Stażyści na ranczu u Brata Alberta

Od 10 lipca na jednej z działek w Rudnie, której uprawą od przeszło 20 lat zajmuje się Towarzystwo im. św. Brata Alberta w Nowej Soli, pracuje dwóch stażystów. – Lepsze to niż siedzenie w domu – mówią nam z uśmiechem

Na ranczu w Rudnie spotykamy się z Aleksandrem Tomaszewskim, prezesem Towarzystwa im. św. Brata Alberta w Nowej Soli.
Zaczynamy oczywiście od obejrzenia ogrodu. Wrażenie robi niesamowite. Chwastów tu raczej nie uświadczysz. Rajki są równiutkie. Warzywa na wypielęgnowanych krzakach dojrzałe, cieszące oko. 

A. Tomaszewski najpierw pokazuje nam dorodne kabaczki, żółtą fasolkę, ogórki, włoszczyznę, buraki, cebulę, szczypior. Takiego ogrodu warzywnego nie powstydziłby się działkowiec z 40-letnim doświadczeniem. Na ustawionym na zewnątrz stoliku stoi wielki słoik z kiszonymi ogórkami. Oczywiście częstujemy się. Są pyszne.

– Jest dużo chrzanu, który też uprawiamy sami. Zawsze dodajemy świeży, zebrany tego samego dnia. Mamy też swój koper. Dosiewamy go co dwa tygodnie, żeby też zawsze był świeżutki. Tutaj dodane są też liście chrzanu. Poza tym musi być odpowiednia ilość soli – łyżka stołowa na litr wody – opowiada A. Tomaszewski.

Plony, które daje towarzystwu ranczo, trafiają później do kuchni Brata Alberta, która wydaje posiłki dla najuboższych mieszkańców miasta, bezdomnych, ludzi z problemami alkoholowymi. – Wystarcza nam tego na cały rok – podkreśla A. Tomaszewski i dodaje: – Do nas głównie przychodzą ludzie, którzy są skierowani z Ośrodka Pomocy Społecznej, bo chcieliśmy wydawać posiłki za niewielką opłatą, ale ludziom jest po prostu do nas za daleko. Przypuszczam, że gdyby była jakaś salka w mieście lub jakiś mały punkt wydawczy, to chętniej by przychodzili – zastanawia się A. Tomaszewski.

Bolesław i Zdzisław

W ramach programu realizowanego przez urząd pracy na ranczu pracuje w tej chwili dwóch mężczyzn – pan Zdzisław i pan Bolesław. Obaj są koło sześćdziesiątki. Program ma na celu aktywizację zawodową bezrobotnych po 30. roku życia, którzy są w szczególnie niekorzystnej sytuacji na rynku pracy. Za staż, który trwa pięć miesięcy, otrzymują po 1000 zł miesięcznie na rękę. Pracują 40 godzin tygodniowo, od poniedziałku do piątku, po osiem godzin dziennie. 

– To wszystko polega na aktywizacji, żeby ludzie widzieli wytwór swojej pracy, wspólnie działali, planowali. Przychodzą tu, nabywają nowych umiejętności, które później mogą wykorzystać w życiu. W czasie pięciu miesięcy stażu z pewnością wiele osiągną – podkreśla szef towarzystwa.

Pan Bolesław po skończeniu stażu chciałby znaleźć jakąś pracę. – Przecież z czegoś muszę żyć. Ale osobę w moim wieku nie chcą raczej zatrudniać. Pójdzie się do prywaciarza, on powie: „Na dziko rób, a jak nie, to nie przyjmie cię, bo jesteś za stary”. Weźmie młodego, a młody nic nie umie – stwierdza nasz rozmówca. – Kiedyś w urzędzie pracy zobaczyłem ofertę, że ktoś poszukuje fachowca do 25 lat z 15-letnim doświadczeniem – dziwi się pan Bolesław.

Mężczyzna z zawodu jest mechanikiem maszyn przemysłowych. – Za komuny stała praca była, każdy pracował, inne warunki były. U mnie od czasu przemian społeczno-politycznych, czyli od 1989 roku, zaczęły się problemy ze stałą pracą. To był najtrudniejszy okres w moim życiu – wspomina mężczyzna.

Dzisiaj pan Bolesław ma 62 lata, pracuje na stażu w ogrodzie, w pełnym słońcu. – Dobrze, że chociaż nie stoję w miejscu, że chodzę na ten staż. Przynajmniej troszeczkę sobie zarobię. Wczoraj z urzędu pracy dostałem świstek. W domu wszyscy byli zdziwieni, nie wierzyli, że będę zarabiał 1000 zł na rękę. Ale co tam, najważniejsze, że pracuję, a sama praca bardzo mi się podoba. Przy moim domu od dziecka mieliśmy ogród warzywny. Mama poświęcała tej pracy wiele serca.

Teraz, jak tak sobie tu pracuję, wspominam tamte lata, ciepło się człowiekowi na sercu robi – uśmiecha się pan Bolesław.

„Stop bierności”

Jego kolega ze stażu – pan Zdzisław – ma 58 lat. Kiedyś był sportowcem, grał w piłkę nożną, uprawiał lekkoatletykę. Podobnie jak pan Bolesław, pochodzi z Nowej Soli. Od siedmiu lat jest na zasiłku dla osób niepełnosprawnych, ma przyznaną drugą grupę. Zasiłek to 500 zł miesięcznie. Pan Zdzisław na czas stażu musiał go zawiesić. – Na stażu mam te 500 zł więcej. Zawsze coś – mówi. Mężczyzna pracuje tak naprawdę od dziecka. Zaczynał na budowie już jako 10-latek. – Zawsze zarobiłem parę groszy na zeszyty, książki czy jeszcze coś innego. Praktycznie od 10. roku życia pracowałem w każde wakacje. Kiedy kończyłem „Odlewniak”, jeszcze w trakcie nauki pracowałem na pół etatu jako sprzątacz. Miesięcznie miałem 600 zł, a jak zbliżały się jakieś święta, to zawsze wykonywałem jakąś dodatkową pracę – np. mycie okien – opowiada pan Zdzisław, który z zawodu jest mechanikiem. – Po szkole pracowałem trochę w zawodzie, ale później firmy zaczęły się rozpadać – dodaje.

Dzisiaj mężczyzna cierpi na dyskopatię. Jest po operacji oka, nosi aparat słuchowy. Mimo swoich problemów ze zdrowiem chciałby znaleźć pracę.
– Ogólnie bardzo cieszę się z tego stażu, bo przynajmniej się nie nudzę i mam jakieś zajęcie. Bardzo lubię tę pracę. W 1971 roku pracowałem w ogrodzie u kuzyna w Lubieszowie, tak że zajęcia, które teraz wykonuję, nie są mi obce. Poza tym od małego lubiłem takie klimaty. Na wiosce pasłem kuzynce owce. Lubię kontakt z przyrodą i w przyszłym roku też będę się starał, żeby pracować w tym samym miejscu – podkreśla pan Zdzisław, który stołuje się w Towarzystwie im. Brata Alberta od kilku lat.

– Stop bierności – mówi Aleksander Tomaszewski. – Aktywizujący charakter pracy polega na tym, że jej efekty mogą być osiągane tylko przez zaangażowanie podopiecznych. Wdrożenie ich do pracy prowadzi do ukształtowania trwałej postawy aktywności i jednocześnie wyzwala tendencje twórcze. Podopieczny, pracujący w gromadzie, odkrywa walory zbiorowego wysiłku i sprawnej organizacji i koordynacji działań. Zdaniem Jana Pawła II praca stanowi podstawę życia społecznego już przez sam fakt, że człowiek pracuje z innymi i dla innych.

Anna Karasiewicz

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *