Syn powstańca: To była dla taty trauma [ROZMOWA]

– W domu bardzo niechętnie i mało mówił o powstaniu warszawskim. Zawsze z mamą wiedzieliśmy, że to dla niego jest trauma. Wiemy, że co roku każdego 1 sierpnia spotykał się ze swoimi żyjącymi jeszcze wówczas towarzyszami broni i kolegami z hufca i pułku. Wtedy w swoim towarzystwie wspominali tamte tragiczne czasy – mówi Piotr Makowski, warszawiak z urodzenia, od 10 lat mieszkający w Nowej Soli

Choć Piotr Makowski urodził się w Warszawie, los sprawił, że w 2008 roku trafił na stałe do Nowej Soli. W kolejną rocznicę powstania warszawskiego opowiada historię swojego ojca Tadeusza, który jako harcerz brał udział w powstaniu. Mówi też o tym, jak ważne jest powstanie dla rdzennych warszawiaków.

***

Mateusz Pojnar: Ile lat miał pana tata, kiedy wybuchło powstanie warszawskie?

Piotr Makowski: Urodził się 12 sierpnia 1930 roku, więc niespełna 14 lat.

Co pan wie o jego powstańczej historii?

Tata całą okupację spędził w Warszawie razem ze swoją matką i siostrą – był harcerzem i ze swoim hufcem należał do formacji Szarych Szeregów podległych pułkowi Armii Krajowej „Baszta”.

Przez całą okupację był kurierem, przenosił rozłożone w częściach elementy broni palnej – pistolety i karabiny maszynowe – do odpowiednich, wskazanych rozkazem miejsc. Zgodnie z rozkazem dowództwa Szarych Szeregów jako warszawiak i patriota brał udział w powstaniu od początku do końca. Walczył jako kurier i na barykadach w Śródmieściu, ale dokładnych miejsc nie jestem w stanie wskazać.

Pamięta pan w domu rozmowy o powstaniu? Jakieś strzępki rozmów?

Tata w domu bardzo niechętnie i mało mówił o powstaniu warszawskim. Zawsze z mamą wiedzieliśmy, że to dla niego jest trauma. Wiemy, że co roku każdego 1 sierpnia spotykał się ze swoimi żyjącymi jeszcze wówczas towarzyszami broni i kolegami z hufca i pułku. Wtedy w swoim towarzystwie wspominali tamte tragiczne czasy.

Tata zawsze po takich spotkaniach wracał bardzo wzruszony.

Żadne pamiątki z 1944 nie zachowały się do dzisiaj?

Niestety, żadne – ani z okresu okupacji, ani z czasu powstania.

Na pewno do tej pory czuje pan dumę z postawy ojca?

Jestem bardzo dumny z mojego taty – prawdziwego warszawiaka i dzielnego człowieka. On narażał podczas okupacji nie tylko siebie, również swoją matkę i siostrę, ale wola walki o wolną Polskę z pewnością była w nim silniejsza.

Zdecydowaną większość życia spędził pan w Warszawie, teraz też co jakiś czas jeździ pan do stolicy. Na co dzień widać, że historia powstania jest dla mieszkańców ważna?

Myślę, że warszawiacy, ci rdzenni, są dumni z historii swojego miasta. Może nie widać tego na co dzień, ale przy licznych okazjach to jest często podkreślane; to, jak ważna dla warszawiaków jest historia powstania.

Ku mojej radości dostrzegam również to, że przyjezdni, którzy przybywają do Warszawy do pracy, zaczynają w niej mieszkać, coraz bardziej doceniają wagę i wartość powstania w całej historii Polski.

Muszę przyznać, że serce mi rośnie, jak co roku 1 sierpnia, kiedy zaczynają wyć w Warszawie syreny, wszyscy stają w miejscu i z powagą chylą czoła ku czci tych wspaniałych ludzi. Również do niedawna, odwiedzając grób taty w sierpniu albo w listopadzie, znajdowałem zawsze świecę z nadrukiem Szarych Szeregów pułk Baszta, co oznaczało, że koledzy taty pamiętali o nim. Niestety, od kilku lat świeczniki już się nie pojawiają, a to znaczy, że wszyscy odeszli już na wieczną wartę. Cześć ich pamięci.

Muzeum Powstania Warszawskiego dwa lata temu zrobiło kampanię „Polska walcząca – Upamiętniaj godnie”. Miała na celu zwrócenie uwagi szczególnie młodym ludziom, by nie nadużywać znaku Polski Walczącej na co dzień. Pana zdaniem to jest problem?

Symbolika powstania nigdy nie powinna być nadużywana, bo ma wartość ponadczasową i jestem oburzony, że różne ugrupowania pseudopatriotów profanują kotwicę powstańczą czy historię tego zrywu dla swoich celów. To powinno być prawnie zabronione.

Niektórzy historycy do dzisiaj debatują, czy powstanie warszawskie było potrzebne. Co pan o tym myśli?

Powiem tak: ono nie tyle było konieczne lub nie, ile po prostu musiało wybuchnąć – bez względu na cele polityczne. Tak uważał mój tata. Wszyscy warszawiacy mieli już tak dość okupanta i jego bestialskich metod wyniszczania i upadlania ludzi. Gdyby nie przyszedł rozkaz z dowództwa AK, to ludzie sami sięgnęliby po broń.

Codzienne łapanki, rozstrzeliwania, wyrzucanie ludzi z mieszkań, kierowanie do obozów śmierci, wydzielanie głodowych porcji żywieniowych i szereg innych okrutnych i bestialskich metod – to wszystko według opinii mojego taty powodowało, że wybuch powstania był nieunikniony.

Sprawy polityczne warszawiaków nie obchodziły. Oni uważali, że jeśli mają umrzeć, to z bronią w ręku, z podniesionym dumnie czołem. I nie na kolanach. Po prostu jako wolni Polacy.

Nowa Sól staje na wysokości zadania, jeśli chodzi o upamiętnienie powstańców?

Od 2008, czyli od kiedy mieszkam na stałe w Nowej Soli, jestem co roku wdzięczny prezydentowi Wadimowi Tyszkiewiczowi za godne obchodzenie rocznicy powstania. Są syreny, są uroczystości okolicznościowe przy pomniku Bohaterom Walk o Polskę koło „Ogólniaka”.

Pięć lat temu poprosiłem nawet jednego z dziennikarzy „Tygodnika Krąg” o wydrukowanie podziękowań dla władz miasta za naprawdę godne uczczenie rocznicy powstania.

A jak wyglądał pana 1 sierpnia w tym roku?

Moja mama była na uroczystościach przy pomniku, ja niestety z powodu choroby zostałem w domu, ale o godz. 17.00, w godzinę „W”, zapaliłem w domu świeczkę ku pamięci mojego taty i jego dzielnych towarzyszy.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *