Kiedy tańczymy, stajemy się wolni

– Wydaje mi się, że my, ludzie, taniec mamy we krwi. On towarzyszy nam na co dzień, jest wszędzie. Dzieci „tańczą” już w brzuchu mamy, to jest u nas naturalne. Fakt jest taki, że jeden się do tego bardziej nadaje, drugi mniej. I dobrze, że tak jest, bo byśmy wszyscy byli tancerzami, a też nie o to chodzi. Ważne, żeby czasami na ten taniec znaleźć trochę czasu –mówi Agata Skibińska z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca, który obchodziliśmy w ub. niedzielę

To święto, które obchodzimy 29 kwietnia, pozornie jest może mało istotne, ale gdyby się temu lepiej przyjrzeć okazuje się, że pląsy i piruety to nieodłączny element naszego życia.

„Taniec to wspaniała sprawa – dzięki niemu można się oderwać od codziennych zmartwień, dbać o kondycję fizyczną i przytulić się do ukochanej osoby” – tak to święto charakteryzuje kalendarz Świąt Nietypowych.

Bo któż z nas nie tańczy? W domowym zaciszu, na dyskotekach, dancingach, prywatkach, wiejskich zabawach czy weselach, czasem w pracy? Jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej.

– Wydaje mi się, że my, ludzie, taniec mamy we krwi. On towarzyszy nam na co dzień, jest wszędzie. Dzieci „tańczą” już w brzuchu mamy, to jest u nas naturalne. Fakt jest taki, że jeden się do tego bardziej nadaje, drugi mniej. I dobrze, że tak jest, bo byśmy wszyscy byli tancerzami, a też nie o to chodzi. Ważne, żeby czasami na ten taniec znaleźć trochę czasu – mówi Agata Skibińska, która prowadzi sekcję baletową i grupę czirliderek przy Nowosolskim Domu Kultury.

Co tym najmłodszym adeptkom daje taniec? Czego się uczą? Jak sobie radzą? Czym dla nich jest ta forma artyzmu? Odpowiedzi na te pytania szukałem w samym sercu nowosolskiej kultury. Sprawdzałem, jak z tańcem radzą sobie najmłodsze grupy taneczne zrzeszone przy NDK, które z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca w zeszły piątek zaprezentowały się na deskach domu kultury (relacja z tego wydarzenia na str. 21).

„Nauczyć pierwszych liter tanecznego alfabetu”

Grupy taneczne przy NDK powstały dwa lata temu. Osobą, która się do tego znacznie przyczyniła, jest A. Skibińska. – Taniec klasyczny i współczesny jest najbliższy mojemu sercu, więc dlatego takie grupy tutaj powstały. Jeśli chodzi o zajęcia baletowe, to tak naprawdę uczymy podstaw. Zależy mi, żeby w dzieciach zaszczepić miłość do tańca, nauczyć je pierwszych liter tanecznego alfabetu. Uczę je podstaw, od których każdy tancerz wychodzi, uczę techniki, bez której później trudno byłoby udźwignąć jakąkolwiek dziedzinę tańca – opowiada A. Skibińska, rodzona nowosolanka, która jednak przez większość życia była związana z Zieloną Górą. Kiedy miała siedem lat, rodzice podjęli decyzję o wyprowadzce do Winnego Grodu. Tam też stawiała swoje pierwsze taneczne kroki. Najpierw w Domu Kultury Kolejarz, potem w Domu Harcerza. Następnie ukończyła Szkołę Teatralną i Animacji w Kaliszu, potem wyższe studnia taneczne w Poznaniu.
Dwa lata temu jej życie zatoczyło sentymentalne koło. Wróciła do Nowej Soli i dziś uczy tańczyć dzieci, które są w podobnym wieku do tego, w którym ona opuszczała Nową Sól.

– Cieszę się, że mogę wykonywać pracę, która jest moją pasją. To jest chyba największe szczęście w życiu, jak się robi to, co się kocha. I się tym dzieli jeszcze z innymi – mówi Skibińska, która wylicza korzyści płynące z tańca w wieku dziecięcym.

– Od rozwijania właściwej postawy, poprzez rozwijanie poczucia własnej wartości. Przez okazywane emocje dzieci niesamowicie się otwierają, nawet te, które są często bardzo zamknięte w sobie. Taniec każdemu pozwala wyzwolić coś, co jest czymś najcenniejszym, czego nikt nam nigdy nie zabierze – podkreśla instruktorka.

W prowadzonej przez nią grupie baletowej tańca są już nawet kilkuletnie dziewczynki.

Eliza Wietecka w zajęciach uczestniczy od września ubiegłego roku. – Najbardziej w nich podoba mi się to, że stajemy się sprawniejsze, możemy się nauczyć takich figur, jak np. szpagat. Potrafię zrobić gwiazdę, mostek i wiele innych figur. Więc sporo się tu uczymy. A do tego jest fajna atmosfera – mówi E. Wietecka.
Także od ubiegłego roku baletu uczy się Zuzanna Wilk. Wcześniej była związana z hip-hopem.

– Bardzo mi się tu podoba, balet to piękny taniec, podobają mi się kroki. Wszystko się robi tak powoli, elegancko, jest się przy tym cały czas wyprostowanym, skupionym, skoncentrowanym. Treningi baletowe są czasami meczące, ale zawsze wychodzę stąd z dobrym humorem – usłyszałem od Zuzi, małej baletnicy.

Ciężka harówka, ale też świetna zabawa

Od najmłodszych lat balet podobał się także Milenie Amrogowicz: – Jak byłam mała, to pierwszy raz zobaczyłam bale chyba w telewizji. Później w zaciszu pokoju starałam się wykonywać najprostsze kroki baletowe.

M. Amrogowicz rozpływa się nad sztuką baletową: – To taniec z gracją, taki dość powolny, ale piękny, elegancki. Podobają mi się ćwiczenia, które wykonujemy. Bardzo się rozciągnęłam w ciągu tego ostatniego roku, bo tutaj wykonujemy bardzo dużo ćwiczeń ogólnorozwojowych. Szpagatu jeszcze nie umiem, ale brakuje mi już niedużo, żeby go wykonać. Ale wiem, że w końcu się uda.

– Które z figur w balecie są najważniejsze, bo najczęściej od dziewczyn słyszę o szpagacie? – zapytałem A. Skibińską.

– (śmiech) Szpagat, mostek, różne przewroty – to są widowiskowe figury. Tak naprawdę każda jest ważna, natomiast najważniejsze w tańcu klasycznym jest pięć postaw rąk, pięć pozycji nóg, trzymanie pionu i oddechu. I na tym się buduje cały proces kształcenia. To realizujemy na zajęciach. I ku mojej uciesze i rodziców zajęcia się podobają i cieszą wielkim zainteresowaniem – odpowiedziała A. Skibińska.

Ogromnym wzięciem cieszy się także prowadzona przez nią sekcja czirliderek. – Na tych zajęciach realizujemy elementy akrobatyki, oczywiście także podstawy tańca klasycznego, na którym budujemy całą choreografię. Jest to żywe, skoczne, wykonywane z pomponami – charakteryzuje te zajęcia A. Skibińska.
Nadia Zwierzchowska pierwsze kroki w tańcu z pomponami postawiła we wrześniu ubiegłego roku. – To sprawia mi wielką przyjemność, mogę chyba powiedzieć, że kocham tańczyć. A w przyszłości chciałabym zostać nauczycielką akrobatyki.

– Czy na tych zajęciach można się zmęczyć? – zapytałem podczas przerwy w środowych zajęciach.

– Można, ale powiem panu, że później satysfakcja jest ogromna, że nauczyliśmy się czegoś nowego – odpowiedziała początkująca czirliderka.
Także z początkiem roku szkolnego za pompony chwyciła Paulina Pojnar. Wcześniej uczęszczała na zajęcia z tańca nowoczesnego. – Tutaj bardzo mi się podoba, dużo się ruszamy, skaczemy, dajemy z siebie dużo energii. Cieszę się, że tu jestem, a że tańczyć lubię, to przychodzę na salę z wielką chęcią – uśmiechnęła się młoda adeptka tańca rodem z meczów futbolu amerykańskiego i NBA.

A. Skibińska mówi, że z jednej strony ważna jest praca i zaangażowanie w trening ze strony dzieci, ale medal ma też drugą stronę.

– Bardzo ważne, żeby dzieciaki miały z tego tańca frajdę. Żeby nie od razu nastawić się na ciężką harówkę, tylko żeby one to pokochały. Dzieci naprawdę mocno trenują, wkładają w każde zajęcia mnóstwo koncentracji i muszą słuchać tego, co ja mówię, bo inaczej ciało nie robiłoby tego, co chcemy osiągnąć. Ale oprócz tego mamy przyjazną atmosferę, to wszystko odbywa się w ciepłym i wesołym klimacie – mówi Skibińska, co zresztą mogłem zaobserwować uczestnicząc w prowadzonych przez nią zajęciach, kiedy przygotowania do wspomnianego występu w piątek wchodziły w decydującą fazę.

„Trzy minuty muszą zrekompensować rok pracy”

– W zeszłym roku pracowałyśmy, nie jeździłyśmy na żadne występy i turnieje, natomiast od tego roku już będziemy więcej pokazywać się na zewnątrz. Żeby dzieci poczuły też tego ducha walki. Cały czas trzeba im dawać jakiś bodziec, żeby chciały, miały jakiś cel – mówi Skibińska. – Takie występy dają dziecku możliwość zaprezentowania tego, co wypracował przez cały rok. I te trzy minuty muszą mu to wynagrodzić i dać energię, takiego kopa na następny czas – podkreśla Skibińska.

Za jej grupy trzymajmy kciuki 8 maja, kiedy to w Kożuchowie wystąpią na PRO-ARTE.

Ale na balecie i tańcu czirliderek świat taneczny kreowany przez Nowosolski Dom Kultury się nie kończy.

Są też grupy hip-hopowe, które prowadzi Agnieszka Miś pochodząca z Podkarpacia. Jak sama o sobie mówi, na ziemie zachodnie przywiała ją pasja: – W 2003 roku przyjechałam na studia do Zielonej Góry. Wtedy postanowiłam, że na maxa wezmę się za to, co tak naprawdę we mnie siedzi od dawna, czyli taniec.
Przed 15 laty wybrała Zieloną Górę, bo na Uniwersytecie Zielonogórskim pedagogikę można było połączyć z tańcem na studiach animacji kultury. – Dwóch panów postanowiło, że rozhula taniec na UZ. Byli to Filip Czeszyk i Paweł Matyjaszyk. I tak faktycznie było, podczas tych pięciu lat dobrze nas ukierunkowali tanecznie – wspomina A. Miś, która potem długo pracowała z Filipem Czeszykiem. – To osoba, która zrobiła bardzo dużo dla promocji hip-hopu nie tylko w samej Zielonej Górze, ale na pewno dużo szerzej – podkreśla instruktorka. Na marginesie warto dodać, że Czeszyk to osoba w przeszłości związana z programem You Can Dance i Got to Dance.

– W jego szkole tańca jako instruktorzy tworzyliśmy formację Spoko, w której tańczyłam przez ok. 10 lat i to było dla mnie wielkie doświadczenie. Dwa lata temu trafiłam do Nowej Soli i zdecydowałam, że podejmę się nowych wyzwań. Tak trafiłam do NDK – mówi A. Miś.
Obecnie pod jej okiem w Nowej Soli tańca hip-hop uczą się dwie grupy. NDK Crew, którą tworzy 12 dziewczyn w wieku powyżej 15 lat i…: – Druga grupa to Harmidersy, bo robią dużo hałasu.

Tu przedział wiekowy to 10-12 lat. – Grupy się rozkręcają, dziewczyny z grupy starszej to team złożony z osób, które wcześniej tańczyły gdzie indziej. Już coś potrafią, są z tańcem związane od lat, ale są też osoby, które tańczą krótko, a chciały się rozwijać szybciej. W Crew te 12 dziewczyn mocno ciśnie i zamierzamy więcej wychodzić na zewnątrz. Już niedługo jedziemy do Chojnowa na festiwal Stonoga – opowiada A. Miś.

Za dziewczyny także trzymamy kciuki.

Hip-hop? „Szybki, dynamiczny, uwalniający energię”

Jedną z liderek tej grupy jest Weronika „Misia” Olejniczak, z grupą związana drugi rok. Wcześniej tańczyła w studiu tańca Spoko Family z Zielonej Góry. Później miała krótką przerwę. Kiedy dowiedziała się, że grupa taneczna powstaje przy NDK, postanowiła się do niej dołączyć. – Taniec interesował mnie od małego. Oglądałam te wszystkie filmy o tańcu, począwszy od „Dirty Dancing” aż po „Step up” i programy telewizyjne typu „You Can Dance”. Chyba wtedy na dobre zainteresował mnie hip-hop, a teraz postanowiłam się kształtować pod skrzydłami pani Agnieszki – opowiada 20-latka, która tańczy już ponad połowę swojego życia.

Daria Zaborowska do grupy dołączyła we wrześniu ub. roku. Wcześniej tańczyła taniec współczesny, a potem hip-hop w Tidze. – Taniec to moja pasja, dryg do tańca miałam chyba od małego. On pozwala wyrażać siebie. Na treningach można się zmęczyć – i to dość mocno, praca to wielki wysiłek, dużo przelanego potu, ale występ na scenie i tak to wszystko wynagradza. Dlatego warto to robić – mówi D. Zaborowska.

Od początku z grupą Crew jest związana Nadia Święcicka. Wcześniej przez osiem lat tańczyła w Gamixie. – Próbowałam różnych stylów, ale hip-hop najbardziej przypadł mi do gustu. Jest szybki, dynamiczny, uwalniający dużo energii. Co chcę podkreślić, rodzice wiedzieli, że dobrze się czuję przy muzyce i postanowili mnie popchnąć w tę stronę, czego nie żałuję – mówi N. Święcicka.

A. Skibińska, którą – podobnie jak Nadię – do tańca mocno motywowali rodzice, ma ważny przekaz dla rodziców: – Wspierajcie swoje dzieci. Szkoła, owszem, jest bardzo ważna. Ale dzieci powinny mieć pasję, nieraz ona przesądza o tym, kim będziemy w życiu. Wybór zajęć jest ogromny, można jeździć na rolkach, można być świetnym w karate, w szermierce itd. Ale co niezwykle ważne, jeśli dziecko mówi „nie”, to nie można robić coś na siłę. Jeśli będzie na „tak”, to rodzic to będzie czuł, widział. Nie spełniajmy też swoich niespełnionych ambicji kosztem dziecka, tylko go słuchajmy. Ono w pewnym momencie wybierze swoją drogę. Ja się naprawdę cieszę, że mam u siebie tyle dzieci. Przychodzą, chcą tańczyć i razem możemy robić fajne rzeczy – puentuje Skibińska.

– Taniec jest dla wszystkich? – zapytałem ją na koniec.

– Jak się chce, można wszystko. Nie bójmy się tego, co powiedzą inni. Czego się wstydzić? Siebie? Kiedy tańczymy, stajemy się wolni. Bo taniec to wolność.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *