Stawiam na dalszy rozwój

– Jesteśmy w trakcie negocjowania kolejnych trzech nowych inwestycji, dających nie tylko nowe miejsca pracy, ale też dochody dla miasta na inne oczekiwane inwestycje. Jednak to wszystko nie jest takie proste. Jeśli z tych trzech uda nam się zatrzymać dwie, będę przeszczęśliwy – mówi prezydent Wadim Tyszkiewicz, który wystartuje ponownie w najbliższych wyborach samorządowych

Justyna Gurban: Zapowiadał pan cztery lata temu, że to pana ostatnia kadencja. Miał pan plany związane z ogólnopolską polityką. Co się zmieniło, że postanowił pan zostać w Nowej Soli?

Wadim Tyszkiewicz: Uważałem, że 16 lat wystarczy. Praca dla miasta zdominowała moje życie, w tym prywatne również. Całkowite podporządkowanie swojego życia miastu wyczerpuje. Chciałem zmiany.

Co do ogólnopolskiej polityki, to spróbowałem i wycofałem się, gdyż uświadomiłem sobie, że nie da się robić „dużej” polityki z poziomu małego miasta. Żeby być skutecznym politykiem, a nie statystą, trzeba być w Warszawie. A ja na to nie miałem czasu, pracując dla Nowej Soli. Nie da się łapać jednocześnie dwóch srok za ogon. Wybrałem jednak samorząd i Nową Sól. No i jeszcze jedno: czasy są trudne. Ciężko pracowaliśmy wszyscy na sukces Nowej Soli przez ostatnie kilkanaście lat. Nie można tego zmarnować oddając nasz los w ręce ludzi, dla których władza jest celem samym w sobie. Nowa Sól musi dalej się rozwijać. Jeśli nawet tylko się zatrzymamy, będzie to początek końca. Nie wolno do tego dopuścić.

Robi pan sobie takie własne podsumowanie minionych 16 lat? Pamięta pan jeszcze trudną walkę o inwestorów, pierwszą fabrykę i ogromne nerwy towarzyszące budowie kanalizacji, biblioteki, domu kultury, przedłużenia Kościuszki czy alternatywnej drogi do szpitala?

Kiedyś może napiszę o tym wszystkim ciekawą książkę. Tyle się wydarzyło przez te lata. Kiedy oglądam stare zdjęcia czy notatki z tamtych lat, przechodzą mnie ciarki. Są momenty, których nie zapomnę do końca życia, choćby wizytę w moim gabinecie czterech pań, które przyszły ze łzami w oczach, kiedy za ciężką pracę zarabiały 450 zł miesięcznie – 1,5 godziny dojazdu w jedną stronę i 1,5 godziny z powrotem. I pracodawca zaczął im jeszcze odliczać 50 zł z tych 450 za dojazdy. Ale dzieci trzeba było jakoś nakarmić.

Było ciężko, bezrobocie ponad 40 proc. Rzeczywiście była tu przysłowiowa „spalona ziemia”. Dzisiaj inaczej się na to wszystko patrzy. Każda inwestycja, każda pozyskana złotówka czy euro, każdy inwestor i każde nowe miejsce pracy to odrębna, złożona historia.

Bardzo wysokie ceny, jakie narzucają wykonawcy z branży budowlanej, są niepokojące. Przepłacanie jest nierozsądne, z drugiej strony mieszkańcy czekają na drogi, chodniki. Ma pan pomysł, jak rozwiązać ten problem?

Tak, rosną ceny i wydatki, a z nimi też coraz większe oczekiwania mieszkańców. Większość z nas nie zastanawia się nad tym, skąd się biorą na to pieniądze. Ma być zrobione – i tyle. Chcemy więcej zarabiać, ale jak najmniej płacić. Podatki nie rosną tak szybko jak zarobki i koszty. Dlatego zawsze podkreślałem, że dla mnie bardzo, bardzo ważne są nie tylko bieżące, ale przede wszystkim przyszłe dochody. Bardzo ważny jest też majątek zbywalny, który miasto posiada i wytwarza. Jeśli buduje się kolejna nowa fabryka, to można w kolejnych latach zaplanować wzrost wpływów z podatków PIT, CIT i od nieruchomości. Przykładem jest choćby kryty basen, który budujemy. Będzie sfinansowany i utrzymywany tylko z wpływów z podatków z dwóch budujących się fabryk. Każda następna daje nam kolejne możliwości inwestowania w infrastrukturę i rozwój. Trzeba w racjonalny i przemyślany sposób planować przyszłość.

Czekamy na budowę basenu i hali widowiskowo-sportowej. Mówimy o tym od wielu lat. Słyszymy o przetargach, przygotowany jest plac pod budowę. Czy w tym temacie nic się już nie wydarzy i wskoczymy do własnego basenu?

Basen już się buduje. Były trzy podejścia do tej tak oczekiwanej inwestycji. Teraz dopiero nas na to stać. Za dwa lata spełni się nasze marzenie. Co do hali widowiskowo-sportowej, to kolejne nasze marzenie. Chciałoby się mieć wszystko od razu. Ale musimy mierzyć siły na zamiary. Najpierw musimy zarobić na tę inwestycję.

Wiele kroków podjętych lokalnie działa na cały region. Jakie korzyści czerpią z tego mieszkańcy miasta i okolicznych miejscowości?

Od rozwoju Nowej Soli zależy los mieszkańców powiatu i okolicznych gmin. To tu tworzymy silną gospodarkę, tu powstają nowe miejsca pracy, tu tworzymy warunki do nauki i spędzania wolnego czasu.

Mam nadzieję, że mieszkańcy okolicznych gmin to doceniają. Bez silnej Nowej Soli trudno sobie wyobrazić rozwój regionu. Dlatego trzeba się wspierać wzajemnie. My dla okolicy zrobiliśmy naprawdę bardzo dużo, jak chyba mało kto w Lubuskiem i w Polsce. Jesteśmy, a przynajmniej do tej pory byliśmy – wzorem współpracy. Nie zamykamy się w granicach miasta. Choć moglibyśmy, jak inni. Każdą inwestycję planujemy z uwzględnieniem sąsiednich gmin. Przykłady? Gospodarka wodno-kanalizacyjna, śmieciowa, transport, porty i przystanie… no i oczywiście gospodarka. To my naszym kosztem, za nasze pieniądze uzbrajamy tereny inwestycyjne i przyciągamy inwestorów, a te inwestycje gwarantują rozwój regionu. Jeśli ogromnym naszym wysiłkiem budujemy basen, to dla wszystkich. Jeśli dokładamy ogromne, największe pieniądze do ścieżek rowerowych, choć u nas jest ich tylko śladowa ilość, to w interesie i naszym, i wszystkich okolicznych gmin. Ta współpraca była do tej pory dobra, z małymi zgrzytami.

Jak będzie? To kwestia świadomości mieszkańców całego powiatu, czy będą nas wspierać, czy tylko czerpać z naszej pracy. My jesteśmy otwarci i gotowi na współpracę i pomoc sąsiadom.

Nowosolskie strefy przemysłowe są w większości zagospodarowane. Czy powinniśmy spodziewać się już w najbliższym czasie nowych inwestorów, a jeśli tak, to w jaki sposób poradzimy sobie z narastającym problemem braku rąk do pracy?

Bez rozwoju gospodarki zaczniemy się cofać. My i cały region. Potrzebujemy kolejnych inwestorów. Obecnie jesteśmy w trakcie negocjowania kolejnych trzech nowych inwestycji, dających nie tylko nowe miejsca pracy, ale też dochody dla miasta na inne nowe, oczekiwane inwestycje. Jednak to wszystko nie jest takie proste. Jeśli z tych trzech uda nam się zatrzymać dwie, będę przeszczęśliwy. Pracujemy nad tym.

Co do rąk do pracy, Nowa Sól musi zahamować spadek liczby mieszkańców i odwrócić trend. Przewidujemy, że w ciągu najbliższych 10 lat w Nowej Soli powinno powstać ok. 2500 nowych mieszkań. Mam nadzieję, że liczba mieszkańców zacznie rosnąć i że do Nowej Soli zaczną wracać nasi byli mieszkańcy z zagranicy i z kraju, przyjadą też za pracą nowi.

Jaka jest polityka miasta w temacie opieki nad osobami starszymi i chorymi? Czy w budynku wygaszanego gimnazjum nr 3 może powstać np. dom dziennego pobytu?

Tak, takie mamy plany. Jest już koncepcja stworzenia tam takiego centrum aktywności społecznej i miejsca dziennego pobytu dla osób starszych. Jest już dokumentacja i kosztorys. Niestety, koszty są bardzo wysokie. Budynek przecież nowo wyremontowany, ale przeróbki są bardzo kosztowne. Będziemy szukać w różnych miejscach źródeł sfinansowania tej inwestycji.

Od lat promujemy i stwarzamy możliwość uprawiania turystyki odrzańskiej. Jakie będą kolejne kroki poszerzania tej oferty?

W tym roku niska woda w Odrze pokrzyżowała nasze plany. Latem statki praktycznie nie pływały. Obecny rząd zapowiadał zapewnienie IV klasy żeglowności, czyli ok. 2,7 m gwarantowanej głębokości. Mam nadzieję, że dotrzymają słowa.

My chcemy inwestować w turystykę odrzańską. Jak wiadomo, do tej pory zrobiliśmy w tym temacie bardzo dużo. Jesteśmy wzorem w całej Polsce. Oprócz tego, co zrobiliśmy, chcemy stworzyć Muzeum Odry w zabytkowym byłym magazynie solnym. Muzeum interaktywne, łączące nowoczesność z tradycją. Byłby to kolejny element uatrakcyjnienia miasta i regionu. Czekamy na rozstrzygnięcie konkursu i decyzję zarządu województwa w kwestii dofinansowania 85 proc. wartości inwestycji, która wyniesie ok. 8 mln zł.

Nowosolanie szukają miejsca pod budowę domu. Ostatecznie ze względu na ograniczoną ilość działek w mieście i wysoką cenę tych oferowanych uciekają do okolicznych wsi. Tym sposobem rozrasta się gmina Otyń i wiejska. Jaki jest miejski plan w tym temacie?

Zacznę od wysokiej ceny. Ceny w mieście są o 20-30 proc. wyższe niż poza miastem. Tylko czy ktoś, kto wycenia działkę w polu, bierze pod uwagę jej uzbrojenie? Miasto niemal wszystkie sprzedawane działki uzbraja. Na przykład pieniądze ze sprzedaży działek przy ul. Chopina miasto w 100 proc. przeznaczy na ich uzbrojenie, oświetlenie, drogi, chodniki…

Oczywiście dla miasta jest bardzo złe przeprowadzanie się mieszkańców Nowej Soli do okolicznych gmin, gdzie wraz z mieszkańcem trafiają podatki. Więc budowany jest model: mieszkam na wsi, ale dzieci posyłam do szkoły w mieście, za co płacą mieszkańcy miasta. Mieszkam na wsi, ale korzystam z całego potencjału miasta – np. z Parku Krasnala, domu kultury, kina, biblioteki, Parku Fizyki… Mieszkam na wsi, gdzie płacę podatki, ale pracuję w mieście, na strefie zbudowanej i sfinansowanej przez miasto.

No cóż, taki proces dotyczy wielu miast. Niestety, Nowa Sól jest mała obszarowo. Nam wystarczy terenów pod rozwój jeszcze na ok. 10 lat. Jak już mówiłem, planujemy budowę ok. 2500 nowych mieszkań. Jeśli chodzi o zabudowę jednorodzinną, szacujemy, że na wolnych jeszcze działkach wybudowanych w mieście będzie ok. 150 nowych domków jednorodzinnych. Na południu planujemy całkowicie nowe osiedle zabudowy wielo- i jednorodzinnej, z centrum handlowym i całą infrastrukturą.

Jeżeli chce się skutecznie realizować plan w gminie, przydaje się wsparcie w samorządzie województwa. Jak pan to widzi w kolejnej kadencji?

Wszystko wskazuje na to, że będzie w Sejmiku zachowana ciągłość zarządzania. A to tam są dzielone pieniądze z Unii Europejskiej na inwestycje. A będzie ich niemało. Dlatego tak ważne jest, żeby nasze miasto i nasz powiat miały tam swojego reprezentanta. Będę z całych sił wspierał naszą nowosolską kandydatkę Beatę Kulczycką, dzięki której mamy tak wiele inwestycji w mieście i w powiecie nowosolskim. To jedna z moich najlepszych współpracownic. Bardzo cenię jej samorządowe doświadczenie, merytoryczną wiedzę i profesjonalizm w działaniu. Nowosolanka Beata Kulczycka, od zawsze bezpartyjna, startuje do Sejmiku z ostatniego (ósmego) miejsca z listy Koalicji Obywatelskiej.

Przed nami wybory. Wyraźnie widać, choćby po zmianie ordynacji i likwidacji jednomandatowych okręgów wyborczych, jak partie robią zamach na samorządy. Zarejestrowane zostały listy z kandydatami. Czytając niektóre nazwiska trudno oprzeć się wrażeniu, że wystawiając takich kandydatów partyjni funkcjonariusze chcą zahamować rozwój miasta. Co można zrobić, żeby do tego nie dopuścić?

Przede wszystkim trzeba wziąć udział w wyborach. Nie można zostać w domu. Każdy, nawet jeden głos jest cenny i może być na wagę przyszłości Nowej Soli, powiatu i województwa. Niestety, nowa ordynacja daje przewagę partiom politycznym. A przecież dziura w drodze nie ma barw partyjno-politycznych. Tu się liczy dobry gospodarz, odpowiedzialny i godny zaufania człowiek. Obawiam się, że po upartyjnieniu samorządu skończy się spokojna praca, a sesje rady przerodzą się w teatr. W naszym mieście nie potrzebni są pieniacze podpinający się pod szyldy partyjne. Potrzebujemy odpowiedzialności i konsekwentnej, codziennej pracy. Liczę na to, że nowosolanie będą dokonywać rozsądnych i racjonalnych wyborów, głosując na konkretnych ludzi, a nie na szyldy partyjne.

Co budzi największy niepokój na przyszłość?

Jeszcze raz powtórzę z całą mocą – upartyjnienie samorządu, który jest największym sukcesem Polski po 89. roku. My potrzebujemy spokojnej pracy i budowania, a nie ciągłych awantur, jakie mają miejsce w parlamencie. W ostatnich latach społeczeństwo potwornie się podzieliło i spolaryzowało. Brat staje przeciw bratu. Emocje, które rozbudzają celowo politycy, biorą górę nad rozsądkiem. Nie kierujmy się więc emocjami, a rozsądkiem. Partyjna polityka ma się nijak do rozwiązywania problemów tu na dole. Tu nie ma czasu na jałowe kłótnie, tu trzeba spokojnej, systematycznej i konstruktywnej pracy. Tylko wówczas przyjdą efekty odczuwalne przez naszych mieszkańców.

Jakie miasto stawia pan sobie za wzór, do jakiego celu dąży Nowa Sól?

Marzy mi się nowoczesne europejskie miasto, w którym mieszkańcy czują się dobrze i bezpiecznie, mając ambitną, satysfakcjonującą, dobrze płatną pracę i wszystko, co jest potrzebne do spędzania wolnego czasu. Uważam, że dla nas wszystkich bardzo ważna jest stabilizacja, bez strachu przed tym, co przyniesie jutro. O takie miasto walczę od 16 lat i chyba coś nam się jednak udało, skoro Nowa Sól jest stawiana za wzór w całej Polsce.

Już na koniec: będzie pan kandydował na prezydenta Nowej Soli?

Tak, wystartuję w najbliższych wyborach. To była trudna decyzja, ale podjąłem ją w poczuciu odpowiedzialności za przyszłość naszego miasta. To nie tylko moje osobiste życie i mojej rodziny, ale przede wszystkim życie kilkudziesięciu tysięcy nowosolan, którzy z tym miastem związali swój los. Nie mogę ich zawieść.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *