Bal z Nordem w sądzie

Mateusz Bal, były pracownik Norda, który został zwolniony dyscyplinarnie, pozwał swojego byłego pracodawcę. – Uważam, że dyscyplinarka to zbyt duża sankcja w stosunku do mojego przewinienia – powiedział przed sądem pracy

– Z Nordem byłem związany od 2014 roku. Wtedy dostałem pierwszą umowę na dwa lata, potem kolejną na dwa i ostatnią, której już nie wypełnię, na kolejne 2,5 roku. W listopadzie 2018 roku miałem dostać umowę na stałe, tymczasem w styczniu zwolniono mnie dyscyplinarnie – mówi Mateusz Bal.Dyscyplinarkę dostał w związku z incydentem, do jakiego doszło 28 grudnia 2017 o godz. 21.43. Były już pracownik Norda podszedł do automatu z produktami spożywczymi, który jest zlokalizowany na dziale montażu. Potrząsnął nim kilkukrotnie, co spowodowało, że z maszyny wypadły dwa napoje. Bal zabrał je i wyszedł.

– Sytuacja wyglądała tak, że wcześniej wrzuciłem do maszyny monetę o wartości 2 zł, bo chciałem wypić energetyka. Ale maszyna mi go nie wydała. Wkurzyłem się, bo po raz kolejny zjadła mi dwójkę. To nie było pierwszy raz, zresztą zgłaszaliśmy to i kończyło się na niczym. Więc podszedłem do maszyny i potrząsając spowodowałem, że te napoje wypadły. Zabrałem je i wyszedłem. Potem od kierownika usłyszałem, że to była kradzież. Kradzież za 4 zł? Musiałbym na głowę upaść, żeby to zrobić – kręci głową z niedowierzaniem Bal, który za to został zwolniony dyscyplinarnie.

W uzasadnieniu do rozwiązania umowy bez okresu wypowiedzenia czytam: „Pana nagannemu zachowaniu przyglądali się inni pracownicy zakładu, nie ukrywał pan również zadowolenia, które podyktowane było kradzieżą produktów. Pana zachowanie ma demoralizujący wpływ na innych pracowników, którzy byli przypadkowymi świadkami opisywanego zajścia” – czytam w piśmie podpisanym przez Agnieszkę Tront-Stefańczuk, dyrektorkę ds. finansów i administracji nowosolskiego Norda.

Zarząd zarzucił byłemu już pracownikowi nie tylko naruszenie podstawowych praw pracowniczych, ale także złamanie obowiązujących zasad współżycia społecznego. „Pracodawca nie może tolerować jakiejkolwiek kradzieży, która odbywa się na terenie zakładu pracy. Pana zachowanie w sposób drastyczny naruszyło zasady współżycia społecznego” – czytam w uzasadnieniu dyscyplinarki, z którym Bal się nie zgadza i sprawę wniósł do sądu pracy.

Ugody nie było

W zeszłą środę w wydziale pracy nowosolskiego Sądu Rejonowego zostały przeprowadzone tzw. czynności wyjaśniające, które poprowadził sędzia Andrzej Bogucki. – Pana pozew ma braki formalne, bo dochodzi pan roszczeń majątkowych, a nie jest określona ich wysokość, dlatego sąd wyznaczył czynności wyjaśniające – powiedział sędzia Bogucki, po czym przeszedł do zadawania pytań.
– Co pan aktualnie robi? – zapytał sąd.

M. Bal: – Nie pracuję. Poszukuję pracy, ale nie zarejestrowałem się jako bezrobotny, ponieważ najprawdopodobniej w kwietniu wyjeżdżam do Anglii. Moja żona też nie pracuje. Wraz z dzieckiem pozostawała na moim utrzymaniu.

– Z czego utrzymujecie się od stycznia? – dopytał sąd.
– Moja teściowa, która mieszka w Belgii, mi pomaga, moja mama, która jest w Anglii, też nas wspiera. Nie mogę znaleźć pracy, byłem na czterech rozmowach. Ale niestety, po dyscyplinarnym zwolnieniu, z tego co widzę, pracodawcy chyba nie chcą zatrudniać – stwierdził były pracownik Norda.

– Czy pan neguje fakt, że w tę szafkę uderzył? – dopytywał o grudniowy incydent sędzia Bogucki.
– Nie neguję, ale jednocześnie uważam, że dyscyplinarne zwolnienie to zbyt duża sankcja w stosunku do mojego przewinienia – odpowiedział M. Bal, który wcześniej, jeszcze przed czynnościami wyjaśniającymi, złożył pisemny wniosek do sądu o ustanowienie pełnomocnika z urzędu.

W dalszej części sędzia poddał stronom pod rozwagę możliwość zawarcia ugody.

– W sprawach zakresu prawa pracy istnieje możliwość nieprowadzenia postępowania w celu wydania wyroku, tylko zawarcia przez strony porozumienia. Takie porozumienie mogłoby polegać np. na tym, że nie dostanie pan odszkodowania, którego pan się domaga, ale pracodawca cofnie panu dyscyplinarkę i zmieni panu sposób rozwiązania umowy. Tak to mogłoby wyglądać. Ugoda może polegać także na czymś innym, ale sąd mówi, jakie ugody są najczęściej zawierane w tego typu sprawach. To zależy od woli obu stron – wytłumaczył istotę tzw. czynności wyjaśniających sędzia Bogucki.

M. Bal nie chciał podjąć decyzji bez pełnomocnika. – Chciałbym poczekać na adwokata z urzędu, żeby z nim porozmawiać oraz najprawdopodobniej zmodyfikować złożony wcześniej pozew – powiedział Bal, co oznaczało, że nie przystanie na porozumienie z byłym pracodawcą.

Firmę Nord przed sądem reprezentowała adwokat Katarzyna Drewniak-Szarata z Kancelarii Adwokatów i Radców prawnych Baczańska, Szarata Spółka Partnerska. – Przyjechałam tutaj z taką myślą, że jesteśmy się w stanie z powodem porozumieć. Są okoliczności, na które pracodawca czeka. Miał wiadomość, że pan wystąpi z takim powództwem i dlatego też nie składał żadnych zawiadomień o naruszeniu mienia, czego zresztą pan nie kwestionuje. Nie widzę przeszkód, żeby z panem się porozumieć, nawet rozstać się za porozumieniem stron. Natomiast na pewno pracodawca się nie zgodzi na wypłatę jakiegokolwiek odszkodowania, bo ma to dla pana stanowić pewnego rodzaju nauczkę. Ale z uwagi na to, że pan napisał w pozwie, że ma pan dzieci na utrzymaniu, a był pan długoletnim pracownikiem i że nie może pan znaleźć pracy ze względu ma świadectwo pracy z wpisem dyscyplinarnym, mogłaby zostać zawarta ugoda – powiedziała rozczarowana brakiem możliwości porozumienia mecenaska.

Ale M. Bal nie chciał porozumienia i na koniec stwierdził: – W tej firmie dzieje się źle, nikt nie chce o tym mówić, a ja milczeć o tym nie zamierzam.

Nie ma jeszcze terminu pierwszej rozprawy, Bal czeka na wyznaczenie mu pełnomocnika z urzędu.

„Mateusz, troszkę ciszej”

Co miał na myśli mówiąc, że w firmie dzieje się źle? – Pracowałem na samym początku tylko jako pakowacz. Dość szybko zacząłem awansować, w przeciągu dwóch lat byłem na podwyżce cztery czy pięć razy. Jak otwarto nową halę, skierowano mnie do pracy na tzw. podwieszanie, gdzie trzeba mieć duże pojęcie o napędach, co tylko utwierdziło mnie, że pracodawca jest ze mnie zadowolony. Ja naprawdę chciałem w tej firmie dojść do czegoś, chodziłem na zebrania, udzielałem się, bo mi na tej firmie zależało – opowiada o swojej pozycji w firmie Bal.

Nie ukrywa, że miał pewne nieporozumienia ze swoim kierownikiem. Powód? – Ze względu na mój donośny głos – odpowiada M. Bal. – Moja żona nawet mówi, żebym czasami w domu mówił ciszej. Ale nie umiem, nie potrafię inaczej, po prostu jestem głośny. Na lakierni, jak chodziły maszyny, a nie pracowałem w stoperach, to darłem się bardzo głośno. Kierownikowi to przeszkadzało. Mówił, że wszędzie, gdzie pójdzie, słyszy Bala. Za każdym razem podchodził i mówił:. „Mateusz, troszkę ciszej” – opowiada o swoich relacjach z kierownikiem. Ten, jego zdaniem, chciał go odstrzelić z pracy.

– Ja wiem, że kierownik nie trawił mojej osoby. Na zebraniu mówiłem, że trzeba docenić tych, którzy są w firmie od dawna. Przychodzący nowi pracownicy dostawali podobną stawkę co ja. Ale np. był też pracownik, który pracował dłużej niż ja, bodajże sześć lat, a był zaszeregowany płacowo cztery stopnie niżej ode mnie, gdzie naprawdę swoimi umiejętnościami, pojęciem o napędach, przewyższał innych. I ja o tym mówiłem na zebraniach, na które chodziłem jako zastępca koordynatora. Miałem na pewne sprawy inne spojrzenie od kierownika i dochodziło między nami do zgrzytów. Ale ja mówiłem, co w firmie działa źle, myśląc o dobru zakładu, a nie bo tak mi się podoba. Ale widocznie ludzie mówiący jak jest, nie są w cenie – denerwuje się Bal.

O ocenę jego pracy poprosiłem zarząd firmy Nord. Do redakcji przyszła następująca odpowiedź: „Pan Mateusz Bal pod względem zawodowym był pracownikiem przeciętnym, niewyróżniającym się w żaden sposób, aczkolwiek miał wyraźny problem z przestrzeganiem dyscypliny pracy, co doprowadziło w konsekwencji do rozwiązania z nim umowy o pracę. W trakcie całego zatrudnienia bardzo często pojawiały się problemy związane z nagannym zachowaniem pracownika i dyscypliną czasu pracy. Z Panem Balem przeprowadzane były liczne rozmowy dyscyplinujące – zarówno ustne, jak i pisemne. Pracownik znacząco nadużywał wulgaryzmów na stanowisku pracy, niejednokrotnie zwracał się do innych w sposób wulgarny. Dla NORD ważne jest, aby pracownicy odnosili się do siebie z szacunkiem, nie stosowali wulgaryzmów, ale również by wykazywali poszanowanie dla mienia pracodawcy bądź udostępnionego w obiekcie pracodawcy”.
M. Bal, z którym się skontaktowałem, ze spokojem odpowiada: – Nie zgadzam się z tym, że byłem przeciętnym i niewyróżniającym się pracownikiem. Słowo „przeciętny” tak naprawdę nic nie mówi. Wiem, że firma się broni, ale wystarczyłoby porozmawiać z moimi koordynatorami i liderami, którzy byli ze mną codziennie przez osiem godzin pracy i wiem, że ta ocena byłaby dobra.

Niepełne nagranie

Na koniec wróćmy do feralnej maszyny, którą miał potrząsnąć były już pracownik Norda. Zapytałem władze spółki, czy wiedziały, że maszyna miała wciągać pieniądze?

W Nordzie mówią, że dział zakupów, który odpowiada za automaty na terenie firmy, tu cytat „ani razu nie otrzymał zgłoszenia odnośnie maszyny, która znajduje się na terenie działu montażu”.

Dalej w odpowiedzi władze spółki odpisały: „Dodatkowo na każdym automacie wywieszony jest numer telefonu właściciela i w przypadku problemów z automatem należy się z nim kontaktować. Właściciel automatów mieszka niespełna kilometr od NORD. Za każdym razem, gdy pojawiały się problemy, to niezwłocznie przyjeżdżał i oddawał monety. Proszę zauważyć jeszcze bardzo ważną rzecz. Potrząsanie automatem w celu kradzieży produktów powoduje, że kolejna osoba, która będzie chciała zakupić jakikolwiek produkt, narażona jest na jego brak, ponieważ już wcześniej produkt spadł z rolki podawczej, co powoduje, że wrzuci monetę i produktu nie otrzyma. Dodatkowo potrząsanie automatem powoduje wymieszanie się monet, czego efektem jest źle wydawana reszta, czyli niektórzy otrzymają za dużo, a inni za mało. Kradzież poprzez potrząsanie to nie tylko kradzież mienia właściciela automatu, ale również działanie na szkodę innych użytkowników automatu – tak w formie pisemnej do incydentu z maszyną odniósł się zarząd spółki.

Wróćmy także do minutowego nagrania przedstawionego przez Norda przed sądem jako dowód w sprawie. Na filmiku widać, jak były już pracownik Norda podchodzi do maszyny, potrząsa nią, po czym wypadają z niej napoje. Ale nie widać nic więcej.

– Co wydarzyło się wcześniej, czego nie ma na tym nagraniu? Czy pracownik, tak jak twierdzi, wrzucił monetę, czekał na wydanie napoju bezskutecznie, czego konsekwencją była jego reakcja? – zapytałem w Nordzie.

Władze spółki przekonują, że posiadają dłuższe nagranie niż to, które było przedstawione jako dowód w Sądzie Pracy.
„Z nagrania wynika, że pracownik nie podchodził wcześniej do maszyny, nie wrzucał monety. Właściwą reakcją na potencjalne problemy z automatem jest połączenie telefoniczne z umieszczonym na automacie numerem serwisowym, nie zaś jego dewastacja po dłuższym upływie czasu. Nagranie zostanie przedstawione jako dowód w Sądzie Pracy” – informuje kierownictwo Norda.

– Czy będzie można je zobaczyć? – dopytałem.

– W tym tygodniu dostanie pan odpowiedź.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *