Sploty i bibeloty odkryciem miesiąca

Koszyki, pledy, narzuty i dywany – spod drutów Iwony Polewskiej wychodzą niepowtarzalne cuda. Rękodzieło nowosolanki docenił portal „Handmade Market” i uznał panią Iwonę odkryciem miesiąca

Coraz częściej szukamy oryginalnych produktów, takich, które będą ozdobą naszego domu. Wzorujemy się na skandynawskich czy prowansalskich trendach. Tam króluje rękodzieło, np. wyplatane koszyki, własnoręcznie malowane szafki i stoły, robione na drutach dywany. My jednak wciąż mamy w pamięci białe kredensy naszych babć, robione na drutach swetry, czy szydełkowane obrusy. Gdy wreszcie sklepowe półki wypełniły się produktami wszelkiego rodzaju, zapomnieliśmy jak piękne jest rękodzieło. Czasami woleliśmy mieć pięć słabej jakości swetrów przywiezionych z Węgier, niż znowu ubrać ten zrobiony na drutach. Na szczęście te czasy mijają, a my znowu chcemy mieć coś oryginalnego, zrobionego specjalnie dla nas.

Mistrzynią w rękodzielnictwie jest Iwona Polewska. Prace przez nią wykonane docenił internetowy portal „Handmade Market” uznając panią Iwonę za odkrycie najpierw tygodnia, a później miesiąca stycznia. – Ucieszyłam się, że moje prace zyskały uznanie i się podobają. Wkładam w pracę serce i duszę, dlatego bardzo mi miło, że ktoś to zauważył – przyznaje I. Polewska.

Przygoda pani Iwony z rękodziełem zaczęła się tak, jak większości młodych dziewczyn, na lekcjach techniki w szkole podstawowej. – Uczyła mnie pani profesor Danuta Wajs. Była niesamowita, zadawała nam do zrobienia rzeczy na drutach, szydełku. Na jej zajęciach nauczyłam się szyć i haftować. Zdarzało się, że nawet pracowałam w drewnie – wspomina pani Iwona.

Opowiada, że tak jak większość jej rówieśników dorastała w trudnych czasach, gdy w sklepach niczego nie było. W domu było ich pięć sióstr i brat, ona była najmłodsza. Każda z dziewczyn chciała mieć coś nowego i ładnego. Najpierw szyła dla nich mama, a z czasem same zaczęły kombinować. Kupowały materiały, które farbowały i szyły sobie sukienki. Robiły na drutach swetry, czapki i spódnice.

I. Polewskiej zostało to do dzisiaj. Wprawdzie, gdy trzeba było skupić się na wychowaniu córki, to rzadziej siadała do drutów, ale teraz znowu ma więcej czasu na to, co kocha. Spod jej dłoni wychodzą wyjątkowe dzieła.

– Czasami mnie ktoś prosi, żeby zrobić koc lub śpiworek dla małego dziecka. Wybieramy odpowiednią wełnę pasującą do pokoju lub wózka i działam. To niezwykłe móc komuś sprawić radość i wiedzieć, że maleństwo jest otulone tym, co zrobiłam – mówi I. Polewska. Zaznacza, że lubi robić pokrowce na fotele, kapy na łóżka i dywany. – Najczęściej są bardzo ciężkie. Początkowo mdlały mi ręce i nie mogłam długo ich robić, ale teraz chyba się przyzwyczaiłam – stwierdza z uśmiechem pani Iwona.

Zdradza, że zawsze, gdy pracuje nad czymś nowym, to zamyśla się i marzy. – Tylko o wnukach nie mogę, bo od razu mnie coś ściska z tęsknoty i smutno mi, że daleko mieszkają. A przecież moje rzeczy muszą być pełne pozytywnych emocji – podkreśla nowosolanka.
Bardzo wielu znajomych prosi panią Iwonę o koszyki ze sznurka. Stają się one później ozdobą sypialni, łazienek, dziecięcych pokoików.

Swoje dzieła I. Polewska pokazuje na Facebooku, gdzie można ją znaleźć na profilu o nazwie Sploty i Bibeloty. – Robótki ręczne są dla mnie formą relaksu. Uspokajam się i jestem szczęśliwa. Mąż w tym czasie skupia się na swoim graniu (Andrzej Polewski jest gitarzystą w zespole Wesoły Początek Radości, dop. red.). Każde z nas ma artystyczną duszę i dobrze się w tym rozumiemy – zaznacza I. Polewska.

Teraz nasza artystka pracuje nad zrobieniem pufy ze sznurka. Pierwszy raz planuje też wyciągnąć swoje prace z szuflad i pokazać na jarmarku rękodzielniczym.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *