Rowerowo, samochodowo, klasycznie

70 samochodów w wersji retro i 15 starych rowerów można było zobaczyć podczas kolejnego Nowosolskiego Spotkania Klasyków. Nie byliście? Żałujcie

Impreza odbyła się w zeszłą niedzielę na terenie Wodnego Świata i była poprzedzona uroczystą paradą ulicami Nowej Soli.

Tegoroczna formuła spotkania została rozszerzona przez organizatorów, bo odwiedzający je goście mogli zobaczyć nie tylko stare samochody, ale także rowery, które budziły spore zainteresowanie wśród odwiedzających.

Aż trzy wystawił tego dnia Marek Malicki: – Każdy z nich jest dla mnie ważny, ale najbardziej wyjątkowy to rower marki Durkopp z 1932 roku. Kupiłem go od kolekcjonera w Niemczech, w Bawarii. Ten rower nie ma łańcucha, więc jest napędzany wałkiem – opowiadał o tym dwubiegowym, blisko 90-letnim klasyku Malicki. Nie ma wątpliwości, że stare, to znaczy solidne, a nie wadliwe i psujące się. – Jeden właściciel warsztatu rowerowego powiedział mi kiedyś, że naprawia tylko nowe rowery, bo w starych nic się nie psuje. I to nie jest żadna propaganda, tylko mój praktycyzm. Nie dzieje się nic, a jeździ się naprawdę wygodnie i bezawaryjnie – powiedział M. Malicki.

„Smarowanie raz w roku i jeżdżą bez zarzutu”

W podobnym tonie wypowiada się nowosolanin Sebastian Smołaga, który mimo młodego wieku mocno interesuje się historią Nowej Soli oraz wydarzeniami związanymi z II wojną światową.

– Te stare rowery to klasa sama w sobie, wystarczy nasmarować raz na sezon i jeżdżą bez zarzutu, nie psują się – potwierdza słowa Malickiego Smołaga, właściciel dwóch starych jednośladów.

Skąd zainteresowanie ukierunkowane właśnie na stare rowery?

– Pasja związana z rowerami wzięła się stąd, że jak jeździłem na rekonstrukcje historyczne, to któregoś razu wpadły mi w oko stare rowery. Od tamtego czasu się nimi zainteresowałem. I to się nie zmieniło do dziś. Obecnie na stanie mam dwa – jeden z 1928 roku firmy Steiger Record oraz drugi – Göricke z 1937 roku. Tego kupiłem trzy miesiące temu i przyznam szczerze, że trzeba było w niego włożyć trochę pieniędzy, żeby zakupić części. No i oczywiście trochę pracy, żeby je powymieniać. Ale praca przy tych rowerach to czysta przyjemność – opowiadał z pasją Smołaga.

Z tego, że po raz pierwszy pojawili się właściciele starych rowerów, cieszą się organizatorzy NSK.

– Ważne, żeby wprowadzać zmiany i oni wnieśli do naszego spotkania coś nowego, coś świeżego. Chcielibyśmy ich zapraszać także w latach następnych – mówi Robert Rychlewski, jeden z pomysłodawców imprezy, na którą przyjechało ok. 70 starych samochodów.

Wśród nich był m.in. Krzysztof Nowak z Zielonej Góry, właściciel fiata 126 p, który do Nowej Soli przyjechał po raz drugi. On nie tylko lubi stare samochody, ale generalnie stare rozwiązania techniczne. Na spotkanie klasyków zabrał ze sobą m.in. gramofon lampowy Bambino i polski magnetofon szpulowy zk 140 t. – Stare, peerelowskie rozwiązania techniczne są ciekawe i na tyle proste, że większość napraw można zrobić samemu. I tak też jest w samochodach – mówił K. Nowak. Jego maluch wyjechał z zakładu produkcyjnego w 1989 roku.

– To drugi mały fiat w mojej przygodzie z motoryzacją w wersji retro. Ten poprzedni był z 1987 roku. Dlaczego akurat fiat 126p? Kupiłem ten model, bo to był pierwszy samochód ojca, więc stwierdziłem, że za pierwszą swoją pensję kupię taki samochód, którym on jeździł. I tym maluchem dwa dni po zakupie wspólnie z kolegą pojechaliśmy w góry. I wróciliśmy. W trasie nie zawiódł, ale popsuł się już na miejscu, tak jakby wiedział, kiedy może… – śmieje się K. Nowak.

„Czarna perła”

Na zlocie pojawiała się także Czarna Perła, którą nie przypłynął jednak kapitan Jack Sparrow, a przyjechał Szymon Sobczak. Swojego volkswagena t3 z 1980 roku wystylizował na piracki okręt, który „pływa” po ulicach Nowej Soli.

– Dzieciaki wpadły na pomysł, żeby go zrobić na Czarną Perłę, bo są fanami filmu „Piraci z Karaibów”. I tak okleiliśmy go na stylizację piracką, która na pewno budzi zainteresowanie – opowiadał Sobczak. On także nie ma wątpliwości, że stare samochody są jare…

– Zawsze miałem stary samochód, nigdy nowy. Był polonez, duży fiat, maluch. W nich wszystko idzie zrobić samemu. Jak wysiądzie na trasie, to położę się pod auto i je naprawię. A w tych nowych? Trzy kontrolki się zapalą i koniec – stoisz w polu. Nie to co w starych. Jeśli masz podstawową wiedzę i klucz, to spokojnie sam je naprawisz – mówi o urokach posiadania starego samochodu nowosolanin.

I właśnie takich jak on pasjonatów starej motoryzacji można było po raz kolejny spotkać w niedzielę w Nowej Soli.

W trakcie imprezy przyznano nagrody indywidualne, który wręczył patronujący imprezie prezydent Wadim Tyszkiewicz.

I tak najładniejszym i jednocześnie najstarszym pojazdem został wybrany mercedes ponton w121 z 1961, którego właścicielem jest Mirosław Chodakowski. Z kolei najładniej przebranym uczestnikiem zlotu został Leszek Wolański.

Ciekawostką i nowością podczas imprezy była obecność młodego artysty Szczepana Zalewskiego, który namalował jeden samochód i jeden rower, które najbardziej przypadły mu do gustu. I te pamiątki w postaci obrazów podarował Ewelinie Szumlewicz, właścicielce garbusa oraz Robertowi Rychlewskiemu, właścicielowi starego batavusa.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *