystko stoi w miejscu. Zero życzliwości i autentycznej pomocy. Nie mam wobec nich długów, płaciłem i chcę płacić, a rzucają kłody pod nogi – denerwuje się pan Piotr.

– Rozmawiałem z prawnikiem, który stwierdził, że równie dobrze mógłbym złożyć w prokuraturze doniesienie o narażeniu zdrowia i życia. Ocenił też, że widocznie na tym starym liczniku zaraz dojdzie do przedawnienia długu i dlatego teraz się obudzili i odcięli prąd. Szkoda tylko, że to się odbywa moim kosztem – dodaje P. Łopatko.

Jeszcze w poniedziałek, dzień przed wydaniem gazety, byliśmy w kontakcie z rzecznikiem prasowym Enei, który zapewniał, że odpowiedź na zarzuty jest gotowa i będzie lada moment wysłana. Nieoficjalnie, przez telefon, przedstawiciel firmy wyjaśniał, że windykację wobec poprzedniego właściciela Enea wszczęłaby szybciej, ale nie zrobiono tego przez doładowania licznika, których dokonywał pan Piotr.

Na czym to dokładnie polega i kiedy nasz Czytelnik może się spodziewać przyłączenia prądu? Tego już się nie dowiedzieliśmy, bo obiecana odpowiedź nie została wysłana. Jak tylko dotrze, to do tematu wrócimy.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media