Ewangelista, który walczy z rakiem

Ksiądz Dariusz Lik jest proboszczem parafii ewangelicko-Augsburskiej w Zielonej Górze, która ma filiały w Kożuchowie i Nowej Soli. O problemie, z jakim się zmaga, poinformowała nas jedna z mieszkanek Kożuchowa. – Tu chodzi o czas, bardzo proszę o pomoc – napisała do naszej redakcji Edyta Czaplińska

Pani Edyta jest katoliczką, jednak od dawna zna ks. Dariusza Lika. Kobiecie bardzo zależało, byśmy skontaktowali się z nim niezwłocznie, bo lada moment miał wyjechać na leczenie. Ks. D. Lik zmaga się z rakiem i właśnie w tej walce potrzebuje wsparcia jak największej liczby osób.

Anna Karasiewicz: Czy mógłby ksiądz krótko scharakteryzować kościół ewangelicki i to, w jaki sposób działa na terenie powiatu nowosolskiego. Jaka jest specyfika parafii i liczba wiernych?

Ks. Dariusz Lik: W Kożuchowie i Nowej Soli znajdują się filiały parafii ewangelicko-augsburskiej w Zielonej Górze, w której jestem proboszczem.
To oznacza, że siedziba proboszcza znajduje się w Zielonej Górze, ale w Kożuchowie i Nowej Soli są prowadzone nabożeństwa, spotkania biblijne i lekcje religii przez duchownego dojeżdżającego z Zielonej Góry. Niestety, w obu filiałach zostało już niezbyt wielu ewangelików. W nabożeństwach uczestniczy maksymalnie kilkunastu.

Skąd ksiądz pochodzi i w jaki sposób związany jest z mieszkańcami naszego powiatu?

Pochodzę ze Szczecina, studia ukończyłem w Warszawie i w roku 1994 zostałem skierowany do Kożuchowa, Nowej Soli i Zielonej Góry.
Od 24 lat opiekuję się duszpastersko ewangelikami mieszkającymi również w Kożuchowie i Nowej Soli oraz w okolicach.
W roku 1997 i następnym zorganizowałem i pośredniczyłem w przekazaniu pomocy powodziowej dla nowosolskiego szpitala w postaci łóżek szpitalnych, materacy, szafek i sprzętu rehabilitacyjnego.

Z jaką chorobą i od jakiego czasu ksiądz się zmaga? Jakie były jej początki?

Od trzech lat choruję na jasnokomórkowego raka nerki, który zamanifestował się bardzo silnym i bolesnym krwotokiem z dróg moczowych.
Dwa lata temu zostałem zoperowany i wydawało się, że już będę zdrowy. Niestety, w marcu 2017 zostały wykryte kolejne liczne guzy rozsiane w zaotrzewnej i zostałem zakwalifikowany jako pacjent paliatywny.

Jaka była księdza reakcja na postawioną przez lekarzy diagnozę?

Gdy po raz pierwszy dowiedziałem się o chorobie, uspokajali mnie lekarze, mówili, że po wycięciu raka będę zdrowy. Również otoczenie bagatelizowało problem przyjmując deklaracje lekarskie. Dopiero gdy pojawiły się liczne wznowy, których niestety nie można operować ani farmakologicznie wyleczyć, gdy zostało mi uświadomione, że jestem pacjentem paliatywnym, zacząłem się bać. Postanowiłem podjąć walkę z rakiem na trzech płaszczyznach: modlitwy, medycyny akademickiej i medycyny niekonwencjonalnej.

Proszę krótko opowiedzieć o tych trzech płaszczyznach. Dlaczego ksiądz zdecydował się na te formy?

Ponieważ medycyna akademicka może mi zaoferować jedynie leki, które krótkotrwale spowalniają postęp choroby, zdecydowałem się szukać pomocy u naturoterapeutów. Uznałem jednak, że naturoterapeuci, którym zaufam, muszą mieć jednocześnie wykształcenie medyczne.

Jedna z teorii mówi, że rak jest skutkiem zatoksycznienia organizmu oraz braku podstawowych dla niego substancji, których brakuje w naszej żywności. Dlatego naturalne leczenie polega na dążeniu do odtrucia organizmu poprzez usunięcie toksyn oraz dostarczeniu bardzo dużych dawek witamin, mikro- i makroelementów, enzymów i aminokwasów. Większość tych substancji musi być podawana dożylnie w regularnych odstępach.

Nasi Czytelnicy mogliby księdza jakoś wesprzeć?

Nie ma najmniejszego powodu, aby Czytelnicy „Tygodnika Krąg” mieli mnie wspierać. To tylko wola ich serca.

Jakie środki są potrzebne?

Na pełne wsparcie leczenia przez trzy miesiące potrzebuję 65 tys. zł. Niestety, dożylne dawki substancji, które przyjmuję, są bardzo duże i przez to drogie. Leczenie już rozpocząłem za pożyczone od przyjaciół pieniądze.

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *