Nowe pokolenie nowosolskiego hip-hopu. Kim są, o czym rapują?

– Czasami jest we mnie dużo negatywnych emocji, a innym razem mam ochotę napisać o tym, że znowu świeci słońce na dworze. To wszystko zależy od tego, w jakim stanie aktualnie próbuję pisać. Na przekaz wpływa wiele czynników. Inspirację czerpię z tego, co mnie otacza. W życiu ludzi dzieje się wystarczająco dużo, żeby jeden-dwa razy w tygodniu usiąść i napisać o tym kilkadziesiąt wersów – mówi Szymon Pakuła, pseudonim Aris, nowosolski raper. To jeden z bohaterów naszego reportażu o hip-hopowcach młodego pokolenia

Pasjonaci lokalnego hip-hopu na pewno znają NSP, Szczyptę Smaku, Kwitę czy Ice-Mana. To stara szkoła, ludzie uznani na lokalnym rynku. My chcemy przedstawić młode wilki.

Marcin Ligas ma 24 lata, nagrywa pod pseudonimem Eligie. To pierwsze trzy litery jego nazwiska – tak jak je się słyszy. Skąd pomysł na rap w jego życiu? Jak miał 6 lat, siostra zaraziła go miłością do tej muzyki. Spodobał mu się ten świat, kultura i klimat, jakie niosą ze sobą koncerty hip-hopowe.

Swoją przygodę z pisaniem i nagrywaniem rozpoczął w wieku 19 lat. Od tamtego czasu zaczął brać na poważnie to, co pisze. Wcześniej rapował po kątach; nikt go nie wspierał, sam się do tego napędzał i robił to wszystko dla siebie.

– Kiedy piszę teksty, jestem narratorem wydarzeń, które dzieją się wokół mnie – mówi Eligie. – Wszystko, co mnie otacza, przelewam na papier. Staram się wczuć też w życie innych ludzi, które widzę, bacznie obserwuję. To mnie inspiruje, bo przecież możemy stać się kimś lepszym każdego dnia – dodaje Marcin Ligas.
Jego wszystkie słowa przelewane na papier dotyczą więc życia – jego, osobistego albo innych.

Ma jakichś idoli? Choćby 2Paca. Bo tak jak dla nieżyjącego rapera ze Stanów liczą się dla Ligasa takie wartości, jak rodzina, miłość, przyjaźń. Niekoniecznie pieniądze.

– 2Pac był jednak kontrowersyjny?

– To świat zrobił z niego zbrodniarza, a nie on sam się nim stał – uważa Eligie.

Jeden z cytatów z tekstów Marcina Ligasa jest dla niego najważniejszy. Kieruje się nim od dłuższego czasu: „Na dobre imię haruj i wspinaj się po szczeblach, bo nie ma nic za darmo, a wszystko jest w naszych rękach”.

– Co takiego jest w rapie?

– Opisuje życie. Daje do myślenia, daje też często ambicje tym, którzy ich nie mieli – podkreśla Ligas.

Dla niego ten gatunek muzyczny jest jak narkotyk – jak się raz zacznie, to trudno skończyć. Od dawna chciał robić własną muzykę. Jego kawałków można poszukać m.in. na portalach YouTube czy SoundCloud.

Łączy swoją przyszłość z rapem? – Nie, bo robienie rapu łączę ze swoim życiem. To jest droga, nie będę z tego żyć. Przyszłość to ja łączę ze swoją kobietą (śmiech).

Rap to dla mnie pasja, odczuwanie różnych stanów.

– Już coś osiągnąłeś dzięki rapowaniu?

– Nie, ale zdobyłem coś ważniejszego niż osiągnięcia – uznanie tych chłopaków na dzielnicach.

Eligie chciałby wydać swoją debiutancką płytę pod koniec tego roku. Obiecał ją kuzynowi z Lęborka. Pierwszy kawałek, jaki udostępnił szerzej, nazwał

„Perypetia”. Nagrywa na mikrofonie pojemnościowym Shure. Kiedyś na mikrofonie do rozmów przez Skype za 9 zł.

– Kiedy najlepiej ci się pisze?

– Różnie. Robię to czasami w biegu, tak naprawdę o każdej porze – kiedy poczuję wenę. Czasami po dwa wersy, czasem całe zwrotki.

„Nie jestem podróbką”

MMarss, Tomasz Łukasik, rapuje od dziewięciu lat. Dlaczego wybrał akurat taki pseudonim artystyczny? Zaczerpnął go z gry komputerowej – potrzebował nazwy dla… awatara.

Kiedyś słuchał też innych rodzajów muzycznych, ale w rapie się zakochał. Przełomowy moment? Jak usłyszał na Vivie „Weź to poczuj” Onara i Lerka.
Na początku wspierał go w pasji przyjaciel, teraz dziewczyna i – jak mówi – większość znajomych. – Oni wierzą w mój potencjał. Kiedyś przesłuchałem w internecie kilka utworów raperów z Nowej Soli i powiedziałem sobie: „Jeśli oni mogą, to czemu ja nie?”. I tak się zaczęło – uśmiecha się Łukasik.
O czym pisze? Swój pierwszy singiel nazwał „Pieprzone życie”, a kawałek w duecie – „Taka jest Polska”. – Staram się pisać teksty na wysokim poziomie, z życiowym przekazem, o motywacji. Zresztą wystarczy wpisać na YouTube MMarss i przesłuchać utwory – zachęca nowosolanin.

Inspiracje czerpie zewsząd. Na papier przelewa to, co go zaciekawi. Głównie motywy z życia codziennego. Zapisuje też to, co go zaskoczy.

Muzyczni idole Tomasza Łukasika? Inspiruje się kilkoma, ale ich nie zdradza. – Staram się, żeby moje teksty były kojarzone ze mną, a nie z innymi artystami. Nie jestem podróbką i nie staram się nią być.

– A twój najlepszy utwór, najważniejsze wersy, jakie napisałeś?

– Największe znaczenie dla mnie i dla mojej twórczości ma kawałek, który trafi na moją płytę „Kontrola umysłu”. Tam rapuję m.in. tak: „Poziom coraz wyższy, zabawny, ale też pyskaty/dziś toksycznych ludzi postawiam na straty/jestem cwany jak lis, hardy jak niedźwiedź/choć tu o sobie napiszę tylko ćwierć”. Jestem w trakcie wydania swojej pierwszej legalnej płyty, która będzie miała premierę w tym roku, będę też rozdawał swoje tokeny. Najlepiej obserwować mnie na fanpejdżu na Facebooku, żeby być na bieżąco. Aktualnie współpracuję z jednym z realizatorów – Soundcore z Zielonej Góry, a nagrywałem na mikrofonie dynamicznym i mikserze za… 200 zł (śmiech).

No właśnie – prężnie działa też na Facebooku i YouTube. Tomasz Łukasik ma również swoją stronę internetową – www.tomasz-lukasik.pl. Idzie mocno w rap. Chce w przyszłości tylko tym się zajmować, z tego żyć.

I do celu dąży śmiało. – W 2011 roku dostałem z moim kuzynem wyróżnienie w konkursie Pro Arte, a w 2013 zdobyłem wyróżnienie na dniach Nowej Soli.

ŻEBY PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Natalia Koprucka

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *