Chłopak z gitarą zdobywa szczyty sławy

Nowosolanin Tomasz Radziszewski wziął udział w międzynarodowym konkursie gitarowym w Tallinie, gdzie zajął pierwsze miejsce. Przed nim trasa koncertowa i zmagania z najlepszymi gitarzystami w Londynie

Tomasz Radziszewski skończył szkołę muzyczną pierwszego stopnia w Nowej Soli w klasie gitary klasycznej, następnie szkołę drugiego stopnia w Zielonej Górze, a obecnie jest studentem Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

Jego profesor – Piotr Zaleski – skierował go na konkurs dla gitar klasycznych w Tallinie w Estonii, który odbywał się w połowie czerwca. Na 18 uczestników z 12 krajów T. Radziszewski zajął pierwsze miejsce. – Poziom okazał się bardzo wysoki. Przyjechali ludzie z Portugalii, Włoch, Niemiec, było też kilka osób z Estonii i z Rosji – zauważa T. Radziszewski.

Konkurs w Tallinie jest jednym z 14 największych tego typu konkursów gitarowych w Europie i jest wpisany w tzw. program Eurostrings. 14 osób, które zdobędą pierwsze miejsca we wspomnianych konkursach, pojedzie zmierzyć się ze sobą w Londynie. Każdy ma ponadto zapewnioną niewielką trasę koncertową. – Nie wiem jak, jakimś boskim trafem, udało mi się wygrać ten konkurs, mimo że byłem najmłodszym z uczestników – cieszy się 21-letni Radziszewski, który postanowił opowiedzieć nam o swoich wrażeniach z Estonii.

– Mieszkaliśmy z kilkoma uczestnikami w jednym miejscu, z innymi spotykaliśmy się wieczorami przy kolacji czy na piwie. Każdy z nich się przechwalał, gdzie on to nie gra koncertów – ktoś w Stanach Zjednoczonych, ktoś inny w Japonii, Chinach czy w Argentynie. Ja się nie odzywałem, bo co miałem powiedzieć? Że grałem koncert w kościele w Warszawie – i to za darmo? A przyszło co do czego i wygrałem – cieszy się nasz rozmówca.

Nowosolanin do Londynu pojedzie w marcu. Trasa koncertowa zaczyna się już w listopadzie i będzie trwała osiem miesięcy. Będzie jednym z trzech Polaków, którzy staną do konkursu.

Dość zabawne w historii muzyka jest to, że szkołę muzyczną pierwszego stopnia ukończył wręcz w bólach. – To mama mnie zapisała i przez sześć lat ciągnęła do tej szkoły za uszy. Uciekałem z lekcji, wręcz nienawidziłem na nie chodzić. To była dla mnie po prostu męczarnia. Szczerze przyznam, że w pierwszym stopniu prawie nie ćwiczyłem, tylko przegrywałem sobie utwory w domu, tak żeby nauczyć się ich na pamięć i zostawić tę gitarę, żeby mieć spokój – wspomina ze śmiechem T. Radziszewski, który z perspektywy czasu bardzo dobrze ocenia tamten czas.

Jego miłość go gitary objawiła się w szkole drugiego stopnia. – Nauczyciel wysłał mnie na konkurs, który mnie skompromitował. A sam wyprosiłem, żebym mógł pojechać, bo nie chciał mnie puścić. Dopiero na tym konkursie, po ośmiu latach grania, ocknąłem się. Wydawało mi się, że zagrałem całkiem nieźle, ale jak zobaczyłem swoją punktację, to mina mi zrzedła. Postanowiłem wówczas w pełni wykorzystać moje możliwości i więcej się na sobie nie zawieść – mówi.
Wtedy zaczął intensywnie pracować i odnosić drobne sukcesy.

Duży wpływ na T. Radziszewskiego miał jego ojciec. – On ma talent, ale wszystkim chce wmówić, że tak nie jest. Prawda jest taka, że uczył się grać sam, co dowodzi, że ma genialny słuch muzyczny. Kiedyś pogrywał sobie na fortepianie, nauczył się grać na gitarze, przez około 25 lat grał na basie w scholi kościelnej. Tata słyszy wszystkie niuanse, wychwyci wszystkie moje błędy. Jak byłem młodszy, był dla mnie kopalnią wiedzy. Wyjaśnił mi logikę i zasady strojenia instrumentu, dzięki temu byłem pierwszą osobą w szkole, która to potrafiła w wieku 9 lat – opowiada nowosolanin.

Gitara klasyczna to jednak nie jedyna jego pasja. Tak naprawdę przez przypadek związał się dodatkowo z operą. – Jeszcze w Zielonej Górze akompaniowałem jednej śpiewaczce – uczennicy. Chciała koniecznie śpiewać utwór z gitarą. Pewnego razu rozśpiewywała się w klasie śpiewu. Wszedłem tam i zacząłem sobie robić żarty i śpiewać z nią. Trochę piszczałem. Nagle nauczycielka kazała przestać koleżance śpiewać. Zawołała inną nauczycielkę i mówi – „patrz, co znalazłam”. Nie miałem pojęcia, jaki one urok we mnie widzą, bo to było dla mnie takie naturalne. Później próbowałem zdawać do szkoły drugiego stopnia, równolegle ze studiami, ale się nie nie dostałem. Po roku przygotowań w końcu się udało – opowiada T. Radziszewski, który dzisiaj śpiewa w wędrownej operze we Wrocławiu zwanej Towarzystwem Teatralnym.

Jak podkreśla Radziszewski, jego serce, ze względu na sentyment, jest bliżej gitary, ale mocno ciekawi go śpiew. – Czyli serce artysty mam rozdarte – przyznaje.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

One thought on “Chłopak z gitarą zdobywa szczyty sławy

  • 13 lipca 2018 at 11:47
    Permalink

    Miło się czyta o takich zdolnych ludziach. Uwielbiam dźwieki gitary kupiłam sobie z megasceny gitarę taką tanią żeby się nauczyć na niej grać. I powoli to robię jestem samoukiem wiec zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *