Ewa Sabat: System działa sprawnie

– Nawet jeżeli w sąsiedztwie szpitala dojdzie do jakiegoś zdarzenia i ktoś wbiegnie na izbę krzycząc, że potrzebna karetka, to ona nie wyjedzie. Nie ma takiej opcji, żeby zespół wyjechał bez dyspozycji Gorzowa. Co więcej, nie można wzywać karetki na Zatorze czy KPRB, bo tych miejsc na mapach nie ma – podsumowuje po pół roku funkcjonowania Centralnej Dyspozytorni dr Ewa Sabat, zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Nowej Soli

W ostatnim czasie pojawiły się doniesienia o kłopocie z dojazdem karetek pogotowia do potrzebujących. Do redakcji „Tygodnika Krąg” zgłosiła się nowosolanka, która opowiedziała o tym, że na wezwanie przyjechała karetka zielonogórska. – Gdzie w tym czasie była nasza karetka, dlaczego nie odpowiedziała na wezwanie? – dopytywała kobieta. Podobną sytuację opisywała inna nasza Czytelniczka. – Na wezwanie przyjechała żagańska karetka, nie wiedziałam, co się dzieje, myślałam, że pomyliłam numery – dziwiła się.

Anna Karasiewicz: Od sierpnia nowosolski szpital został włączony do systemu Centralnej Dyspozytorni w Gorzowie Wielkopolskim. Tym samym nie działa już dyspozytornia w naszym mieście, a telefon odbiera Gorzów. Proszę nam opowiedzieć, jak to dokładnie działa, bo mieszkańcy czują się zaniepokojeni.

Dr Ewa Sabat: Działanie systemu opiera się na ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Do początku ubiegłego roku każde pogotowie w kraju miało własną dyspozytornię. Zgodnie z nowym systemem ich obowiązki sukcesywnie przejmowały centralne dyspozytornie, powstały w każdym z województw, czyli centra powiadamiania ratunkowego 112.

Nasze zostało utworzone w Gorzowie Wielkopolskim. Wprowadzono do niego pojedyncze pogotowia, podłączając tym samym pod wspólny system. Nowa Sól została włączona w sierpniu. Od tego momentu wszystkie zgłoszenia są odbierane w Gorzowie. Telefonu nie odbiera dyspozytor w Nowej Soli, ale w Centralnej Dyspozytorni.

Budzi to niepokój wśród pacjentów. Docierają do nas sygnały, że ludzie nie do końca rozumieją, jak to działa. Tymczasem jest tak, że Centralna Dyspozytornia w Gorzowie widzi wszystkie karetki lubuskie i dysponuje nimi, wysyła do miejsca zdarzenia najbliższą. Może się zdarzyć tak, że w sytuacji, gdy nowosolskie karetki są na wyjeździe, jedna na przykład w gminie Kolsko, druga w Kożuchowie, a wypadek miał miejsce w Niedoradzu – wtedy dyspozytor wysyła karetkę, która jest najbliżej miejsca zdarzenia. Dlatego może to być karetka zielonogórska lub inna, która znajduje się w najbliższej okolicy. W tej sytuacji nie ma co się dziwić, że do wypadku na S3 przyjedzie karetka z Żagania czy Zielonej Góry, a nie z Nowej Soli.

To nie znaczy, że nasze stoją wtedy w bazie, a ratownicy bezczynnie siedzą. Taka sytuacja jest zawsze podyktowana względami szybkiego dotarcia. Dyspozycje w tej sprawie wydaje Gorzów. Tam zapada decyzja, która karetka ma pojechać na miejsce. My, jako szpital, jesteśmy dysponentami karetek, zapewniamy obsługę lekarską, ratowników medycznych, ale ich nie wysyłamy.

Czy zdarza się, że ludzie, chcąc obejść centralną dyspozytornię, dzwonią po karetkę na numer stacjonarny szpitala – inny niż 112 lub 999?
Nie ma takiej możliwości. Nie może być tak, że ktoś zadzwoni na jakiś numer – np. na centralną izbę przyjęć – i karetka wyjedzie. Nie wyjedzie, bo nie może.

Nawet jeżeli w sąsiedztwie szpitala dojdzie do jakiegoś zdarzenia i ktoś wbiegnie na izbę krzycząc, że potrzebna karetka, to ona nie wyjedzie. Nie ma takiej opcji, żeby zespół wyjechał bez dyspozycji Gorzowa. Każda karetka jest zarejestrowana w Centralnej Dyspozytorni i jest monitorowana. Ratownicy i lekarze pogotowia mają GPS. Dyspozytor stale widzi, gdzie jest pojazd i dyżurujący personel.

Od kiedy działa Centralna Dyspozytornia, nasze karetki wyjeżdżają poza wcześniejszy rejon działania. Kto w tej sytuacji przyjedzie do nas, gdy nasze karetki będą w terenie?

Zdarza się, że nowosolska karetka jest dysponowana poza teren wcześniejszego rejonu. Jednak to działa w dwie strony. Zdarzają się sytuacje, że rzeczywiście nasze karetki są w terenie i przez krótki moment miasto nie ma ani jednej. W takiej sytuacji na wezwanie przyjedzie inna, najbliższa karetka z Zielonej Góry, Żagania czy ze Wschowy.

Raz była sytuacja, że nasza została zadysponowana pod Zieloną Górę, bo tamtejsza nie mogła. W międzyczasie się zwolniła i dyspozytornia cofnęła naszą i przekazała sygnał do zielonogórskiej. System ma za zadanie zabezpieczać cały obszar i zadbać, żeby do potrzebującego dojechała najbliżej znajdująca się karetka.

Jak do tej pory działa to sprawnie i nie było przypadku, że karetka gdzieś nie dojechała. Może się zdarzyć, że trzeba chwilę dłużej poczekać, bo była na wyjeździe. Informację o wypadku dostają wszystkie służby: ratownicy medyczni i straż pożarna. W takich sytuacjach pierwsza, jaka dotrze na miejsce, ma obowiązek zająć się rannymi. Niezależnie od tego, z jakiego szpitala przyjechała karetka, zabiera pacjenta do najbliższego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Zielonogórska nie wiezie do Zielonej Góry, tylko do Nowej Soli – i odwrotnie.

Czy zdarzyły się sytuacje, w których dyspozytor w Gorzowie nie wysłał karetki, a była potrzebna?

Dyspozytor po zebraniu wywiadu może zasugerować, że nie jest potrzebna karetka, ale porada u lekarza Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Wtedy przekierowuje połączenie do lekarza nocnej i świątecznej Podstawowej Opieki Zdrowotnej, a ten zbiera wywiad i przyjmuje wizytę lub zleca przyjazd pacjenta do gabinetu nocnej i świątecznej.

Czasami jednak może dojść do sytuacji, w której lekarz uznaje, że konieczna jest karetka i prosi rodzinę o ponowny kontakt z Centralną Dyspozytornią. Ważne jest, żeby dyspozytorowi w Gorzowie dobrze podawać adres, pod który ma pojechać karetka. Nowosolskim dyspozytorom można było powiedzieć: „Z głównej w Lubieszowie w prawo za krzyżem albo koło sklepu”. Teraz tak się nie da. Nie można mówić, że „na Zatorzu czy KPRB w Nowej Soli”. Takich miejsc nie ma na mapach. Dyspozytor w Gorzowie musi mieć dokładny adres.

W drugim ruchu przekazuje go na tablet do konkretnej załogi pogotowia. Każdy kierownik zespołu ratownictwa ma zawsze tablet przy sobie. Wezwanie jest komunikowane bardzo głośnym sygnałem dźwiękowym. Od razu wyświetla się adres i informacja, do czego jest wezwanie. Jeżeli jest nadany kod pierwszy, karetka wyjeżdża na sygnale. Czas dojazdu karetki w mieście powinien wynieść do 15 minut, a poza miastem do 20 minut. W rzeczywistości może być różnie. Przykładów jest wiele, choćby: karetki są na wyjeździe i potrzebują dotrzeć, po drodze był mostek, którego nie widział GPS, czy doszło do utrudnienia w ruchu ze względu na roboty drogowe. Na to jednak dyspozytornia nie ma wpływu.

Anna Karasiewicz

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *