Miłość złapana w sieci [REPORTAŻ]

Dzisiaj walentynki. To dobra okazja, żeby wyznać osobie, którą lubimy (może kochamy?), swoje uczucia. Porozmawialiśmy z parami, które poznały się w internecie. U niektórych skończyło się ślubem

Choć historia tego święta sięga średniowiecza, w Polsce walentynki zyskały popularność dopiero w latach 90. Od tamtej pory z okazji święta zakochanych ludzie ślą sobie listy, obdarowują się drobnymi upominkami, chodzą na randki.

Od lat dużą popularnością cieszą się portale, na których można znaleźć swoją drugą połówkę. Wiążą się z tym pewne niebezpieczeństwa związane z internetową znajomością, ale skutki takiej relacji mogą być także szczęśliwe dla obu stron. Jaki stosunek mają do tego nowosolanie? Jak zaczęło się ich internetowe love story?

– Na początku 2002 r. przyjaciółka zabrała mnie do kafejki internetowej. Poszłam raz, drugi – i tak się zaczęło. Każdą wolną chwilę spędzałam w tym miejscu. Nie było to wcale opłacalne, ale to były początki dostępu do internetu w Polsce i nie każdy miał wtedy komputer w domu. Mój tata kupił sprzęt i założono nam internet. Chyba sam był ciekawy, jak to działa – wspomina Małgorzata Ratyńska.

Miły, kulturalny chłopak

Dzień jak co dzień. Za oknem deszcz. Ratyńska umawia się z koleżanką, która chciała zobaczyć jej nowy komputer. Wchodzą na popularny wtedy czat.pl. – Kiedy już miałyśmy kończyć czatować, na liście dostępnych użytkowników pokazał się Irek. Nie wiedziałam, z kim tak naprawdę piszę, ale był miły, wypowiadał się normalnie, kulturalnie. Koleżanka poszła do domu, a ja kontynuowałam rozmowę.

Czatowaliśmy o wszystkim – o tym, skąd jesteśmy (ja z Bytomia Odrzańskiego, on z Rudy Śląskiej), o naszych zajęciach – przywołuje z pamięci pani Małgorzata i dodaje: – Czas szybko nam mijał. Mój tata pracował na zmiany, a gdy szedł na nockę, siedziałam z Irkiem na czacie. Później nasze rozmowy zaczęły się na Gadu-Gadu.

Ich internetowe korespondencje przekształciły się w długie rozmowy przez telefon. W końcu Irek zaproponował Małgorzacie spotkanie, jeśli ona i jej rodzice wyrażą zgodę. Po długich wyczekiwaniach nastał w końcu ten wielki dzień, gdy jej internetowa sympatia miała ją w końcu odwiedzić.

– To był wyjątkowy dzień. Miałam zakończenie roku szkolnego. Pamiętam jak dziś stres od samego rana i wielkie wyczekiwanie. Marta wyciągnęła mnie do kwiaciarni, choć mówiłam, że czekamy na Irka. Gdy wracałyśmy, na jednej z nielicznych dróg, na wprost szkoły, jechał granatowy polonez. Złapałam Martę za rękę i krzyczałam, że to on! Moi rodzice, a zwłaszcza tata, nie wierzyli, że Irek przyjedzie. Tata myślał, że mnie oszuka – wspomina Małgorzata.

W tamtej chwili towarzyszyły jej emocje nie do opisania. Wiele rozmawiali, spacerowali ulicami Bytomia. W końcu Irek musiał wracać, jednak zaproponował, by Małgorzata pojechała do niego do Rudy Śląskiej.

– Zgodziłam się, choć tak naprawdę nie wiedziałam, czy rodzice mnie puszczą. Na szczęście miałam babcię, która mieszkała w Nowej Soli. Przy mojej mamie powiedziała: „Masz tu kieszonkowe na bilet i jedź. Co przeżyjesz, to twoje”. W wakacje pojechałam do niego. Poznałam rodzinę Irka i jego znajomych. Tak naprawdę wróciłam do domu tylko po to, by zabrać dokumenty ze szkoły i rzeczy z domu – wspomina nasza Czytelniczka.

Po roku wspólnego mieszkania wzięli ślub w Bytomiu Odrz., a po kolejnym roku przyszła na świat ich pierwsza córka. Małgorzata i Irek są ze sobą na dobre i na złe. Małżeństwem są już 16 lat.

– Czasami warto ryzykować i poznać kogoś nawet przez internet. Wiem, że w dzisiejszych czasach jest niebezpiecznie, ale może po drugiej stronie monitora siedzi właśnie ta jedyna albo ten jedyny? – uśmiecha się Małgorzata.

Teraz narzeczeństwo

O swojej historii opowiedział nam też Paweł Białkowski. Poznał Basię, swoją obecną narzeczoną na portalu randkowym Badoo. Zaczęło się w 2017 r. podczas wyjazdu Pawła do Czech.

– Na przełomie kwietnia i marca 2017 r. zacząłem pisać z moją późniejszą narzeczoną – wspomina.

Paweł nie bał się wchodzić w internetową relację.

– Po długim pisaniu ze sobą wymieniliśmy się kontaktami na Facebooku, potem rozmawialiśmy przez kamerkę internetową – mówi Białkowski.

Po jakimś czasie dziewczyna Pawła zaproponowała mu wspólne życie w Katowicach. Nowa sytuacja była dla niego trudna. Wszystko musiał zaczynać od początku. Mimo to od tamtej pory mieszkają ze sobą, są szczęśliwi.

Nie wyglądać jak z okładek

Kacper Kłonis, nasz kolejny rozmówca, przygodę z portalami randkowymi zaczął niedawno. Nie pamięta dokładnie, co go do tego skłoniło. – Na pewno w jakimś stopniu nuda i duża ilość wolnego czasu, który marnowałem na gry komputerowe. Początkowo miałem obawy, żeby wrzucić na portal jakieś moje zdjęcie, bo bałem się, że spotkam tam kogoś znajomego i zostanę na językach mieszkańców miasta. Dopiero wtedy, jak przełamałem tę barierę, zaczęły się randki z różnymi osobami. Moje podejście do tego, można powiedzieć, było staroświeckie – uśmiecha się Kacper.

I dodaje: – Nigdy nie wiesz, co tak naprawdę kieruje poznaną osobą. Dziwne było to, jak po świetnym spotkaniu nie mogłem z jedną osobą ponownie złapać kontaktu. Zawiesiłem swoje konto po tym czasie na dość długo, bo na samym początku nie znalazłem nikogo innego.

Spróbowałem sprawdzić inny portal. Każda taka strona potrafi człowiekowi zagwarantować coś nowego. Rozmawiając z moim znajomym, który również założył konto na wcześniejszym portalu, dowiedziałem się, że tam nigdy nie znajdę kogoś na dłużej.

Ostatecznie Kacper znalazł swoją drugą połówkę!

– Jesteśmy już cztery miesiące razem i jakoś nie zapowiada się na koniec. Cały czas ten związek się rozwija, a portal randkowy pomógł dwójce ludzi się odnaleźć. Zaczęliśmy się spotykać po dość długiej rozmowie. Powiedziałem: długiej? Pisaliśmy ze sobą miesiącami! Aż w pewnym momencie zasugerowałem: może byśmy się spotkali? Od razu wiedzieliśmy, że to jest dobry pomysł – podkreśla nasz Czytelnik.
No i umówili się na spotkanie. Kacper trochę się bał. Rozmowa w realu to co innego niż pisanie w internecie. Ale stres był tylko na początku. Później było super.

– Najważniejszą rzeczą chyba jest to, żeby nie różnić się na profilowym zdjęciu, wtedy nie będzie żadnych złośliwości – radzi. – I tak właśnie było w naszym przypadku. Wcześniej zdarzyło mi się umieszczać wyidealizowane zdjęcia, które przerabiałem w programach graficznych.

Może dlatego nie spotykałem się z dalszą możliwością rozwinięcia tamtych relacji. Teraz wiem, że to był błąd. Przecież człowiek szukał tam kogoś, żeby nawiązać realną znajomość, więc nie można wyglądać jak z okładek gazet – komentuje Kacper.

Przestrzega też: na portalach randkowych można spotkać wiele nieodpowiednich osób, które nie posługują się swoimi zdjęciami, danymi. Wymyślają siebie. – Dlatego trzeba uważać z doborem strony randkowej – mówi Kacper.

Jest jedna rzecz, która dalej go onieśmiela.

– Pytania moich znajomych, kolegów, przyjaciół, rodziny w stylu „skąd się znacie?”. Bardzo trudno mi wykrztusić z siebie, że poznaliśmy się przez portal randkowy. Można to zrozumieć, że to są dzisiejsze realia, ale wciąż różnie ludzie reagują na ten sposób nawiązywania znajomości. Zazwyczaj z góry zakładają, że to nie będzie trwało długo. W jakiś podprogowy sposób łatwiej jest im dorzucić swoje trzy grosze, żeby doszło do zakończenia tego wszystkiego. Dlatego staram się unikać tego pytania, a gdy je spotykam, to po prostu kłamię i odpowiadam: „Poznaliśmy się kiedyś na imprezie”.

Podkreślamy jeszcze raz: na portalach randkowych trzeba zachować zwiększoną ostrożność, jednak nie warto zakładać z góry, że internetowa relacja się nie uda. Nasi rozmówcy są żywym dowodem na to, że internetowa randka może jak najbardziej przynieść w przyszłości szczęście.

Aleksandra Gembiak

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media