Dlaczego mąż nauczycielki chwycił za ucznia?

– Za przyzwoleniem nauczycielki uczeń klasy IV został uderzony przez obcego mężczyznę, który wszedł do klasy w czasie lekcji – zaalarmowała nas Czytelniczka zaniepokojona sytuacją ze Szkoły Podstawowej numer 8. – To nie był atak, w desperacji, po miesiącu nękania przez ucznia, poprosiłam męża o pomoc… – odpowiada nauczycielka

O zdarzeniu z wtorku 28 listopada zostaliśmy poinformowani anonimowym mailem. Autorka wiadomości zdradziła tylko, że jest osobą blisko związaną z pracownikiem Szkoły Podstawowej numer 8 i w związku z tym nie ujawni swoich danych.

Nauczycielka na to pozwoliła

– Do sali, w której odbywała się lekcja matematyki, przyszedł mąż nauczycielki i za jej przyzwoleniem zastraszył jednego z uczniów. Uderzył go zeszytem w głowę, wykręcił ręce, ścisnął za szyję. Dziecko zostało upokorzone, naruszono jego nietykalność cielesną. Nauczycielka była przy tym i w żaden sposób nie zareagowała – czytamy w relacji.
– Nie tylko chłopiec, który bezpośrednio odczuł napaść mężczyzny, był przestraszony. Inne dzieci również wyraźnie się bały – pisze dalej autorka anonimu.

O zajściu dowiedział się dyrektor szkoły i wychowawczyni klasy. Matematyczka miała przeprosić uczniów, a dyrektor zobowiązać się do poinformowania o wszystkim prokuratury i oświatowe kolegium dyscyplinarne. – Niestety, na obietnicach się skończyło. Nauczycielkę odsunięto od prowadzenia lekcji matematyki w tej klasie, ale nadal pracuje ona w szkole. Moją intencją nie jest wywołanie skandalu, ale jestem matką i nie mogę spokojnie patrzeć, jak dzieciom dzieje się krzywda i to ze strony osób, które powinny być szczególnie wrażliwe na krzywdę dzieci – pisze Czytelniczka.

Uderzył ucznia zeszytem

Dyrektor szkoły Bogdan Mikulski potwierdza. Faktycznie we wtorek 28 listopada doszło w placówce do niedopuszczalnego incydentu. – Mniej więcej w połowie lekcji jedna z nauczycielek przyszła do mnie z informacją, że uczeń klasy IV opuścił klasę i dziwnie zachowuje się na korytarzu. Poszliśmy tam razem z panią wicedyrektor. Chłopak był wyraźnie w stanie podekscytowania, obok niego stała wychowawczyni oraz obcy mężczyzna, którego roli w tym wszystkim w tym momencie jeszcze nie znałem – opowiada dyrektor.

– Usłyszałem, że uczeń, który nota bene znany jest ze sprawiania problemów wychowawczych, tym razem również źle zachowywał się na lekcji. Ciąg dalszy zdarzeń, to już tylko moje domniemywanie na podstawie tego, czego dowiedziałem się potem. Prawdopodobnie było tak, że nauczycielka matematyki telefonicznie zwróciła się do swojego męża o pomoc. Ten wszedł do klasy, usiadł obok ucznia i próbował go dyscyplinować, m.in. chwycił go za szyję, uderzył zeszytem. Inne dzieci się wystraszyły i mężczyzna wyszedł z sali – mówi dalej B. Mikulski.
Po zakończeniu lekcji dyrektor poszedł wyjaśnić sprawę z nauczycielką. Jak relacjonuje, matematyczka nie miała w tej sytuacji żadnych argumentów, które wyjaśniłyby jej zachowanie. Ona sama też nie próbowała się wybielać, przyznała, że popełniła kardynalny błąd, że bardzo źle zareagowała. – Powiedziałem, że musi wyjść do uczniów, uspokoić ich i przeprosić, bo przeżyli coś traumatycznego. Tak zrobiła, natomiast popełniła kolejny błąd zwracając się do dzieci, żeby to zdarzenie pozostało ich tajemnicą – relacjonuje B. Mikulski.
Jeszcze tego samego dnia odbyło się spotkanie z rodzicami klasy. Nie było na nim matematyczki, a tylko dyrektor i wychowawczyni. – Obyło się bez nerwów. Padły rzeczowe argumenty, zadeklarowałem rodzicom, że podejmę wszystkie kroki prawne związane zarówno z nauczycielką, jak i jej mężem. Poprosiłem rodziców o spisanie precyzyjnie tego, co dzieci mówią o tej sytuacji. Zwrotne informacje dotarły do mnie za dwa dni, a ich rzetelna analiza zajęła kilka kolejnych. W środę 6 grudnia mogłem już podjąć konkretne kroki, dlatego bzdurą jest pisanie w anonimach, że szkoła próbuje zamieść coś pod dywan i nic nie robi w tym temacie – mówi były dyrektor Gimnazjum numer 3, a od września głowa „ósemki”.

Dotąd wyłącznie nagradzana

W środę od dyrekcji o zdarzeniu dowiedział się wizytator z kuratorium. Również tego dnia B. Mikulski, zgodnie z ustaleniami z matką poszkodowanego ucznia, złożył wobec męża matematyczki zawiadomienie na policję.

– Nie ma wątpliwości, że dzieciom stała się krzywda, dlatego jeszcze we wtorek 28 listopada, nie czekając na żadne wyjaśnienia, podjąłem decyzję o odsunięciu matematyczki od zajęć z tą klasą. Niczego nie zbagatelizowaliśmy, a zwyczajnie nie można było sprawy zamknąć w dzień czy dwa. O tym, czy zebrany materiał dowodowy zostanie przekazany prokuraturze, zdecydują policjanci, bo to nie jest rolą szkoły – podkreśla B. Mikulski.

O dalszych losach przebywającej aktualnie na zwolnieniu lekarskim nauczycielki zdecyduje Rzecznik Dyscypliny dla Nauczycieli, czyli jednostka działająca przy wojewodzie. To od niego będzie zależeć, czy wdrożone zostanie postępowanie dyscyplinarne, czy sprawa będzie umorzona.

– Doszło do sytuacji, której nigdy nie powinno być, natomiast uważam, że szkoła załatwiła to adekwatnie do zdarzenia. Podobnie jak odsunięta nauczycielka mam kilkadziesiąt lat pracy w szkolnictwie i jestem wstrząśnięty tym, co się stało – mówi B. Mikulski. – To osoba, która była u mnie wyłącznie nagradzana. Odbierała nagrody od prezydenta, kuratorium, od siedmiu lat co roku odbiera tytuł dla najlepszego nauczyciela przedsiębiorczości w województwie lubuskim. Po wielu latach pracy ze starszymi uczniami musiała przestawić się na młodszych, a do nich potrzeba innego podejścia – dodaje dyrektor.

Matka liczy na ukaranie

Udało nam się dotrzeć do pani Katarzyny, mamy Maksa, o którym wyżej mowa. Kobieta nie ukrywa, że jej syn potrafi sprawiać problemy wychowawcze.

– Maks jest nadpobudliwy, ale to dlatego, że dotychczasowe dzieciństwo miał trudne. Z panią od matematyki od początku się nie dogadywał. Zauważyłam, że jak miał mieć z nią lekcje, to nie chciał iść do szkoły, aż w końcu zdarzyła się ta sytuacja z wtorku 28 listopada – opisuje kobieta.

– Mąż nauczycielki przyszedł na lekcje, usiadł obok Maksa i zaczął się nad nim znęcać wykręcając mu ręce, podduszając go i uderzając zeszytem w głowę. Maks zaczął krzyczeć i mężczyzna trzymając go za szyję wyprowadził go z sali. Inna z nauczycielek odprowadziła syna do wychowawczyni. Maks bardzo przeżył tę napaść. Jeszcze budzi się po nocach. Cieszę się, że nauczycielka została odsunięta od klasy. Mam nadzieję, że jej mąż również szybko odpowie za to, co zrobił – dodaje pani Katarzyna.

Kopał, wrzeszczał, rzucał krzesłami…

W poniedziałek, niedługo przed wydaniem numeru, udało nam się porozmawiać z nauczycielką. Kobieta opowiedziała o tym, co doprowadziło do sytuacji z 28 listopada.

– Wszystko zaczęło się w połowie października, a każde zdarzenie jest odnotowane w Librusie. Maks utrudniał prowadzenie lekcji: głośno rozmawiał, śpiewał, piszczał, miauczał. Gdy po wielu „bezetkach” (BZ – brak zadania domowego, dop. red.) 7 listopada dostał jedynkę za brak zadania domowego, uderzył kilka razy głową w ławkę, wyzwał koleżankę, przewrócił stolik i rzucał krzesłami. Bałam się o inne dzieci, wezwałam panią pedagog, która zabrała ucznia z klasy, ale po powrocie nadal skakał po krześle – opowiada matematyczka.

O wszystkim dowiedział się dyrektor i wychowawczyni. Na każdej kolejnej lekcji matematyki Maks zachowywał się fatalnie. 14 listopada, gdy nauczycielka szykowała się do wyjścia na wycieczkę z członkami koła przedsiębiorczości, uderzył pięścią w parapet i zażądał zabrania go ze sobą. – Nie chciał opuścić klasy. Najpierw pomagało mi dwóch innych chłopców, wreszcie zrobił to jeden z wuefistów. Potem konsultowałam się z panią pedagog i poradnią psychologiczną. 21 listopada znów przesuwał ławki. Zadzwoniłam do jego mamy, ale się tym nie przejął. Wytrącił mi z rąk podręcznik, a gdy go złapałam, zaczął mnie z całych sił kopać po nogach. Inne dzieci się wystraszyły, pobiegły po pomoc do innej nauczycielki. Pojawiła się wicedyrektorka i mama Maksa. Byłam roztrzęsiona, bo pierwszy raz w życiu pobił mnie uczeń i musiał skorzystać z pomocy pielęgniarki. Dodam, że miałam zakrzepicę nóg i jestem przed kolejną operacją – mówi nauczycielka.

Kolejne dni wyglądały podobnie. Maks rzucał kartkówką po ścianie, bawił się głośno maskotkami, biegał po biegał po dachach garaży i rzucał kamieniami, na lekcjach śpiewał, gwizdał, bawił się klockami. – Nie dawałam już rady. Szukałam pomocy u pań z pomocy społecznej. We wtorek 28 listopada przypadek sprawił, że mąż przyszedł oddać mi klucze do samochodu. Weszłam na lekcję, uczeń zaczął rzucać książką i zeszytem. W desperacji zadzwoniłam do męża i poprosiłam go, jako pedagoga i spokojnego człowieka, żeby usiadł obok niego i może się uspokoi. Mąż wrócił, usiadł obok Maksa, grzecznie go prosił, ale ten nic sobie z tego nie robił. Gdy zamierzał przewrócić stół, mąż pacnął go zeszytem, a w końcu wyprowadził. Nie znęcał się nad nim, nie dusił go, absolutnie – przekonuje kobieta.

– Ponad miesiąc Maks mnie nękał i praktycznie od nikogo nie miałam większej pomocy. Obawiałam się o inne dzieci. Rozmawiałam na posiedzeniu zespołu z innymi nauczycielami. Prawie wszyscy mówią, że u nich się nic nie dzieje, ale przydałby się nauczyciel wspomagający. Wygląda na to, że jako jedyna mam problem z tym uczniem… – kończy matematyczka.

Artur Lawrenc

Tel. 508 100 130 at a.lawrenc@tygodnikkrag.pl
Aktualności, oświata
Artur Lawrenc

Latest posts by Artur Lawrenc (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *