Mam plany i jestem spokojna

Przedszkole, żłobek, drogi, chodniki, oświetlenie – Otyń zmienił się nie do poznania – mówią te osoby, które przyjeżdżają po dłuższej nieobecności. Burmistrz Barbarę Wróblewską pytamy o minione lata i plany na przyszłość. Odkrywa przed nami, co przeżyła na stanowisku głowy gminy i co ją zaskoczyło

Justyna Gurban: Za panią cztery lata zarządzania gminą. Kiedy tak pani sięgnie pamięcią do tyłu, to tak miało być?

Barbara Wróblewska: Było zupełnie inaczej, niż zakładałam. Oczywiście od początku wiedziałam, że w gminie trzeba ruszyć z inwestycjami, wprowadzić ją w XXI wiek. Nie spodziewałam się jednak tylu trudności. Kończąc kadencję wicestarosty i obejmując stanowisko wójta gminy świadoma byłam, że będzie ciężko i czeka mnie dużo pracy, ale były bardzo trudne momenty. Wchodząc do gminy musiałam zacząć od organizacji pracy. Nie funkcjonowały oczywiste dla mnie rozwiązania. Nie było projektów, w ramach których moglibyśmy ubiegać się o dofinansowania dla gminy. A te, które były, straciły swoją ważność, więc wszystko musiało być opracowane od podstaw. Zaczęliśmy się przygotowywać dokumentacyjnie, wszystko szło wolno. Na wszystko brakowało pieniędzy. W tamtym czasie Otyń był jedną z biedniejszych gmin, teraz jesteśmy w środku stawki. Zdarzało się, że dopadało mnie zmęczenie, które mijało dzięki kolejnym wyzwaniom, widocznym zmianom w naszych miejscowościach i satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. Kiedy ostatnio robiłam sobie takie podsumowanie, to stwierdziłam, że ani prowadzenie własnej firmy, ani praca w starostwie nie były tak intensywne, jak bycie wójtem.

Chyba burmistrzem? W końcu doprowadziła pani do historycznego wydarzenia i zamieniła Otyń w miasto.

Ciągle nie mogę się przyzwyczaić. Wszystko jedno, czy jestem wójtem, czy burmistrzem, bo pracy jest dokładnie tyle samo. Dla mnie od początku najważniejsze było, żeby nie zawieść ludzi. Przez cały czas swoją pracą staram się zapewniać, że wybierając mnie na wójta postawili na właściwą osobę. Od początku zdawałam sobie sprawę, że oczekiwania są bardzo wysokie. Każdego dnia byłam od świtu w urzędzie, docierałam na każdą budowę, do każdego odcinka powstającej drogi czy chodnika. Zresztą nie ma co ukrywać, przybyło mi zmarszczek i straciłam trochę kilogramów (śmiech). Cieszę się, że dzisiaj mogę się na to wspomnienie uśmiechnąć. Jestem już spokojniejsza, mam poukładane plany inwestycyjne, pracowity zespół w urzędzie.

Otyń zmienił się zwłaszcza na wjeździe. Przebudowa drogi zmieniła miejscowość wizerunkowo, czy to jest pani największa duma i chluba?

Główna droga rzeczywiście zmieniła się nie do poznania. To była duża inwestycja i bardzo skomplikowana, która wymagała ode mnie bardzo trudnych decyzji. Teraz czuję satysfakcję, kiedy podchodzą do mnie byli mieszkańcy gminy, którzy przyjeżdżają do rodzin w odwiedziny i mówią, że Otyń się zmienia. Miejscowi już się zdążyli przyzwyczaić. Zresztąsama się przyzwyczaiłam i tylko czasami ktoś mi o tym przypomina. Wciąż są nowe zadania i głowa jest skupiona na kolejnych. Tak naprawdę moją największą dumą jest nowe przedszkole i teraz żłobek. Po cichu liczę, że otrzymamy zewnętrzne dofinansowanie na dwuletnie bezpłatne funkcjonowanie żłobka. Byłaby to ogromna ulga dla rodziców. Wniosek został złożony, czekamy. No co ja na to poradzę, że najbardziej kocham dzieci. Oczywiście, że cieszy mnie każdy nowy chodnik, ale dzieci uwielbiam. A od kiedy mam wnuczka, to już w ogóle (śmiech).

Podobno kiedy pani burmistrz czegoś bardzo chce, a to nie wychodzi, to bywa ciężko i lepiej, żeby nikt nie podchodził.

Początki były niełatwe. Jestem ambitna i bardzo mi zależy. Dużo wymagam od pracowników, ale przede wszystkim od siebie i myślę, że Ci, którzy ze mną pracują, mogą to potwierdzić. Trudno mi było zrozumieć, dlaczego to wszystko tak wolno idzie, jestem dynamiczna w działaniu. Tymczasem wiecznie coś przeszkadzało, na coś trzeba było czekać, nie było naborów wniosków na te zadania, na których mi zależało. Bezradność jest dla mnie najgorsza, ale ten etap mamy już za sobą. Dzisiaj jest wszystko poukładane, mamy obrany plan na dalszy rozwój naszych wszystkich miejscowości. Najbardziej jestem dumna z pracowników. Mam świetny zespół zaangażowanych i pracowitych ludzi. Efekty ich ciężkiej pracy widać w każdym zakątku gminy. Duże znaczenie mają radni, którzy wspierali nas w realizacji zadań. Nie było kwestionowania obranego kierunku, każdy rozumiał, że musimy zrobić wielki skok do przodu.

Krążą opowieści o tym, że pracownicy zajmujący się zielenią czekali rano na panią burmistrz, aż pani pokaże, w jaki wzór mają posadzić kwiaty. Wciąż tak jest, nic nie może się odbyć bez pani wiedzy?

Nic na to nie poradzę, że lubię wszystko wiedzieć. Wydaje mi się, że jak gdzieś mnie nie ma, to nie zostanie zrobione tak, jak trzeba. Z tymi kwiatkami to chyba żart (śmiech). Staram się jednak być na każdym gminnym placu budowy. Wtedy na bieżąco widzę, co się dzieje, w każdej chwili mogę interweniować.

Co pani zaplanowała dla gminy na najbliższe lata?

Wielką inwestycją będzie przebudowa ulicy Ogrodowej. Po zrealizowaniu tego zadania powstanie obwodnica Konradowa i Zakęcia. W połączeniu z powstającym wiaduktem nad torami kolejowymi to będzie coś absolutnie wyjątkowego. Powstaną kolejne tereny pod zabudowę jednorodzinną.

Planując zadania trzeba cały czas pamiętać, żeby godzić interesy Otynia i pozostałych miejscowości. W każdej udało nam się coś zrobić dla mieszkańców. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania były większe, jednak zrobiliśmy tyle, ile na obecną chwilę zdążyliśmy. W dalszym ciągu będziemy inwestować w kolejne drogi, chodniki i oświetlenie w miejscowościach. Koniecznie trzeba podjąć działania w rozbudowie wodociągów, kanalizacji i gazyfikacji. Pamiętam o szkołach i przedszkolach. Jesteśmy w trakcie budowy czterech placów zabaw i przygotowujemy się do powstania kolejnych czterech. Muszę się jednak przyznać, że sen z powiek spędza mi myśl o zjeździe do Zakęcia. Bardzo mi zależy, żeby tam było bezpiecznie. Nieuregulowany stan gruntów i sprawy własnościowe utrudniają przebudowę tego skrzyżowania. Jesteśmy coraz bliżej porozumienia z przedstawicielami dróg krajowych, wojewódzkich i powiatowych. To się musi udać.

W gminie z pewnością przybywa domów jednorodzinnych, widać to gołym okiem, czy przybyło mieszkańców?

Mieszkańcy budują nowe domy i to jest wspaniałe. Mają pracę, dobre warunki do życia, dostęp do przedszkola. Przeprowadzają się do nas nowosolanie. Budują domy w różnych częściach gminy. Kiedy zaczynałam pracę na stanowisku wójta, było 6500 mieszkańców, a teraz jest 7040.

Przed naszą rozmową powiedziała pani, że nie ma czasu na kampanię wyborczą, co to oznacza?

Tak powiedziałam, bo naprawdę nie mam czasu. W tej chwili przygotowujemy się dokumentacyjnie do złożenia dwóch wniosków na schetynówki w Zakęciu i Modrzycy, na ukończeniu są inwestycje sali wiejskiej w Ługach, place zabaw, zbiorniki w Niedoradzu, trwają odbiory i rozliczenia inwestycji drogowych – to dla mnie priorytet. Oczywiście będę się starała podsumować to, co zrobiłam i przedstawić, co mam w planach. Chciałabym dotrzeć do mieszkańców, żeby im pokazać co zostało zrobione w rożnych częściach gminy. Wielokrotnie jest tak, że mieszkańcy jednej miejscowości nie wiedzą, co się wydarzyło w drugiej. Nie mogę jednak zostawić pracy i zajmować się wyborami. Każdego dnia czeka na mnie sterta dokumentów i kolejnych tematów do zrealizowania. Uważam, że moją kampanią wyborczą są przeprowadzone przez cztery lata inwestycje i zmiany, jakie dzięki nim zaszły w całej gminie. Dziękuję mieszkańcom za życzliwe słowa i każdą uwagę, która mobilizowała mnie do jeszcze bardziej wytężonej pracy.

 

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *