Wspomnienia z pamiętników trenera Bronka

Przez lata były ukryte w specjalnej szufladzie. Są wspomnieniem ludzi z minionych czasów, tamtych emocji i młodzieńczej beztroski. Niezwykłe pamiętniki sprzed kilkudziesięciu lat odkrył przed nami trener Bronisław Maly

– Zobaczcie, to pamiętnik z lat 70. Przyniosłem go, żebyście zobaczyli, jak kiedyś pracowało się z młodzieżą. Ferie, popołudnia i weekendy nie były problemem. Lubiliśmy pracę z dziećmi i stale wymyślaliśmy dla nich pozalekcyjne zajęcia – mówi Bronisław Maly, trener piłki ręcznej i radny miejski, pokazując swoim kolegom z rady stary pamiętnik. Działo się to tuż przed rozpoczęciem komisji gospodarczej w firmie IdeaPro. Radni, lekko zaskoczeni, wzięli do rąk pamiętnik i przeglądali go kartka po kartce. Z każdą minutą coraz bardziej zachwyceni wypełnioną książeczką. – Chciałem tylko pokazać, jak przed laty pracowało się z dziećmi – tłumaczył B. Maly, który był zaskoczony tak dużym zainteresowaniem pamiętnikiem.

Wklejone w zeszyt zdjęcia przedstawiały sportowców sprzed 40 lat. Każdy szukał kogoś znajomego, uśmiechał się na widok tamtych strojów i fryzur. Wpisy na białych kartach były wykonane kolorowymi kredkami i mazakami. Co strona to inna historia, pozdrowienia i podziękowania od uczniów dla trenera Bronka. Na więcej oglądania nie było czasu.

Rozpoczęła się komisja rady. Poprosiliśmy B. Malego, żeby przyniósł pamiętniki na kolejną komisję i po spotkaniu znalazł czas na rozmowę. Tydzień później trener przyszedł, ale już nie z jednym pamiętnikiem, ale z całą ich teczką. Każdy wspominał inną historię sportową z danego roku. Wiceprezydent Jacek Milewski i radny Rafał Stachowiak wertowali kolorowe książeczki – oczywiście w poszukiwaniu znajomych twarzy. Każda była dokładnie opisana drukowanymi literami. Czarno-białe zdjęcia przenosiły oglądających do Nowej Soli sprzed lat. Grupowa fotografia drużyny piłki ręcznej, zrobiona na dozametowskim boisku, wzbudziła duże emocje. – Nie wierzę. To są wszyscy koledzy, z którymi grałem. A gdzie ja jestem, dlaczego mnie nie ma? – dziwił się J. Milewski.

– A tak, to 81. rok, przecież wyjechałem już na studia – przypomniał sobie po chwili wiceprezydent. Z zadowoleniem znajdował jednak na zdjęciach kolejnych znajomych, wypytując trenera Malego o to, co się z nimi stało, co dziś robią. Nie każda historia tych uśmiechniętych młodych ludzi skończyła się happy endem. Pod każdym zdjęciem i ręcznie namalowanym obrazkiem znajdują się podpisy uczestników treningów czy obozów. Na nich sportowcy ubrani w wielkie bluzy i krótkie spodenki z napisem Dozamet. – Dzisiaj idzie się do firmy reklamowej i zamawia stroje dla drużyny. Kiedyś kupowaliśmy to, co było, byle w jednym kolorze. I od szablonu malowało się napis na plecach – tłumaczy B. Maly.

Najwięcej pamiętników powstało podczas szkolnych półkolonii, np. w trakcie ferii zimowych lub na letnich obozach szkolnego związku.
– Wyjeżdżaliśmy wielką grupą do Kosobuz koło Łagowa: judocy, szachiści, piłkarze, tenisiści stołowi. Tam się wszyscy lepiej poznawaliśmy, trenowaliśmy i spędzaliśmy ze sobą czas – opowiada B. Maly. W tym momencie pokazuje obrazek zrobiony przez śp. Romana Terlikowskiego z osobiście przez niego wypisanymi czasami treningowymi. Na kolejnej stronie młodzież narysowała swojego nauczyciela wychowania fizycznego – Andrzeja Bączykowskiego. – Bardzo ładny biceps wyrysowano panu Andrzejowi – zauważamy. – Tak, wyjątkowo kształtny biceps – mówi ze śmiechem trener Maly.

Zwraca uwagę, że wszystkie pamiętniki powstawały w czasie wolnym od treningów. Młodzi sportowcy dobrze się przy tym bawili. – Dzisiaj wielu z tych młodych ludzi zostało nauczycielami wychowania fizycznego. Bardzo się cieszę, bo to znaczy, że zaszczepiliśmy w nich sportową pasję – zauważa i dodaje, że od wielu lat jest trenerem szczypiorniaka, a to jedna z najbardziej brutalnych dyscyplin. – Dla dzieci i młodzieży zawsze jednak miałem czas i serce. Spotkania, obozy, wyjazdy – to najlepsza strona sportu – stwierdza B. Maly.
Wiele się zmieniło, ale wdzięczność młodych ludzi za poświęcony im czas i uwagę jest wciąż taka sama. Wyrazem tej radości są pamiętniki schowane w szufladzie trenera Malego. W jednym z nich znajduje się wymyślona przez uczniów piosenka:

„Dowodzi nami brodaty Bronek, co pierwsza liga mu ciągle w głowie.
Codziennie rano po śniadaniu mamy teorię o dobrym graniu.
Nasz trener ciągle, nam powtarza, że nasza forma jest jeszcze słaba.
Autobus czerwony przez ulice tego miasta mknie, a trener ciągnie nas na WSP, by nam wpoić metody swe.
Są treningi na „siódemce”, są tam płoteczki, te przeklęte, skaczemy przez nie jak pawiany, o rany, dosyć już ich mamy.
Czacha dymi, mózg paruje, trener zwiększa czas, chce wykończyć nas.
Trener nasz ostry pod każdym względem, za „ćmiki” każe biegać stówkę lub więcej, za spóźnienia są też kary.
Gdy wrócimy już z treningu, już obiadek na nas czeka, wszyscy biegną do okienka, by się spytać, co nas czeka.
Wtedy śliczna kuchareczka odpowiada nam, że surówka, surówka najlepsza z wszystkich dań. Choć każdy dzisiaj kazanie zbiera, wszyscy lubimy Bronka trenera. Bo w gruncie rzeczy to fajny facet.
Panie Bronku nasz łaskawy, kiedyś nareszcie się rozegramy, gdy nasz zespolik na parkiet wskoczy, żaden przeciwnik nas nie zaskoczy”.

Trener Maly wzruszył się słuchając czytanej piosenki. Przypomniały mu się dawne czasy, chłopaki, którzy ją układali i radość, kiedy ją pierwszy raz zaśpiewano.

Pamiętniki B. Malego sprawiły, że tym, którzy je oglądali, przypomniały się własne. Radni opowiadali o swoich szkolnych dziennikach i wesołych wpisach kolegów. „Na dole róże, na górze fiołki, my się kochamy jak dwa aniołki”, „Jechał Miki do Afryki, wiózł ze sobą pamiętniki, a ja jeden mu zabrałem i do niego się wpisałem”, „Na górze jabłka, na dole wiśnie, niech nasza przyjaźń nigdy nie pryśnie”, „Wszyscy się tu wpisują, ale o tym nie wiedzą, że kiedyś ten pamiętnik wielkie szczury zjedzą”. Na szczęście pamiętniki trenera Malego ocalały i żaden szczur ich nie dopadł.

Monika Owczarek

Anna Karasiewicz

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *