Schron 560, witamy

Grupa kilkunastu pasjonatów i militarystów w jednym podjęła się nie lada wyzwania, czyli gruntownego oczyszczenia schronu nr 560, żeby już za chwilę udostępnić go zwiedzającym. – Miasto się zmienia, już dziś ma szeroką ofertę turystyczną. Prezydent robi genialną robotę w tym kontekście, a my się chcemy dołożyć do tego, żeby było jeszcze atrakcyjniej. Bo ten schron to prawdziwa perełka – mówi Bartłomiej Kaszycki, jeden z członków projektu Schron 560

30 kwietnia nad Odrą w Nowej Soli, kilkaset metrów od mostu na Przyborów, ruszyły prace wokół schronu o numerze 560. Został wybudowany w 1934 roku.
– Zamierzenia, żeby zabrać się za to miejsce, były już jakiś czas temu. Skrzyknęliśmy się i z końcem kwietnia zakasaliśmy rękawy i ruszyliśmy z robotą, która na samym starcie wiązała się z odsłonięciem, odkrzaczeniem tego miejsca. W nocy z 2 na 3 maja pompowaliśmy wodę z tego obiektu, żeby można było przystąpić do wybierania szlamu. Inni grillowali na działkach, a my majówkę spędziliśmy nad Odrą. Też grillowaliśmy, jednocześnie łącząc to z pożyteczną pracą – uśmiecha się Łukasz Ziarko, jeden z pomysłodawców projektu Schron 560.

Jaki jest zamysł tych prac? – Otworzyć ten obiekt dla zwiedzających – mówi Bartłomiej Kaszycki, który militariami interesuje się od dziecka. – Od małego zbierałem jakieś broszurki, książeczki z typami broni i uzbrojenia, różne serie żołnierzyków. Do tego z czasem doszło sklejanie modeli, co zaszczepili we mnie moi bracia. I tak z biegiem lat ta pasja do militariów w człowieku narastała, a to, co robimy dziś, to także element jej realizowania – dodaje Kaszycki.

Odtworzyć kazamatę pancerną

W sumie przy projekcie Schron 560 pracuje kilkanaście osób. – Z dużym zainteresowaniem, uznaniem i szacunkiem odnoszę się do ludzi, którzy podjęli się takiego trudnego zadania, jakim jest udostępnienie do celów ekspozycyjnych obiektu związanego z fortyfikacjami niemieckimi z okresu lat 30. XX wieku – chwali to, co robią pasjonaci historii z Nowej Soli, Tomasz Andrzejewski, dyrektor nowosolskiego muzeum.

Jak podkreśla T. Andrzejewski, schron 560 to bardzo ciekawa konstrukcja. – M.in. dlatego, że zastosowano w nim kazamatę pancerną 5p7, która się składała z dwóch płyt pancernych. Jednej poziomej, która stanowiła zadaszenie izby bojowej, oraz pionowej, w której znajdował się otwór, przez który można było prowadzić ostrzał albo obserwację. Niestety, w latach 60., 70., kiedy uruchomiono akcję pozyskiwania złomu, te dwie płyty pancerne zostały wycięte, natomiast schron przetrwał – charakteryzuje obiekt dyrektor nowosolskiego muzeum (poniżej rozmowa z nim o fortyfikacjach odrzańskich – dop. red.).

Dla Ziarki, Kaszyckiego i pozostałych członków projektu Schron 560 ostatnie dni to czas wytężonej pracy, bo miejsce, w którym znajduje się obiekt, było totalnie zapuszczone.

– Schron niestety przez wiele lat służył jako śmietnik. Kiedy te śmieci w części usunęliśmy, już wyszły fajne rzeczy, bo znaleźliśmy rzeczy osobiste załogi, która tu służyła, choćby saperkę. Do tego hełm niemiecki, który jest już złomem totalnym, a także wyciągnęliśmy kompletny komin z regulatorem dopływu powietrza – wylicza odnalezione elementy historyczne Ziarko.

Grupa chce odtworzyć pancerz, który zniknął przed laty. Tak, żeby to wszystko wyglądało jak najbardziej realistycznie. – Pancerze prawdopodobnie będę robił sam, bo mam takie możliwości. Przy drzwiach pancernych, które też chcemy odtworzyć, pomoże mi kolega, który ma firmę. Zrobimy płytę pancerną według oryginału. A później będziemy się starali wyposażyć środek, tak jak to było w oryginale – zapowiada Kaszycki.

Obiekt już został praktycznie całkowicie wyczyszczony, za chwilę zacznie się kompletowanie wyposażenia. – Będziemy odtwarzać ławki, prycze załogi itd. Przed schronem chcielibyśmy ustawić zasieki, tak jak to było w oryginale. Myślę, że nam pozwolą. Między dwiema topolami, które pięknie się ze sobą komponują, chcemy rozciągnąć plandekę z napisem: „Schron 560, witamy” – uzupełnia kolegę Ziarko.

Jego zdaniem w Nowej Soli i okolicy brakuje takiego obiektu, jak choćby są w okolicach Cigacic, w Czerwieńsku czy Głogowie. – My jesteśmy mniej więcej po środku drogi między tymi wszystkim miejscowościami. Jak powstałaby trasa turystyczna z Wrocławia do Szczecina – rowerowa, to te fortyfikacje byłyby fajną atrakcją dla całego regionu. Wydaje nam się, że korzyść byłaby przede wszystkim dla samej Nowej Soli. Schron, którym się zajmujemy, leży przecież w bliskości Parku Krasnala, więc naszym zdaniem oddanie tego obiektu dla zwiedzających będzie strzałem w dziesiątkę – tłumaczy B. Kaszycki.

Obiekt do lipca ma być udostępniony zwiedzającym. – Do niedawna ludzie nie wiedzieli, że tutaj cokolwiek jest. A teraz wjeżdżając na żelazny most od strony Przyborowa można go zobaczyć. Powiadomiliśmy starostwo, napisaliśmy pismo z prośbą o nieodpłatne użytkowanie. Przedstawiliśmy cały konspekt tego, co chcielibyśmy zrobić i władze powiatu się zgodziły – mówi Ziarko. W niedzielę obiekt odwiedził wicestarosta Przemysław Ficner, który udał się tam na zaproszenie Ziarki. „(…) Dużo ciężkiej pracy pana Łukasza i jego kolegów, żeby odkopać takie cudo w tak dobrym stanie. Bardzo fajna perspektywa dalszych prac i udostępnienia go mieszkańcom. Panowie, wielki szacunek za trud, zaangażowanie i pasję. Trzymam kciuki, tak dalej” – napisał wicestarosta, co daje sygnał, że samorząd jest przychylny działaniom grupy.

– Kontaktowałem się także z wiceprezydentem Nowej Soli Jackiem Milewskim, którego zainteresowało nasze działanie. Zaproponował, żebyśmy zwrócili się z pismem, czego ewentualnie oczekujemy od miasta – zaznacza Ł. Ziarko.

Powstanie miniskansen?

Członkowie grupy Schron 560 chcą pokazać, że jak się tylko bardzo czegoś chce, to można to osiągnąć. – Fajnie jest coś zrobić, pokazać też młodszym ludziom w tych czasach, gdzie jest pełna komputeryzacja, że nie tylko przed komputerem dzieje się coś fajnego. Cały Oderstellung, czyli wszystkie te fortyfikacje obronne, są perełką turystyczną. Jakby się tym zająć kompleksowo, bo ta linia jest bardzo długa, może powstać naprawdę ciekawy produkt turystyczny – uważa B. Kaszycki. Ramię w ramię z nim przy oczyszczaniu schronu pomagał – uwaga – jego ośmioletni syn Natan. – Wodery oczywiście były na niego pięć razy za duże, ale i tak chętnie nas wspierał – uśmiecha się Kaszycki.

Oczyszczenie schronu 560 to prawdopodobnie dopiero początek ewentualnego stworzenia historycznego miniskansenu. – Duży plus tego obiektu jest taki, że ma on założoną białą kartę, czyli jest to furtka do zrobienia go zabytkiem. Jeszce nikt tego nie zrobił, ale za chwilę przyjdzie także czas na to. To jest nasz zamiar – zapowiada Ziarko.

Dlatego kończące się prace przy schronie 560 to początek nowego planu. – Przyszłościowy zamysł jest taki, żeby to wszystko dookoła oczyścić. Las jest bardzo piękny, od samego Parku Krasnala ludzie chodzą wzdłuż Odry. Można byłoby zrobić tak, żeby ich tu ściągnąć i zrobić dużą atrakcję. Za chwilę chcielibyśmy się zająć kolejnym bunkrem z 34. roku, który niestety został wysadzony. Chcielibyśmy go oczyścić do podłogi i postawić tablicę. Ten kolejny jest ok. 300 metrów stąd – zapowiada Kaszycki.

– Nie boicie się, że przyjdzie woda i zaleje to miejsce, co w jakimś sensie zniweczyłoby waszą pracę?

– Liczymy się z tym, bo faktycznie Odra nauczyła nas, że co mniej więcej dekadę nas zalewa. Nawet jeśli przyjdzie wielka woda, to sprzęt będzie można ewakuować, a ściany odmalować. Samej budowli woda nie zniszczy, bo skoro przetrwała 70 lat, to ząb czasu nic jej nie zrobi i przetrwa kolejne setki. Dlatego wizja ewentualnego zalania na pewno nas nie przeraża – odpowiada Kaszycki.

Moi rozmówcy mocno podkreślają, że naprawdę warto ratować takie miejsca.

– Myślę, że jak my byśmy tego nie ruszyli, to przez kolejne dziesiątki lat nikt by tego nie chciał wyeksponować. Odrę mamy piękną, przyroda jest piękna, więc można to jeszcze bardziej uatrakcyjnić, jednocześnie ukazując kawałek historii. Miasto się zmienia, już dziś ma szeroką ofertę turystyczną. Prezydent robi genialną robotę w tym kontekście, a my się chcemy dołożyć do tego, żeby było jeszcze atrakcyjniej. Bo ten schron to prawdziwa perełka – dodaje Kaszycki, który swoim entuzjazmem zaraził nie tylko znajomych, z którymi odrestaurowuje schron 560, ale także swoją partnerkę życiową Agnieszkę Wysoczańską. – Z łopatą też zdarzyło mi się pobiegać, ale powiedzmy, że jestem odpowiedzialna za zabezpieczenie techniczno-kuchenne całego projektu, czyli za przygotowanie jakiegoś grilla, jak chłopaki są głodni podczas pracy – śmieje się A. Wysoczańska, która lubi historię jako dziedzinę. – Ona bardzo mnie ciekawi, lubię o niej słuchać. Wspólnie z Bartkiem i synem jeździliśmy na różne wycieczki na bunkry. Mamy motocykl wojskowy – urala, którym na takie wyprawy się udajemy i oglądamy podobne miejsca. Jak zamknę oczy, to widzę, jak za kilka tygodni tu będzie pięknie – dodaje A. Wysoczańska.

Na koniec odnotujmy jeszcze jeden smaczek historyczny, który być może przeżyjemy w Nowej Soli już w przyszłym roku.

Kaszycki: – Zdradzę, że myślimy o poważniej rekonstrukcji historycznej na 14 lutego przyszłego roku (14 lutego 1945 do naszego miasta weszły wyzwoleńcze wojska radzieckie – dop. red.). Chodzi nam po głowach, żeby nawet ściągnąć czołg, żeby to wyglądało realistycznie. Mamy pewne kontakty z chłopakami z różnych grup rekonstrukcyjnych i wydaje nam się, że nowosolanie chętnie zobaczyliby coś takiego.

Schron to ciekawa atrakcja historyczna

– Z uznaniem odnoszę się do tych pasjonatów, którzy pracują nad schronem nr 560. Bardzo kibicuję tym ludziom, podziwiam ich. Jak tylko będziemy mogli, to będziemy ich wspierać – mówi Tomasz Andrzejewski, dyrektor Muzeum Miejskiego w Nowej Soli i autor opracowań historycznych na temat fortyfikacji obronnych Środkowego Nadodrza

Mariusz Pojnar: Z tego co wiem, tematyka fortyfikacji niemieckich z lat 30. ubiegłego wieku jest panu szczególnie bliska.

Tomasz Andrzejewski, dyrektor Muzeum Miejskiego w Nowej Soli: Tak, to prawda, swoją karierę historyka rozpoczynałem właśnie od przygody z tzw. schronami Pozycji Odrzańskiej.

W 1998 roku rozpoczęliśmy z kolegą Krzysztofem Motylem z Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji oraz członkami Klubu Miłośników Historii prace inwentaryzacyjne na nowosolskim terenie. Ich efektem była spisana inwentaryzacja, która została złożona w muzeum w Nowej Soli. Obejmowała wszystkie obiekty na terenie powiatu nowosolskiego. To była trudna praca, przez dwa lata przeszliśmy cały odcinek Odry. Wszystkie schrony zmierzyliśmy, sfotografowaliśmy, a potem nanieśliśmy na mapy. Efektem tych prac była także wystawa, która miała miejsce w roku 1999 w naszym muzeum. Na marginesie dodam, że była to jedna z pierwszych tego typu na naszym terenie, prezentowała zagadnienia niemieckich fortyfikacji położonych nad Odrą. W 2001 roku ukazała się publikacja dotycząca umocnień i fortyfikacji Środkowego Nadodrza.

Czy wtedy nie myśleliście, żeby tak jak dziś grupa entuzjastów schron 560 odrestaurować i oddać do zwiedzania?

Były takie zamiary, ale od początku pojawiał się problem wykorzystania pozostałości po tych fortyfikacjach do celów turystycznych i ekspozycyjnych. Mówię: problem, choć wtedy dla młodego człowieka żadnych granic nie było. Wydawało mi się, że to jest bardzo prosta sprawa. Że wystarczy tylko oczyścić, postawić jakieś tablice i temat będzie załatwiony. Jak się wtedy okazało, nie było to takie proste, bo pojawił się problem stosunków własnościowych, na których znajdują się te obiekty, była problematyka zalewania terenów nadodrzańskich przez kolejne stany rzeki, które uniemożliwiałyby dostęp do tych obiektów, kwestia bezpieczeństwa itd. Więc te trudności spowodowały, że ten entuzjazm opadał i nie udało nam się zrealizować pomysłu miniskansenu.

Taki projekt udało się zrealizować oddziałowi zielonogórskiemu Towarzystwu Przyjaciół Fortyfikacji na terenie miejscowości Leśna Góra, czyli przed mostem w Cigacicach. Tam kilka obiektów zostało oczyszczonych i udostępnionych, ponieważ były w miejscu łatwodostępnym, bezpiecznym i były całe, czyli nie wysadzono ich podczas wojny. I taka ścieżka turystyczna po obiektach środkowej Odry tam funkcjonowała przez kilka lat.

Dziś trudno mi powiedzieć, jakie są losy tych obiektów.

Z takim działaniem edukacyjno-rekonstrukcyjnym doskonale sobie radzi grupa, która prowadzi tego typu obiekty w Pomorsku, czyli kilkanaście kilometrów dalej od Cigacic. Jest to o tyle interesujące, że robi to grupa wolontariuszy. I to są chyba najlepsze w tej chwili formy działalności związane z próbą zachowania dziedzictwa kulturowego z tego okresu, czyli stowarzyszenia, miłośnicy, którzy są w stanie poświęcić swój czas, swoją ciężką pracę dla utrzymania tego typu obiektów. Bo w sensie instytucjonalnym nie jest to takie proste, bo wymaga wielu zabiegów, na które niekoniecznie są środki. Dlatego też z uznaniem odnoszę się do tych pasjonatów, którzy pracują nad schronem 560. Bo właściwie robią to, co wtedy robiła grupa młodych chłopaków. Próbowała robić, a nie wyszło… (śmiech).

Czyli mocno pan tym ludziom kibicuje.

Bardzo kibicuję, podziwiam ich, jak tylko będziemy mogli, to będziemy to wspierać. Myślę, że warto, tylko trzeba mieć świadomość, że kapryśna rzeka Odra może tę pracę za kilka miesięcy zniweczyć. Ale też na tym polega aktywność człowieka, że zawsze naprawia to, co natura zniszczy.

Powiem tak: środowiska pasjonackie, które w tej chwili mają inny charakter, są inaczej postrzegane niż 20 lat temu, mogą sobie pozwolić na tego typu działania. Zresztą mamy w tej chwili w kraju nurt powstawania grup rekonstrukcyjnych, miłośników historii, którzy dysponują czasem, pieniędzmi i ta ich aktywność społeczna przenosi się na tego typu projekty, jak ten nowosolski, który, tak jak powiedziałem, uważam za bardzo interesujący.
Tym bardziej że obiekt 560 nadaje się do wyeksponowania.

Proszę o nim opowiedzieć.

To schron bojowy umiejscowiony w okolicy mostu drogowego, którego zadaniem, kiedy go budowano, była osłona bronią maszynową podejścia do tegoż mostu. Schron ten ostał się działaniom wojennym z bardzo prostego powodu. Kiedy Armia Czerwona przejmowała terytoria i niszczyła obiekty wysadzając je w powietrze, zachowywała te, które były zlokalizowane w punktach strategicznych, czyli np. przy mostach lub przeprawach promowych. Chodziło o to, żeby eksplozja nie uszkodziła tych ważnych obiektów, a z drugiej strony zostały pozostawione, żeby mogły być w jakikolwiek sposób wykorzystane później. To potwierdza np. historia ze schronami przy moście w Stanach, które też się ostały. Tam znajdują się dwa niewysadzone obiekty. Jeden z nich został częściowo pozbawiony płyt pancernych i w latach 60. zamieniono go na schron, z którego miały korzystać służby ochrony kolei.

Dodam, że to drugie miejsce na terenie powiatu nowosolskiego, gdzie można byłoby taki miniskansen fortyfikacyjny zrobić w oparciu o wcześniej oczyszczone i uporządkowane obiekty, o co zresztą postulujemy od dawna i mam nadzieję, że będzie to zrealizowane przy projekcie ścieżek rowerowych po dawnej trasie linii Wolsztyn-Nowa Sól.

Wróćmy do schronu nr 560.

Jest bardzo ciekawym schronem, dlatego że w nim zastosowano kazamatę pancerną 5P7, która się składała z dwóch płyt pancernych. Jednej poziomej, która stanowiła zadaszenie izby bojowej oraz pionowej, w której znajdował się otwór, przez który można było prowadzić ostrzał albo obserwację. Niestety, w latach 60., 70., kiedy uruchomiono akcje pozyskiwania złomu, to te dwie płyty pancerne zostały wycięte, natomiast schron przetrwał.

Dodam, że na terenie Nowej Soli jest jeszcze jeden schron zachowany w całości. Jest to obiekt 562 i znajduje się przy ul. Południowej. I też jego zagospodarowanie jest w gestii stowarzyszenia, które prowadzi jego rekonstrukcję. Chociaż to nie jest łatwe, bo do niego dostęp jest dosyć trudny. Więc tak naprawdę w Nowej Soli mamy dwa bardzo intersujące obiekty, przy których toczą się prace i to jest na pewno bardzo ciekawe.

Ile schronów jest w powiecie?

Łącznie nad Odrą wybudowano ok. 650 schronów, a na terenie powiatu nowosolskiego, czyli na odcinku od Bytomia Odrzańskiego do Białej Góry, doliczyliśmy się podczas inwentaryzacji ponad 70 obiektów zidentyfikowanych. Ich liczba może być większa, ponieważ nie do końca jesteśmy pewni, czy kilka obiektów nie jest zasypanych w wałach przeciwpowodziowych. Większość z nich jest całkowicie wysadzona.

Jak technicznie takie schrony wyglądały?

Różniły się wielkością, przeznaczeniem i konstrukcją w zależności od roku, w którym były wybudowane. Było kilka etapów w tworzeniu tych konstrukcji, które można podzielić na lata 1928-1932, kiedy budowano najstarsze schrony o odporności B/B1. One miały metr grubości stropów i 1,5 m ściany.
Później był okres budowy schronów w latach 1934-1935 i 1936 z wykończeniem w roku 1937.

Wnoszone w tym czasie obiekty bardzo się różniły konstrukcyjnie. Te najstarsze najczęściej składały się z jednej izby bojowej, w której był umieszczony karabin maszynowy i z tzw. śluzy gazoszczelnej. Wszystkie schrony miały charakter gazoszczelności. Doświadczenia z I wojny światowej spowodowały, że obawiano się użycia broni chemicznej i dlatego schrony były przystosowane, żeby przetrwać atak gazowy.

Po roku 34. budowano już schrony wieloczęściowe, składające się z kilku izb. Były to schrony bierne, bojowe i obserwacyjnie oraz z funkcjami mieszanymi. Składały się ze śluzy gazoszczelnej, czyli tzw. korytarzyka, izby bojowej, w której był karabin maszynowy i tzw. izby pogotowia załogi. Te ostatnie były już wyposażone w prycze do spania, znajdowały się tam ujęcia wody, łącznice telefoniczne oraz piecyk do ogrzewania i gotowania.

Schron 560 składała się właśnie z trzech pomieszczeń – śluzy gazoszczelnej, gdzie znajdowało się też wyjście awaryjne, z izby pogotowia załogi i izby bojowej.
Pasjonaci z grupy Schron 560 myślą o zrobieniu większego miniskansenu. Co pan na to?

Jak już powiedziałem, służymy wszelką pomocą, która będzie się wiązała ze wsparciem merytorycznym. Jest realizowany fajny pomysł. Osobiście udało mi się fortyfikacje nadodrzańskie wprowadzić już na początku lat 2000 do przewodników, m.in. dzięki współpracy Urzędu Miejskiego, który wydał wtedy przewodnik rowerowy autorstwa Stanisława Józwy. Pierwszy ważny przewodnik turystyczny po Nowej Soli i okolicach. Wtedy też pojawiła się mapka obiektów, w tym także schronów, którą udało się wprowadzić do obiegu. Ale nie było jednocześnie wtedy możliwości, żeby któryś z tych obiektów odrestaurować. Więc każda inicjatywa, która będzie służyła zachowywaniu tego tych reliktów przeszłości, powinna być wspierana. To jest atrakcja historyczna, a jak pokazują doświadczenia z innych części kraju, także turystyczna.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *